KREATYWNI
   

Praca a dziecko-rozterki matek

Offline aolczak

  • *****
  • 12
  • +31/-0
Praca a dziecko-rozterki matek
« dnia: Wrzesień 06, 2014, 16:06:48 »
Życie osobiste,moje prywatne doświadczenia,a także przeprowadzane wielokrotnie rozmowy z koleżankami i nie tylko,skłoniły mnie do podjęcia tego wątku.Wydawałoby się:cóż trudnego w połączeniu jednego z drugim?Nie zawsze jest to proste,choć takie może się wydawać.Mam tu na myśli sytuację kobiet z tzw."zwyczajnego" życia.Sama jestem matką,która nie pracuje.Przez lata,spędzając wiele godzin z synem na placach zabaw,miałam okazję spotkać wiele matek(najczęściej to one bywają w takich miejscach ze swymi pociechami).Większość w sytuacji podobnej do mojej,po części świadoma decyzja.Nie poświęcenie,nie można opieki nad dzieckiem sprowadzić do miary poświęcenia.Nie było by w  tym nic niepokojącego ,gdyby nie mały,aczkolwiek niezwykle istotny szczegół.Dwa lata "siedzenia" w domu przedłużają się do trzech,potem następuje moment,w którym pojawia się myśl:za rok zaczniemy przedszkole,będzie lżej łatwiej,pomyślimy o "sobie".Na przekór pozytywnemu myśleniu los serwuje gorzki deser.Malec wspaniale odnajduje się w grupie dzieci wprawiając mamę w stan dumy,euforii,odrobinę nadziei.Do pierwszej choroby spowodowanej obcowaniem w tak licznej grupie dzieci.Taki schemat powtarzał się notorycznie w przypadku mojego syna.Pani pediatra podtrzymywała mnie na duchu mówiąc,że to normalne w pierwszym roku życia przedszkolnego.Niestety drugi nie przyniósł oczekiwanych zmian,zaczęły się natomiast "wyprawy" do innych specjalistów,badania.Usłyszałam,że jego organizm sam musi,cytuję,wyrobić odporność.I tak istotnie było.Tylko ten moment nadszedł jak poszedł do pierwszej klasy,a i wówczas przeziębiał się,z tą różnicą,że nie wymagało to terapii antybiotykiem.Wiedziałam,że mnie potrzebuje.Z każdym kolejnym rokiem zmniejszałam swoje szanse zawodowe,uparcie krążyła nad głową wizja wykluczenia.Takich matek jest wiele.Decydują się na pozostanie w domu,w pierwszej wersji "chwilowe",a życie weryfikuje te założenia.Pojawia się uczucie strachu.Są kobiety,które zakładając rodzinę wiedzą,że tak chcą żyć,o tym marzyły:dom,rodzina.Jest to ich dobrowolny,w pełni świadomy wybór,czują się spełnione,są szczęśliwe.Brawa dla nich!Szczęśliwa matka=szczęśliwe dziecko.Są takie,które MUSZĄ zmienić plany zawodowe,odłożyć na bliżej nie określoną przyszłość i takie,które łączą jedno i drugie,czasem nadludzkim wysiłkiem.Znam takie panie osobiście.Niejeden czytający zapewne dopatruje się brakującego elementu tej układanki.Gdzie ojcowie tych dzieci?Współmałżonkowie?Zgadza się,tego zabrakło z,nie oczywistych,a prostych względów.Po latach wygodnego "praktykowania" ojcowie wychodzą z założenia(nie wszyscy,ale dość liczna grupa),że to obowiązek żon,matek.Trudno wykorzenić taki pogląd.Chwilami brakuje sił i ochoty.Stąd moje śmiałe twierdzenie o nadludzkim wysiłku-praca,dom,dziecko,szkoła.Kilka etatów,jedna matka,doba tylko dwadzieścia cztery godziny.Zaplecze finansowe nie pozwala na posiadanie opiekunki do dziecka,dziadkowie może jeszcze pracujący,albo wychodzący z założenia,że własne dzieci już wychowali,a wnuki mają przecież rodziców.W moim przypadku dziadkowie daleko,ale także dający do zrozumienia,że mogą pomóc,ale nie muszą.Z kolei odległość sprawia iż nie nie sposób zweryfikować owego:mogę.Bywa ciężko.Nadmienię jeszcze o pewnej mojej koleżance.Nie spotkałam się dotąd z takim przykładem matki.Ma dwoje dzieci,mówi o nich  z troską,kocha(chyba?na swój sposób?nie wiem jakie określenie będzie adekwatne).Co mnie zastanawia?Mieszka z rodzicami,są na emeryturach.I w zasadzie to na nich spoczął obowiązek sprawowania pieczy nad wnukami.Ona wychodzi z założenia,że rodzice muszą się nimi zająć i po prostu wychodzi z domu.Od trzech tygodni pracuje do 14.00,ale i to nie wpłynęło na jej poczucie potrzeby spędzenia z chłopcami czasu.Kilka przykładów pisanych przez życie.Znajdą się zapewne osoby,które będą miały odmienne poglądy,odmienne zdania,ale z pewnością jest liczna grupa matek,które w tym tekście "ujrzą" siebie.Nie jesteście same! :)A  kobiety,matki,którym udało się połączyć rodzicielstwo z pracą,są szczęśliwe,możemy poprosić o jakaś radę,receptę,załącznik :) Albo w odpowiedzi wstawcie łapkę w wyciągniętym kciukiem(koniecznie z kciukiem,nie pomycie palców ;)  ),a będzie to przekaz dla pozostałych krzyczący:GŁOWA DO GÓRY! Także dla mnie :)

Wytrwałości,zadowolenia z życia i mądrych,przemyślanych wyborów życzę
Anna

Offline malwa

  • *
  • 21
  • +22/-1
Odp: Praca a dziecko-rozterki matek
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 06, 2014, 20:30:34 »
Witam pani Aniu,
Na wstępie chcę podziękować za tematy które porusza pani w swoich wątkach. Tyle jest w nich życiowej, realnej prawdy, doskonale potrafi pani przekazać problemy które mnie jako nauczyciela praktycznie dotykają na co dzień. To wszystko o czym pani pisze tylko pozornie wydaje się proste, ale dzięki takim wpisom mamy możliwość bliżej wczuć się w tą drugą stronę, widzimy szkołę, nas i naszą pracę z punktu widzenia rodziców. To wbrew pozorom jest bardzo ważne, pomaga nam łatwiej zrozumieć ich postępowanie, reakcje i dzięki temu znaleźć przyczynę która w efekcie końcowym może tylko pomóc naszym podopiecznym.
Cieszę się bardzo że tacy ludzie jak pani mają dołączają do nas i mają odwagę pisać to co na prawdę czują.
Pozdrawiam Malwina.

Offline Iwona

  • *****
  • 155
  • +24/-1
Odp: Praca a dziecko-rozterki matek
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 06, 2014, 21:11:07 »
Aniu! ( Mogę się tak do Ciebie zwracać?)
Podziwiam Cię bardzo.  :) :)
Jesteś bardzo mądrą mamą, kochającą swoje dziecko. Osobą, która chyba czuje żal i trudno Ci się dziwić. Każdy człowiek chce się czuć spełniony zawodowo, nie tylko w rodzinie.
Okres mojego ,,wejścia w rodzinę'' przypadł na lata 80. Wtedy matki miały inne problemy. Nie było pieluch, ubranek dla dzieci, mleka w proszku, po zakupy trzeba było czekać w kilometrowych kolejkach, co szczególnie w początkach ciąży było bardzo uciążliwe.  Rodzice nie żyli już wtedy. Sama musiałam radzić sobie z wieloma innymi problemami. Musiałam pójść na urlop wychowawczy, z którego wróciłam wcześniej, bo bałam się, że stracę pracę. Dziecko chorowało tak jak Ty piszesz o swoim. Ile łez wylałam wiem tylko ja. Tu trzeba iść do pracy, tu nie ma z kim zostawić dziecka, mąż pracował na zmiany i też go w tym czasie nie było. Teściowie niekoniecznie byli przekonani, że powinni pomagać. Nie stać nas było na nianię.
Przy kolejnym dziecku miałam nianię, ale pojawiły się inne problemy. Miałam pracę, tak, ale nie było lekko. Nie raz było ostro pod górkę.
Mam nadzieję, że choć trochę zrobiło Ci się lżej, bo nic tak nie podnosi na duchu, jak świadomość, że po świecie chodzą nie tylko sami szczęśliwcy.
A takie matki, które mogą ale nie za mocno palą się do przebywania z dzieckiem też znam. Szkoda mi ich.
Ja przedkładam nad sprzątanie, obiady i inne przyjemności czas spędzony z dzieckiem, niech to będzie nawet 5 min.(syn ma dziś 16 lat). Czas poświęcony rodzinie to najpiękniejszy czas w życiu człowieka. Wiem ,że trudno cały czas poświęcać rodzinie. Wtedy może człowiekowi zwyczajnie zabraknąć sił.
Cóż mogę powiedzieć? Głowa do góry, będzie lepiej. Z doświadczenia wiem, że na to ,,lepiej'' czasami trzeba bardzo długo czekać. Ja na pewne sprawy, żeby było lepiej czekałam ponad dwadzieścia lat.

Mateczki! Wierzę w Was, w Waszą miłość do Rodziny, bo ona jest największą motywacją do życia.
Miłego weekendu  ;)

Iwona Puczko


 

W szybkiej odpowiedzi możesz użyć kodów BBC i uśmieszków tak jak przy normalnej odpowiedzi.

Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.

Nazwa: Email:
Weryfikacja:


Pytanie anty-spamowe:
Przepisz nazwę
kreatywni
pomijając samogłoski: