Pod tym samym niebem

  • 0 replies
  • 1160 views
*

Offline aolczak

  • *
  • 12
  • +31/-0
Pod tym samym niebem
« dnia: Wrzesień 24, 2014, 17:16:05 »
Codzienność zazwyczaj sprawia,że brak nam czasu i często chęci,by spojrzeć na otaczający nas świat okiem "widza".Od porannego dźwięku budzika do chwili,w której oczy same się zamykają ze zmęczenia,mija,zdawałoby się chwila.Nic w tym dziwnego,czas płynie niepostrzeżenie,momentami nawet galopuje,a my wraz z nim.Ale gdy już łaskawy los podaruje nam chwilę dla siebie nie potrafimy wyłączyć skutecznie myślenia,przed oczami migają obrazy i wydarzenia ostatnich dni dotyczące spraw naszych i tych "zapożyczonych".
Przynajmniej tak to wygląda w moim przypadku.Często mam okazję rozmawiać z różnymi ludźmi,zarówno bliskimi,tylko znajomymi czy też przypadkowo napotkanymi.Cóż zauważyłam?Odkąd mieszkam w tym mieście nieustannie zadziwia mnie skłonność ludzi do opowiadania swoich historii życiowych osobom dopiero co spotkanym.Łatwiej "wyspowiadać się" obcemu,ale myślę wtedy,gdy mamy pewność,że jest to pierwsze i ostatnie spotkanie w życiu.A może moje niedowierzanie wynika z faktu,iż sama jestem dość nieufna.
Takie opowieści innych skłaniają niejednokrotnie do refleksji nad sobą,swoim życiem czy też potrafią wpłynąć  na zmianę postrzegania rzeczywistości.Zazwyczaj wychodzimy z założenia,że inni mają od nas lepiej,są szczęśliwsi,bardziej zaradni,cieszą się życiem,korzystają z niego.Nic bardziej mylnego.
Jakiś czas temu,pewna starsza pani,z którą często się widuję,czasem rozmawiamy krócej,czasem dłużej,pod wpływem,myślę,emocji,a może i pokładu zaufania,zaczęła mówić o sytuacji w domu.Opiekuje się wnuczętami.Na pozór wszystko wygląda normalnie,dwoje dzieci,babcia do pomocy,oboje pracują,jedno w domu.Niczego im nie brakuje.Znam oboje z widzenia,zawsze dzień dobry,uśmiech.Widuję ich razem na mieście.Okazało się,że w czterech ścianach dochodzi do sytuacji w których,od samego słuchania,włos się jeży.Głośne wymiany zdań,rzucanie przedmiotami,grożenie nożem,bójki,żadne z rodziców nie zwraca uwagi na obecność dzieci,a o sąsiadach za ścianą nie ma co wspominać.Zdarzały się interwencje policji.Dla mnie szok.Patrząc na nich nie przypuszczałabym,że dochodzi do podobnych incydentów.Rzecz dzieje się tylko w domu.Z kolei przechodząc pobliską ulicą wciąż widuję te same twarze.Przeważnie osoby te spędzają czas "w bramach",na ulicy,żyją z MOPS-u,mają czas.Skandaliczne zachowania i odzywki,przemoc,wywlekanie publicznie prywatnych spraw,problemów rodzinnych,często bardzo osobistych.Totalna swoboda w posługiwaniu się słowem czy tonem głosu.I co rzuca się w oczy całkowity brak skrępowania,że "przedstawienie" odbywa się na oczach przechodniów.Są sobą,tak żyją i nie widzą w tym nic odstającego od normy.Odnoszę wrażenie,że to życie daje im pewnego rodzaju satysfakcję.Znam także pewną młodą dziewczynę,ma dwójkę dzieci,lubi tzw.domówki w różnym towarzystwie,zakrapiane alkoholem.I za którymś razem przebrała miarkę,przyjechała policja,dzieci zabrano.Z "ust" jej sąsiadów wiem,że wyrok już zapadł i dzieci nie odzyska.Przez kilka dni po głośnym wydarzeniu rzadko pokazywała się na ulicy,ale błyskawicznie wszystko wróciło do dawnego harmonogramu.Obraca się w takim towarzystwie jak wcześniej,nie ucieka wzrokiem przed spojrzeniami tych,którzy doskonale wiedzą do jakiej tragedii sama doprowadziła.Zero skruchy,o wstydzie nie ma mowy.
Przedstawiłam można chyba powiedzieć tę nieco ciemniejszą stronę miasta,byłam naocznym świadkiem wielu nieprzyjemnych wydarzeń,ale także sporo zakodowało się w mojej głowie tych zasłyszanych.I mało już co mnie dziwi.Właściwie tylko reakcje niektórych na to co opowiadam.Widzę wielkie oczy i spojrzenia wyrzucające w przestrzeń masę znaków zapytania:) Przykładem może być moja bliska koleżanka.Mieszka w innej dzielnicy,na obrzeżach.Sytuacje,które przedstawiam kojarzą się jej z planem filmowym.A toż to samo życie,ten sam świat,a akcja toczy się pod tym samym niebem.W jej świecie nie brakuje niczego,są środki finansowe,pomoc przy dzieciach,współmałżonek godny tytułowania go tym zwrotem.A ja obcuję z takimi ,którzy mają w portfelu ostatnie grosze,a przypływ gotówki następnego dnia albo jeszcze później,a współmałżonek żyje po swojemu.
Jestem świadoma tego jak żyję ja sama,czego oczekuję od życia,co mnie blokuje,logika podpowiada,że to co widzę,co wiem,co opisałam jest dla mnie nie do przyjęcia.Współczuję tym ludziom.Tego,że żyją w ten sposób,że nie ma w nich odrobiny chęci,by chociaż swoją postawą reprezentować godnie siebie jako człowieka.Nie wiem czy tak im przyjemniej,może łatwiej,nie potrzeba żadnego wysiłku z ich strony.Ale chyba najbardziej,i to jednak mogłoby mnie zdziwić,że odpowiada im życie,które mają i w pełni je akceptują.Kto wie,może w myśl porzekadła:jest o czym myśleć,ale nie ma się czym martwić.Ile w tym kreatywności?

 

W szybkiej odpowiedzi możesz użyć kodów BBC i uśmieszków tak jak przy normalnej odpowiedzi.

Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.

Nazwa: Email:
Weryfikacja:


Pytanie anty-spamowe:
Przepisz nazwę
kreatywni
pomijając samogłoski: