KREATYWNI
   

"Magia" kłamstwa

Offline aolczak

  • *****
  • 12
  • +31/-0
"Magia" kłamstwa
« dnia: Październik 28, 2014, 12:56:23 »
Kłamstwo ma krótkie nogi.Jest to powiedzenie,którego chyba najczęściej używamy,zarówno my rodzice,jak i często dzieci.Tylko czy do końca zdajemy sobie sprawę co ono oznacza?Gdy puszczamy je,ot tak,po prostu na wiatr,jako tylko słowa,wszystko jest w porządku.Sytuacja ulega diametralnej zmianie,gdy mamy do czynienia z konkretnym przypadkiem.I w takiej sytuacji,to właśnie dzieciom chyba najtrudniej odnieść się do tych słów.
W ubiegłym tygodniu,po zajęciach rugby,mój syn i jego dwóch kolegów wracali do domów.Udział w zajęciach zaproponował synowi i jednemu z kolegów,nauczyciel od wychowania fizycznego klas starszych,który zaobserwował ich podczas zajęć.Drugi kolega sam z siebie postanowił wziąć w nich udział.Potrzebna była pisemna zgoda rodziców i taką też otrzymał od mamy.Znam chłopca osobiście,jego rodziców także.Dziecko nie lubi w-fu,niechętnie bierze w nim udział,wolno biega,ma nawet problemy ze złapaniem piłki w obie ręce.Ewidentnie sport nie jest nie jest jego mocną stroną.Poszedł na rugby i nie trudno się domyśleć,że gra absolutnie go przerosła.Nie rozumiał zasad,kilka razy się popłakał i w efekcie końcowym nauczyciel poprosił go o zajęcie miejsca na ławce i,żeby nie przychodził na następne zajęcia.Gdy chłopcy wracali do domu,podejrzewam,że rozpoczęli temat gry.Celowo pokrótce opisałam sytuację od początku.Wymiana zdań przerodziła się w kłótnię,a następnie doszło do rękoczynów.Kolega,który sobie nie radził użył w odpowiedzi "broni grubszego kalibru" i postanowił obrzucić wulgarnymi słowami mnie i mamę kolegi syna.Zdanie rozpoczął od "twoja stara to...".Cytować nie wypada.Chłopaki nie wytrzymali.Czy można się im dziwić?Być może dziewczynki inaczej podeszłyby do sprawy,nie wiem.Chociaż patrząc z boku na młodzież dnia dzisiejszego,że tak powiem,nie ręczyłabym żadną częścią ciała,nie mówiąc o głowie.To prawda,że było dwóch na jednego,ale tamten nie poczuwał się do winy i,co zrozumiałe,bronił się.Po całej akcji pobiegł do domu z płaczem,gdzie już przed kamienicą mama go słyszała i wybiegła.Kolega syna musiał tamtędy przechodzić,gdyż mieszka trochę dalej.Mama tamtego chłopca zrobiła awanturę na całą ulicę,krzyczała na chłopaka,zaczęła go szarpać i za nic nie wierzyła w jego wersję,bo JEJ syn mówi inaczej.Mój syn był tego świadkiem,gdyż widział,że coś się szykuje i obserwował zajście.Opowiedział wszystko tuż po powrocie.Mówił,że mama "poszkodowanego" wykrzyczała,że następnego dnia pójdzie do wychowawczyni.Było to równy tydzień temu.Jak się okazało nie poszła.A,że mój syn się rozchorował i nie chodził do szkoły,zapomnieliśmy o temacie.Wczoraj zapytałam czy coś się działo,czy kolega coś mówił odnośnie tej sytuacji.I...mama nie była jednak w szkole.Wygląda na to,że kazała synowi powiedzieć o tym wychowawczyni jak obaj będą obecni.I tak też zrobił wczoraj zrzucając winę na syna i kolegę.Odwrócił sytuację i oskarżył o to,że obrażali jego mamę,a potem go pobili.Chłopcy z detalami opowiedzieli jak wszystko wyglądało,jak się rozwinęło.Kolega syna trzeci rok jest stawiany jako wzór w klasie wśród chłopców więc był to czynnik wspomagający poniekąd.Dwoje dzieci przedstawiało taką samą wersję i ze szczegółami,gdyż zapytali czy mogą zacytować wypowiedzi kolegi,opowiedziało o wydarzeniu,a nawet o reakcji jego mamy.Uwierzono im.Wychowawczyni powiedziała tamtemu chłopcu,że w obliczu tego jak się zachował nie dziwi się,że ich reakcja była taka i,że zadzwoni do jego mamy w tej sprawie.Najlepszą częścią tej historii była reakcja dobrego kolegi chłopaka,który zrzucał uparcie winę na mojego syna i jego kolegę.Otóż stwierdził,że obaj kłamią.I nie zahaczyłabym o to,gdyby nie było to ważne.Klasa tego dnia miała lekcje do 13.30.Rugby zaczynają się od 15.30,a kończy o 16.30."Obrońca" nie bierze w nich udziału,po lekcjach poszedł do domu,a okazuje się,że zabiera głos w sprawie.Na co wychowawczyni zwróciła mu uwagę.Odpowiedział milczeniem.Niemiła sytuacja,mógł bardzo zaszkodzić.I choć o tym co się wydarzyło dopiero wczoraj poinformowano "naszą Panią",rano ojciec chłopca,trwającego przy swojej wersji,wyszedł na ulicę i czekał,podobnie jak żona w ubiegłym tygodniu,na to samo dziecko i od nowa wałkował temat.My mieszkamy na innej ulicy,pewnie z tego powodu mojego syna ta wątpliwa przyjemność słuchania ominęła.
Nie rozumiem jak można bez obecności rodzica naskoczyć na dziecko w drodze do szkoły.Bez wcześniejszego pojawienia się w szkole celem wyjaśnienia sprawy.Z góry założyli,że ich syn mówi prawdę.Tylko,że nie jest to pierwszy raz,gdy coś się dzieje z udziałem tego dziecka i jego wersja jest zawsze odwrotna.Za każdym razem.Jego rodzicom nie daje to niestety do myślenia.Bardzo dobrze znam tych ludzi i wiem,że mama chłopaka kieruje się zasadą:każda matka broni swoje dziecko.Z tego co wywnioskowałam z naszych wcześniejszych kontaktów aż uderza w oczy fakt,że kocha swoje dzieci chorą miłością.A zasada,której hołduje,jako rodzic,jest dla mnie tylko i wyłącznie argumentem na brak argumentów i bardzo ograniczonym myśleniem.Potrafi wprost komuś powiedzieć,że jej syn nie kłamie NIGDY.I nawet nie ma na względzie tego,że tym samym oskarża o to drugą stronę.Wszyscy kochamy własne dzieci,natomiast powinniśmy przy tym doskonale je znać,rozmawiać i podjąć takie kroki,by w razie wątpliwości nie skrzywdzić nikogo,a zbliżyć się do prawdy,a najlepiej ją poznać.Ale jak postępować z przytoczonym wyżej przykładem rodziców?Czy jest na jakiś złoty środek,gdy w grę wchodzę czasem duże emocje?Odnoszę wrażenie,że ci ludzie nie myślą przyszłościowo.Dzieciaki są dopiero w trzeciej klasie.Jeśli tok rozumowania tych rodziców nie ulegnie zmianie,ich kłopoty dopiero się zaczną.W starszych klasach,w gimnazjum.A najbardziej uderzy to w ich syna.Nie przypominam sobie z czasów swojego okresu szkolnego aż takiej ingerencji rodziców i takiego trwania przy swoim w niewyjaśnionej tak naprawdę sprawie.Wydawałoby się,że własnie DZIŚ powinno być inaczej.Lepiej.Mamy nieograniczony dostęp do wiedzy,poradników,specjalistów,ogromne możliwości rozwoju,także intelektualnego,a jest ogrom osób,które swoją postawą i stanem umysłu reprezentują,może użyję słów zasłyszanych przypadkiem pod szkołą,użytych przez szóstoklasistów w żartach,stan poniżej wszelkiej krytycznej.Jest to problem,myślę,że duży.Jak uczyć dziecko odpowiedniego zachowania i rozwiązywania kłopotów mądrze,uczciwie,skoro inni świecą przykładem odwrotności?I ci niby "widzący" zajście,też dzieci,dokładający swoje,a okazuje się,że nie było ich tam nawet.Pojawia się znany schemat,słowo dziecko przeciwko drugiemu dziecku.W tym przypadku na szczęście dwoje mówiło to samo,ale pojawił się w tle ten,który nie widział,a zabrał głos.W momencie gdyby była to sytuacja jeden na jednego,ten podstępnie oskarżany byłby bez szans.Bo ktoś to "widział".Po swojemu niestety.


Offline Iwona

  • *****
  • 155
  • +24/-1
Odp: "Magia" kłamstwa
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 25, 2015, 18:01:19 »
[i]Witam.
Poruszyła Pani problem który coraz częściej pojawia się w naszych szkołach. Kłamstwo dla dziecka jest pojęciem względnym. Dzieci, szczególnie w tym wieku zorientowały się że takie postępowanie jest pewną formą chronienia siebie samego. Szczególnie ci którzy nie potrafią stanowczo reagować na zaistniałą sytuację, poszukują alternatywy aby w jakiś sposób uzasadnić swoją niewinność. Są gotowe posunąć się nawet do mówienia nieprawdy i tworzenia różnych scenariuszy które nie miały miejsca w rzeczywistości. Trudno się dziwić dziecku że usiłuje tak przedstawiać rzeczywistość aby nie ponieść konsekwencji swojego postępowania. Rozpoczęty proces tworzenia innej niż prawdziwa rzeczywiści zaczyna być rozbudowywany i za wszelką cenę uwiarygodniany przez dziecko. Ofiarami braku reakcji na takie zachowanie dziecka najczęściej padają rodzice którzy nie znając faktów przychylają się w sposób naturalny do wersji przedstawianej przez własne dziecko, co jest poniekąd zrozumiałe. Takie sytuacje stwarzają zagrożenie zarówno dla dzieci i rodziców, są eskalacją problemów i niedomówień. Jako pedagog z długoletnim doświadczeniem często spotykałam się z podobnymi sytuacjami. Często zdarzało się że np. sytuacje zaistniałe podczas zajęć były przez dziecko przedstawiane rodzicom w zupełnie innym świetle, często mijając się z rzeczywistością. Praktyka pokazuje że jest to problem który zaczyna się gwałtownie nasilać. Nauczyciel bywa postawiony w trudnej sytuacji, jest jakby zmuszony do prostowania skrzywionej przez dziecięcą wyobraźnię rzeczywistości. Bardzo często, niestety trudno przekonać rodziców że ich dziecko, lub jego ocena sytuacji drastycznie mija się z rzeczywistością. Nie wiem czy to jest naturalna rodzicielska skłonność ale raczej w takiej konfrontacji nauczyciel ma raczej niewielkie szanse. Najrozsądniej i najczęściej dąży się do załagodzenia o  takiego incydentu bo trudno tutaj o obiektywizm. Zgodzę się z panią że problem będzie narastała wraz z wiekiem bo dzieci odkryją że jest to skuteczny sposób na chronienie własnej tożsamości. Niestety rolą nauczyciela nie jest nauka pewnych etycznych zasad postępowania. To kreuje dom rodzinny to tam dziecko powinno być uczony możliwości odróżniania dobra od zła. To rolą rodziców jest uświadomienie dziecku że pewne jego postępowanie w przyszłości może przynieść nieoczekiwany i trudny do rozwiązania problem. Prawdziwa rodzicielska miłość powinna polegac na tym aby dziecko z domu wynosło to co najlepsze i potrafiło wyraźnie odróżnić dobro od zła. Osobiście uważam że ten temat warto przedyskutować na forum, dzielić się własnymi doświadczeniami. Ja jako nauczyciel mam za zadanie wdrażanie podstawy programowej nauczania i po prostu nie jestem w stanie dzieciom zapewnić tego co należy do obowiązków rodziców.
[/i


Dziękuję za wpis.
Pozdrawiam Iwona Puczko

 

W szybkiej odpowiedzi możesz użyć kodów BBC i uśmieszków tak jak przy normalnej odpowiedzi.

Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.

Nazwa: Email:
Weryfikacja:


Pytanie anty-spamowe:
Przepisz nazwę
kreatywni
pomijając samogłoski: