Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 8 9 [10]
91
Uczniowie / Rodzice łakną małych estetów.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 21, 2014, 19:13:22 »
Wychowanie przez sztukę – mądre czy tylko modne?

Współczesne dziecko żyje w bardzo wymagającym świecie. Już od narodzenia rodzice i najbliższe otoczenie mają wobec niego bardzo sprecyzowane oczekiwania. Powinno być mądre, zaradne, o wysmakowanym guście i szerokich horyzontach. Ponieważ należy kształtować i pogłębiać możliwie jak najwięcej zdolności i obszarów rozwoju dziecka - lepiej nie tracić czasu i zacząć od razu, tuż po narodzinach.

Pojęcie wychowania estetycznego, znanego również jako wychowanie przez sztukę funkcjonuje od dawna, zarówno jako dyscyplina zainteresowań pedagogów jak i przyjazny dziecku środek wychowawczy. Jednak od niedawna można zaobserwować wśród rodziców coraz większą popularność oddziaływania na wrażenia estetyczne małego dziecka. Na szczęście ta moda, jest nieszkodliwa i mimo istniejącej presji społecznej na wczesne kształcenie, obcowanie ze sztuką może być dla dzieci frajdą.

Czym jest wychowanie przez sztukę
Wychowanie estetyczne lub wychowanie przez paradygmat sztuki to popularne nazwy dziedziny pedagogiki, której celem jest pogłębienie rozwoju dziecka we wszystkich sferach życia za pomocą wrażeń i odczuć estetycznych.

Noworodek - smakosz i koneser

                                                 

Już od narodzenia rodzice starają się zaprzyjaźnić swoje dziecko z szeroko pojęta kulturą i sztuką. O ile w samej idei nie trzeba szukać ukrytego diabła, niektórzy zastanawiają się czy zajęcia umuzykalniające dla niemowląt oraz inne warsztaty przygotowane z myślą o małych dzieciach nie są przesadą.

Najważniejsze, aby rodzic miał świadomość, czemu służą takie spotkania. Przede wszystkim odbywają się one w towarzystwie rodzica, mają w bezstresowy dla dziecka sposób wprowadzić je w świat innych estetycznych doznań, niż te powszechnie dla niego dostępne. To bardzo dobre rozwiązanie, które pomaga rodzicom - a nie załatwia coś w ich zastępstwie. Uczestnictwo w dodatkowych zajęciach dla niemowląt przynosi również inne korzyści - dziecko poznaje życie w grupie rówieśniczej.   

Sztuka dla każdego
Mało kto dziwi się, gdy kobieta oczekująca dziecka słucha muzyki poważnej lub czyta na głos swojemu brzuchowi. Społeczeństwo już przyzwyczaiło się do takich widoków, choć niektórzy nadal traktują te działania z przymrużeniem oka. Jednak niemowlę w galerii sztuki zdaje się być nadal kulturową egzotyką.

Obcowanie ze sztuką - wielką malowaną pędzlem wirtuozów oraz obecną na co dzień - użytkową, jest bez wątpienia bardzo stymulujące dla każdego dziecka. Możliwość poznawania różnych form wyrazu i oglądanie unikalnych dzieł, dostarcza młodym koneserom pozytywnych bodźców. Warto zadbać o różnorodność otoczenia dziecka, pokazać mu świat w pełnej okazałości.

Poczucie estetyki dziecka wyrabiane poprzez kontakt ze sztuką jest bardzo ważne. Dlatego jest sens zabierać dziecko do galerii, muzeum, na wystawy plastyczne czy fotograficzne. Ostatnio byliśmy – można nawet zobaczyć na naszym blogu relację – w galerii sztuki w Zachęcie. Lily zwróciła uwagę na piękne sufity. Jeśli dziecko styka się z ładnymi rzeczami, to ma to odzwierciedlenie w jego własnej twórczości, czyli np. jak koloruje obrazki.

Nie należy ograniczać sztuki tylko do jednej dziedziny. Muzyka, śpiew, teatr czy kino mogą śmiało mierzyć się z rzeźbą, malarstwem i grafiką. Wystarczy wybrać to, co sprawia dziecku najwięcej radości i jest dostosowanego do jego wieku.

Sztuka jest modna

                                                 

Jak grzyby po deszczu powstają nowe kawiarnie artystyczne, muzea otwierające swoje zbiory dostosowane dla najmłodszych, a blogi i strony poświęcone estetyce w życiu rodziny zapełniają wirtualną przestrzeń. Ciekawe miejsca, modne ubrania i dodatki zdają się nie być tylko kwestią statutu społecznego i ładnego wyglądu. Rodzice coraz większą wagę przykładają do tego co ich dzieci noszą i jakie przedmioty je otaczają. Chcą by dziecko kształtowało swój gust i czerpało wartościowe doznania.

Wbrew pozorom nie chodzi tu snobizm. Głównym celem wychowania estetycznego jest nauczenie dziecka dostrzegania piękna, przeżywania go, a także umożliwienie dokonywania własnych wyborów i kształtowanie indywidualnych preferencji - nawet jeśli te miałyby odbiegać od wizji rodzica.

Wychowując do sztuki pomagamy dzieciom zrozumieć otaczającą je kulturę, odczytywać kody i symbole, uczymy także tolerancji na nowe i niezrozumiałe. Wychowanie przez sztukę oznacza zaś przekładanie wartości odnalezionej w dziele na wnętrze odbiorcy. Może to być zachwyt, zdziwienie, sprzeciw, ale zawsze jest to zetknięcie się i próba zrozumienia drugiego człowieka - autora dzieła.

Polacy łakną piękna w domu, galerii czy szufladzie z dziecięcą odzieżą. I bardzo dobrze. Sztuka od zawsze była ponad podziałami, łączyła i edukowała. Nic więc dziwnego, że dziecko w tak naturalny sposób do niej lgnie. 

http://mamadu.pl/114149,rodzice-lakna-malych-estetow-wychowanie-przez-paradygmat-sztuki

Iwona Puczko


92
Piękno w prostocie / Najpiękniejsze przedszkole w Polsce.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 21, 2014, 18:35:53 »
Zobacz jak wygląda design dla przedszkolaka.
Jeżeli uwielbiacie design i innowacyjne rozwiązania - koniecznie przeprowadźcie się do Chróścic. To właśnie tam, w gminie Dobrzeń Wielki, powstało przedszkole na miarę dwudziestego pierwszego wieku.

Cudze chwalicie, swego nie znacie.
Oglądając fotografie Publicznego Przedszkola w Chróścicach, można odnieść wrażenie, że przegląda się ekskluzywny magazyn lifestyle’owy. W pierwszej chwili prezentowane wnętrza wydają się wręcz zarezerowane dla wybranych. Jasna przestrzeń i pomysł jej aranżacji przykuwają wzrok i krzyczą kolorami. Swoją formą zdają się przemawiać do dzieci: “Chodźcie. Jest tak wiele do odkrycia”.

Jak pracuje się w tak wyjątkowym przedszkolu?
Iwona Sachnik, dyrektor przedszkola w Chróścicach: Nie ma porównania, jest wspaniale. Naturalnie, początki były trudne, musieliśmy się przyzwyczaić i zorganizować. Oczywiście dużo łatwiej jest się przystosować do “lepszego”. Z przyjemnością chodzi się do pracy w takim miejscu. Chyba wszyscy są równie zadowoleni - ani rodzice, ani nauczyciele nie zgłaszali żadnych uwag.

Czy nowoczesna przestrzeń pomaga nauczycielom w pracy?

Nasze otoczenie pozwala rozwinąć skrzydła nauczycielom. Mamy cały czas do dyspozycji salę gimnastyczną. Dzieci, szczególnie wieku przedszkolnym, potrzebują dużo ruchu. Większość zabaw oraz wiele działań dydaktycznych opiera się właśnie na ich aktywności ruchowej. Nauczyciele fantastycznie korzystają z naszego wyposażenia, doskonale aranżują je na potrzeby zabawy i nauki.

Jak na widok wnętrza reagują dzieci?


Pozytywna reakcja jest szczególnie wyraźna u dzieci, które uczęszczały do naszego starego przedszkola, one mają porównanie. Cieszę się, ponieważ widzę, że dzieci są dumne z naszej placówki, są dumne, że chodzą do naszego przedszkola.
Architekci PORT swoje dzieło opisują słowami:
Respektujemy następujące po sobie fazy zainteresowań, związane z rozwojem dziecka. Funkcje i materiały porządkujemy tematycznie w sposób logiczny i łatwo dostępny.

Różnicujemy przestrzenie na otwarte i półotwarte - zapewniające większe poczucie bezpieczeństwa. Czasami szalona zabawa, a czasem sen w bajkowym kokonie. Tablice do przypinania rysunków i tablice do artystycznych działań na wysokości oczu. Logiczne i w zasięgu rączek przegródki i szafki. Zarazem tworzymy magiczny świat, gdzie ściana staje się łąką pełną żywych stworzeń, przejście tajemniczym tunelem, uliczka wioską, sufity zakwitną lub zmienią się w geometryczną grę. Nauczyciel pomaga tylko dziecku odkrywać świat i rzeczywistość.

W małej miejscowości pod Opolem dzieci odkryją świat. Zdobędą wiedzę o naturze, przyrodzie, ekologii. O kulturze i architekturze. Rozwiną się intelektualnie i fizycznie. Nawiążą pierwsze więzi i relacje. Mamy nadzieję, że poczują się bezpieczne i wartościowe oraz będą zdobywać samodzielność i pewność siebie. *



Chcieć, to móc
Przedszkole jest placówką publiczną, dostępną dla każdego dziecka kwalifikującego się rozpoczęcia edukacji przedszkolnej. Całość została sfinansowana przez organ prowadzący przedszkole - gminę Dobrzeń Wielki. Na swojej stronie internetowej gmina przedstawia się: "Gmina Dobrzeń Wielki - tu żyje się dobrze" - patrząc przez pryzmat tak rewolucyjnej inwestycji, nie ma w tym odrobiny przesady.

W rozmowie z MamaDu, dyrektor przedszkola zdradziła, że to nie koniec wielkich zmian. 
Dyrektor przedszkola w Chróścicach

W przyszłym roku zaplanowane są dodatkowe prace. Zostanie zaaranżowany teren zewnętrzny. W planach jest wykonanie równie niezwykłego projektu w naszym ogrodzie. 
Wielka architektura dla małych - zobacz galerię zdjęć   

 
*źródło: materiały promocyjne / Pracownia Architektoniczna PORT Franczok+Kolanus   
http://mamadu.pl/114215,arcyprzedszkole-w-chroscicach-polskie-przedszkole-jak-z-zurnala

Jestem pod wrażeniem.

Iwona Puczko



93
Psychologia edukacyjna na co dzień / Pokora
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 21, 2014, 08:47:44 »
Pokora – cnota moralna, która w ogólnym rozumieniu polega na uznaniu własnej ograniczoności, nie wywyższaniu się ponad innych i unikaniu chwalenia się swoimi dokonaniami.
Jak mówi znany holenderski psychiatra, Gerard J. M. van den Aardweg: "Pokora jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej".
Pokora jest bardziej stanem ducha, postawą życiową wyrażającą nasze przekonanie na temat otaczającego nas świata, jak również ogółu istot go zamieszkujących. Może stanowić punkt odniesienia do naszych działań lub przemyśleń. Ale także w rozumieniu psychologicznym dawać oparcie. Jestem pokorny, a zatem uznaję, że wszyscy ludzie są równi. I podlegają tym samym prawom. Pokora w sensie filozoficznym jest uznaniem ludzkich ograniczeń; ciała i umysłu. Ale także nadrzędnej roli człowieka w świecie przyrody, nakładającym na niego prawa i obowiązki.
W chrześcijaństwie cnota ta nabiera znaczenia w odniesieniu do Boga. Polega na uznaniu swoich grzechów i Boga jako źródła pochodzenia wszelkiego dobra. Jest uważana za fundament pozostałych cnót ludzkich i nadprzyrodzonych.
Pokora polega na uniżeniu ludzkiego ducha przed Bogiem. Pojawia się wówczas, gdy uznaje się w sercu i potwierdza życiową postawą, że Bóg jest wszystkim, że z samego siebie człowiek nic nie może.
Prawdziwej pokorze towarzyszą pewne znaki: radość, pokój, cichość i moc. Objawami fałszywej pokory są: zniechęcenie, rezygnacja z ćwiczenia się w cnotach, nieustanny niepokój serca i brak przebaczania sobie popełnionych błędów.
Pokora to jest prawda. Pycha to jest fantazja.

Prawdziwa i fałszywa pokora

„Pokora nie polega na zginaniu się w pół, obniżaniu własnej wartości, kajaniu się, niszczeniu samego siebie. Nie jest spojrzeniem skierowanym ku sobie, lecz na zewnątrz, jest zachwytem, ponieważ w taki sposób człowiek odkrywa pełnię światłości i Prawdy”. Pokora jest postawą, zmierzająca do odrzucania masek ze swojego życia.

Fałszywa pokora zabija w nas talenty i szczęście. Potrafiąc docenić swoje zalety, sukcesy, ale i obiektywnie patrząc na swoje wady jesteśmy w stanie się rozwijać, zyskiwać motywację do pracy nad sobą, pokonywać prawdziwe słabości, zdobywać kolejne osiągnięcia i w ten sposób realizować cele do których powołuje nas Bóg.
Szczególnie biernej, milczącej postawy nie można zajmować wtedy, kiedy zagrożone są wartości, w które wierzymy. Dzisiejszy świat próbuje nas przekonać, że nie należy ich bronić, gdyż jest to nie zgodne z pokorą. Nie możemy dać sobie tego wmówić. Jeśli zależy nam na szczęściu i zbawieniu innych ludzi to o wartościach i wierze musimy mówić jak najgłośniej!
Cnoty moralne to nawyki, które wpisują trwale w charakteryzującego się nimi człowieka, kryteria regulujące ludzkie skłonności, w taki sposób, że wynikające z tych skłonności popędy i uczynki ani nie przekraczają miary wymaganej dla dobra własnego i innych, ani nie pozostają poniżej tej miary. Tak jak umiar reguluje skłonność do odżywiania się, a czystość moderuje skłonności płciowe, pokora reguluje dwie istotne skłonności jednostki: potrzebę uznania i szacunku ze strony innych oraz poczucie własnej wartości (miłość własną)[1]. Są to dwie skłonności będące częścią ludzkiej kondycji. Istnieją one w każdym człowieku i nie można ani nie powinno się ich usuwać, tak jak nie można też wyeliminować odżywiania i skłonności płciowych. Prawe ukształtowanie tych skłonności ma ogromne znaczenie dla utrzymania równowagi i moralnego wzrostu człowieka, a pośrednio – właściwego porządku relacji międzyludzkich, ponieważ niesprawiedliwości, przemoc, małżeńskie niepowodzenia i konflikty w środowisku zawodowym, żeby wymienić tylko kilka przykładów, bardzo często są konsekwencją pychy, drażliwości albo urazy. Również w relacjach człowieka z Bogiem pokora odgrywa istotną rolę. Życie duchowe oznacza odpowiednie pojęcie na temat pozycji człowieka wobec Boga.
Pokora często była źle interpretowana, a nawet uważana za cechę negatywną i bezwartościową, właściwą dla moralności niewolników albo będącą owocem żalu ludzi słabych. Fakt, że ktoś chce podciągać pod pokorę nieautentyczne formy kompensowania słabości i braku równowagi, jest całkiem możliwy, tak jak jest możliwe, że usiłuje się maskować występne zachowania pod nazwą jakiejkolwiek innej cnoty (pycha może się maskować płaszczem godności lub sprawiedliwości, tchórzostwo – dobrotliwości, i tak dalej). Jednak wszystko to niewiele ma wspólnego z pokorą, która odpowiada niezaprzeczalnej potrzebie regulowania i kształtowania dwóch zasadniczych skłonności występujących u każdego człowieka.
Znaczenie pokory polega nie tyle na tym że realizuje ona w pozytywny sposób któryś z wymiarów ludzkiego dobra, tylko że właśnie jej przypada ochrona urzeczywistniania poznania, miłości, pracy, i tak dalej przed zniekształceniami, które mogą je pozbawić ich autentycznej wartości. Osoba pyszna jest egocentrykiem i z trudem osiąga zdolność do prawdziwej miłości, postrzega pracę zawodową tylko jako formę autoafirmacji, a nie jako odmianę autotranscendencji, która wzbogaca świat i przyczynia się do dobra innych.
Nadmierna zależność od osądu innych powoduje takie zjawiska, jak pragnienie rozgłosu, próżność, upór i nieugiętość, izolacja, udawanie choroby, i tak dalej. Wszystkie one wiążą się z cierpieniem dla tego, kto ich doznaje, a często również dla innych. Pragnienie rozgłosu jest właściwe słabej i niedojrzałej osobowości, która potrzebuje nieustannie czuć się aprobowana i chwalona przez tych, których ma w swoim otoczeniu. Osoba taka pragnie zaspokoić tę potrzebę wszystkimi środkami, jakie są w jej zasięgu. Wykorzystuje swoje dobra i instrumentalizuje swoją wiedzę i pracę na rzecz prestiżu i szacunku publicznego albo chce, żeby o niej mówiono z powodu wyzywających, a nawet absurdalnych zachowań, albo też szuka aprobaty grupy, akceptując dominujące idee i obyczaje, choćby były one sprzeczne z jej własnymi głębokimi przekonaniami. Innym razem wybiera się próżność, to znaczy, udawanie tego, czym się nie jest, poprzez przyjęcie w tym celu fałszywych albo mało autentycznych zachowań. Kiedy powinno się pracować pod zwierzchnictwem innych albo w ścisłej współpracy z innymi, ściąga się uwagę na siebie poprzez upór, nieustępliwość albo nieugiętość. W bardziej skrajnych przypadkach poszukuje się troski albo uczucia pozostałych, symulując chorobę, będąc świadomym oszustwa albo nawet tracąc tę świadomość (zjawiska o charakterze histerycznym). Ten, kto cierpi na takie zaburzenia, ostatecznie zubaża swoje relacje społeczne i swoją wrażliwość na obiektywne wartości. Człowiek jest zawsze zajęty własnym „ja”, dlatego że jego nieuporządkowane pragnienie uznania jest nienasycone. Przeciwnie – byłoby również niesprawiedliwe, gdyby człowiek nie był dostatecznie wrażliwy na reakcje, jakie wzbudza u innych, co prowadziłoby do ciągłego braku uwagi, szacunku dla innych albo dobrego wychowania.
Drugi problem rozpoczyna się, kiedy poczucie własnej wartości zależy od autonomicznego, ale niedostatecznie realistycznego osądu. Powstają wówczas dość nieracjonalne odczucia niższości lub niepewności z jednej strony albo pychy i samowystarczalności z drugiej strony. Osobowość człowieka pysznego jest odmienna od osobowości uwarunkowanej staraniem o rozgłos. Za dążeniem do rozgłosu, mimo pozorów, kryje się krucha i potrzebująca osobowość, która często dręczy się porównaniami i zazdrością. Człowiek pyszny jest natomiast osobowością twardą, wywołującą konflikty, często agresywną lub gwałtowną. Osądza wszystko i wszystkich (duch krytyczny), uważa, że zawsze ma rację, czuje się wyższy od wszystkich i od wszystkiego, być może „nagradza” tego, kto mu się podporządkowuje, ale z trudem miłuje kogoś i mu się oddaje i z trudem można go miłować, chociaż owszem można się go bać. Podziwia i szanuje tylko samego siebie, ma skłonność do narcyzmu. Człowiek pyszny jest często drażliwy albo wyniosły. Zderza się z innymi i z samą rzeczywistością, dlatego że jego poziom aspiracji przewyższa jego prawdziwe zdolności. Czasami zdolności takiego człowieka są rzeczywiście duże, ale brakuje mu rozsądku, żeby nad nimi panować, zapobiegając temu, żeby „uderzyły mu do głowy”.
„Pozwól, że przypomnę ci między innymi niektóre oczywiste oznaki braku pokory:
— myśleć, że to, co czynisz lub mówisz, jest lepiej zrobione lub powiedziane, aniżeli mogliby to uczynić inni;
— pragnąć, aby zawsze wyszło na twoje;
— dyskutować bez racji lub — kiedy ją posiadasz — nalegać z uporem lub w sposób niewychowany;
— wygłaszać swój pogląd, kiedy o to nie proszą ani nie wymaga tego miłość;
— pogardzać punktem widzenia innych;
— zapominać, że wszystkie twoje talenty i zdolności są wypożyczone;
— nie przyznawać, że nie jesteś godzien wszelkiego szacunku i godności, nawet ziemi, po której stąpasz, i rzeczy, które posiadasz;
— na rozmowach stawiać siebie za przykład;
— mówić o sobie źle, po to, aby dobrze o tobie sądzono lub ci zaprzeczano;
— tłumaczyć się, kiedy się ciebie karci;
— ukrywać przed Kierownikiem niektóre swoje wady, żeby nie stracił dobrego o tobie mniemania;
— słuchać z upodobaniem, kiedy cię chwalą lub cieszyć się z tego, że dobrze o tobie mówiono;
— ubolewać, że inni są bardziej szanowani niż ty;
— odmawiać przyjęcia niższych zajęć;
— szukać lub pragnąć wyróżnienia;
— wtrącać do rozmowy słowa ku własnej pochwale lub dające do zrozumienia twoją uczciwość, twój geniusz lub zręczność, twój prestiż zawodowy;
— wstydzić się z powodu braku pewnych dóbr...”

A. Rodríguez Luño

Pycha – pojęcie i postawa człowieka, charakteryzująca się nadmierną wiarą we własną wartość i możliwości, a także wyniosłością. Człowiek pyszny ma nadmiernie wysoką samoocenę oraz mniemanie o sobie. Gdy jest wyniosły, towarzyszy mu zazwyczaj agresja.
W wielu przypadkach pycha oraz wyniosłość są spowodowane wysokimi osiągnięciami we własnym życiu lub niepowodzeniami w czyimś życiu.
W Kościele katolickim pycha (łac. superbia) należy do siedmiu grzechów głównych. Nadmierna wiara w siebie, swoje możliwości, stanowi obrazę Boga i jego łaski. Zbyt wysoka samoocena jest w tym przypadku prawdopodobnie kompensacją wcześniejszego poczucia zranienia i poniżenia, o których jednak nie chce się pamiętać. Uważa się, że jest to grzech, z którego powstają wszystkie inne.
Jak pisze Faustyna Kowalska w swoim Dzienniczku: „Dziś powiedział mi Pan: Wiele razy chciałem wywyższyć Zgromadzenie to, lecz nie mogę dla pychy jego. Córko moja, wiedz o tym, że duszom pysznym nie udzielam swych łask, a nawet udzielone odbieram”.


Wracałam wczoraj z miasta. Spotkałam znajomą. Okazało się, że jechała do pracy w hospicjum. Powiedziałam, że jestem pełna podziwu dla tego co robi. Odpowiedziała, że taka praca uczy pokory. Ale było coś takiego w wyrazie jej twarzy i postawie ciała, co nie pozwoliło mi się zgodzić z faktem, że jest ona osobą pokorną. Oczywiście nie miałam w tym żadnego interesu, aby dyskutować z nią dalej na ten temat.
Wiem tylko tyle, że swego czasu za moimi plecami mówiła o mnie niestworzone rzeczy, jakie tego nie wiem. Nawet się nie domyślam. Ale zapytana wprost o co jej chodzi stwierdziła, że o nic, patrząc mi prosto w oczy, winę przypisując innym nie sobie. Jedyne co mogłam zrobić to zignorować tego człowieka. Zapewniam, że nie było mi łatwo, bo inni ludzie rozmawiali ze mną na ten temat wyraźnie wskazując jako mącicielkę spokoju tę właśnie osobę.
Inni ludzie wykorzystują swoje stanowiska, próbując złamać człowieka poprzez zastraszanie go, próbę wmówienia mu że jest do niczego, że nie powinien pracować bo się do tego nie nadaje. Tacy ludzie są żałośni bardzo i nawet o tym nie wiedzą. Nie wiadomo jak się życie potoczy i czy kiedyś ono nie znajdą się w takiej samej sytuacji.
Ale za najbardziej perfidnych ludzi uważam takich, którzy dla osiągnięcia własnych korzyści wykorzystują innych ludzi, ich pomysły, czasami chęć pomocy. Kiedy już osiągną swoje, albo kiedy ludzie zaczną się dopominać uznania za to co zrobili, ci pierwsi każą im ,,spadać na drzewo''. To bardzo smutne, ale wierzę w sprawiedliwość Istoty Najwyższej i wiem, że czas zapłaty już blisko.
Ale mi się filozoficznie zrobiło. :)


Pozdrawiam Państwa miłego niedzielnego popołudnia.  ;)
Iwona Puczko
94
Psychologia edukacyjna na co dzień / W STRONĘ ŻYCZLIWOŚCI
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 20, 2014, 20:51:48 »
Obwiniamy się o porażki. Mamy do siebie pretensje o zaniechania w naszym życiu lub przeciwnie – wciąż wyrzucamy sobie, że podjęliśmy się działań, których nie trzeba było podejmować. Ganimy się za to, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Krytykujemy się za opieszałość, nierealizowanie planów, za spędzanie życia nie tak, jakbyśmy tego chcieli. Codziennie upominamy siebie o większą samodyscyplinę, o lepsze wykorzystanie wolnego czasu, a każdego poranka rugamy siebie za to, że tego czasu nie wykorzystaliśmy dobrze.

Wszystkie te działania wobec samych siebie to tylko mała część samokrytyki, którą stosujemy na co dzień, często – w sposób zupełnie nieświadomy. Trudno się dziwić, że – będąc pod pręgierzem tak dużej dezaprobaty i pretensji do siebie – nie mamy motywacji do jakiejkolwiek zmiany albo, jeśli już podejmujemy się zmian w życiu, sami sobie rzucamy kłody pod nogi torpedując własne pomysły i działania. Czy możliwe jest zatem pozbycie się ciągłej autokrytyki? Współcześni badacze problemu mówią, że tak, a odpowiedzią na to jest postawa troski o samego siebie.

Samokrytyka i samowspółczucie

Istnieje społeczne przekonanie, że jednym z najskuteczniejszych narzędzi motywacji i zmiany jest krytyka. Że jeśli będziemy bardzo oceniający i strofujący w stosunku do siebie, jeśli będziemy wystarczająco siebie musztrować, osiągniemy sukces, będziemy szczęśliwi, kochani i wreszcie pogodzeni ze sobą. Wynika to m. in. ze społecznej presji nieustannego zdobywania osiągnięć zawodowych oraz pogoni za szczęściem i doskonałością. Oczywiście warto wyznaczać sobie cele i później je realizować, jednak – jak zauważa Emma Seppälä, wicedyrektor w Centrum Edukacji i Badań nad Współczuciem i Altruizmem (CCARE) – większość z nas rzadko zastanawia się nad tym, czy samokrytyka oraz nastawienie do rywalizacji rzeczywiście pomagają nam te cele osiągać, czy wręcz przeciwnie – stanowią utrudnienie. Nie ułatwia tego dychotomiczny sposób postępowania z naszymi emocjami. Z jednej strony bowiem mamy społeczne przyzwolenie na przeżywanie pozytywnych emocji związanych z sukcesem (takich jak: radość czy zadowolenie), z drugiej strony nauczyliśmy się tłumić te, które kojarzą się z porażką (np. smutek czy złość). Krytycznie zatem odnosimy się do przeżywanych przez nas nieprzyjemnych uczuć, starając się je ukryć, oceniając je jako gorsze. Tymczasem Steven Hayes i Spencer Smith, autorzy książki „W pułapce myśli”, wskazują, że istnieje wiele naukowych dowodów na to, że supresja negatywnych uczuć paradoksalnie nasila częstość ich występowania. Dodatkowo, tłumienie emocji może prowadzić do spadku motywacji, pogłębiania się depresji czy zaburzeń lękowych. Samokrytyka zatem pozbawia nas sił i chęci do działania.

Dlaczego więc to robimy? Tami Simon, autorka projektu o samoakceptacji (The Self-Acceptance Project) mówi, że krytykujemy siebie, ponieważ jako istoty społeczne chcemy być akceptowani przez innych. Boimy się wykluczenia i ostracyzmu. Nieustannie zatem strofujemy się, żeby sprostać oczekiwaniom innych oraz normom społecznym. I w tym sensie samokrytyka jest bardzo ludzka i nie dotyczy nas jedynie personalnie, ale jest ogólnoludzkim doświadczeniem.

Współczesne badania wskazują, że współczucie wobec samego siebie (self-compassion) może być dobrą odpowiedzią na wszechobecną samokrytykę. Prof. Kristin Neff, pionierka badań nad samowspółczuciem, mówi, że na troskę o siebie składają się trzy składniki. Pierwszym jest bycie życzliwym i opiekuńczym wobec samego siebie w sytuacjach, kiedy konfrontujemy się z bólem czy porażką. Drugim składnikiem jest postrzeganie naszych doświadczeń z szerszego punktu widzenia – z perspektywy bycia po prostu człowiekiem. A więc nie chodzi o izolowanie tego, co przeżywamy poprzez myślenie, że tylko my tego doświadczamy, lecz o zrozumienie, że wiele doświadczeń dzielimy z milionami ludzi na całym świecie. Trzecim elementem jest uważność (mindfulness), czyli widzenie rzeczy i problemów takimi, jakim one są, bez ignorowania i bez wyolbrzymiania ich. Sprowadza się ona do zauważania bolesnych myśli i emocji bez nadmiernego utożsamiania się z nimi oraz bez konieczności ich tłumienia. Dzięki postawie uważności jesteśmy w stanie pozwolić sobie na doświadczanie nieprzyjemnych emocji i stanów. Jak mówi o tym Tami Simon: nie odwracamy się od bólu, lecz zwracamy się ku niemu i go obejmujemy.

Wewnętrzny dialog

W pracy nad współczuciem wobec samego siebie szczególną uwagę zwraca się na wewnętrzny dialog, który nieustannie prowadzimy w naszych umysłach. Brené Brown, badaczka analizująca zdolność człowieka do współodczuwania i kochania, mówi, że kluczowe w kwestii troski o samego siebie jest prowadzenie takiej rozmowy z samym sobą, jak z człowiekiem, którego byśmy kochali, dla którego chcielibyśmy jak najlepiej, którego byśmy wspierali, o którego byśmy dbali i troszczyli się. Jest to szczególnie ważne w momentach, kiedy doświadczamy poczucia winy, niepewności, złości, żalu, smutku czy też po prostu w okresach, kiedy jesteśmy osłabienie, kiedy niedomagamy, kiedy odnieśliśmy porażkę lub doświadczyliśmy rozczarowania. Zamiast wtedy zwymyślać siebie, oceniać i pogłębiać cierpienie, warto jest wrócić się do siebie z empatią i zrozumieniem.

Prowadzenie dialogu wewnętrznego w taki sposób skutkuje kilkoma znaczącymi zmianami w postrzeganiu siebie, reagowaniu na świat i podejmowaniu działania. Przede wszystkim, ponieważ wyrażamy życzliwość wobec siebie w momencie zauważania trudnych i niekomfortowych stanów i emocji, zaczynamy postrzegać porażki jako części życia. Dodatkowo obniża się nasz poziom napięcia związany z rozpamiętywaniem błędów z przeszłości, a także szybciej stajemy na nogi po niepowodzeniach, obierając kolejny cel w życiu. Ważną konsekwencją prowadzenia takiego dialogu wewnętrznego jest również to, że jeśli decydujemy się na zmianę w życiu, nie jest ona powodowana poczuciem nieadekwatności, bezwartościowości czy brakiem wiary w siebie, lecz troską o siebie. To sprawia – co  potwierdzają liczne badania w zakresie samowspółczucia – że wzrasta poziom naszej motywacji. Emma Seppälä zwraca uwagę, że troska o siebie nie oznacza, że przestajemy pracować i dążyć do sukcesu. Troska ta bowiem stanowi podstawę uczenia się i wewnętrznej siły, ponieważ postrzegamy wtedy porażki nie jako bolesne oznaki naszej nieporadności życiowej, lecz jako szansę do nauki i rozwoju. „Postawa samowspółczucia pozwala nam utrzymać spokój umysłu i tym samym zachować naszą energię” – mówi Seppälä, dodając, że „pozostając spokojnymi i pełnymi rozumienia w obliczu odrzucenia, porażki lub krytyki, rozwijamy opanowanie, siłę i stabilność emocjonalną, które z kolei prowadzą do wyższej jakości życia, zwiększają produktywność i naszą skuteczność”. Dzięki temu możemy pozostawać bardziej zmotywowanymi do ćwiczeń, porzucenia jakiegoś nałogu czy trzymania się diety.

Wzmacnianie postawy troski o samego siebie, poprzez prowadzenie życzliwego i wspierającego wewnętrznego dialogu, obniża również poziom stresu. Badania w tym zakresie nadal trwają i nie ma jednoznacznych wyników, jednak Kristin Neff zaproponowała prosty hipotetyczny model oparty na wpływie hormonów na ludzki organizm. Model ten zakłada, że samokrytyka uruchamia współczulny układa nerwowy (odpowiedzialny za reakcję „walcz” lub „uciekaj”), podnosząc poziom kortyzolu (hormonu stresu) we krwi. Tymczasem rozwijanie postawy samowspółczucia podnosi poziom oksytocyny – hormonu związanego z zaufaniem, lojalnością i dobrym samopoczuciem.

Abstrahując od tego czy model ten zostanie potwierdzony w przyszłości czy nie, prowadzenie dialogu wewnętrznego opartego na samoakceptacji przynosi jeszcze jeden istotny rezultat. Parker Palmer, dr socjologii i założyciel Center for Courage and Renewal, zwraca uwagę, że praca, która wkładamy w zaakceptowanie trudnych emocji i myśli w nas samych, buduje więzi społeczne. Przejawy nietolerancji i dyskryminacji wywodzą się z nie akceptacji własnych przeżyć, emocji, myśli czy działań, które są dla nas z różnych powodów kłopotliwe. Kiedy zaczynamy rozwijać postawę współczucia wobec samego siebie, jesteśmy również w stanie być bardziej empatyczni w stosunku do innych. Dzieje się tak dlatego, że akceptowanie przeżywanych własnych trudnych emocji, niekomfortowych stanów czy niepowodzeń w życiu, ułatwia nam zaakceptowanie ich u innych, rozwijając postawę troski i zrozumienia drugiego człowieka.

Opór

Często koncepcja troski w stosunku do siebie wydaje się jednak niewłaściwa bądź trudna do wdrożenia w życie. Przyczyną może być dość powszechne mylenie samo współczucia z samo pobłażaniem i dogadzaniem samemu sobie ponad miarę. Dodatkowo człon „współczucie” nie ma dobrych konotacji. Jak zauważa Julia Wahl, psychoterapeutka i psycholożka, współczucie kojarzy się „z użalaniem się nad kimś, nad sobą. Z łaską, z litością. Współczucie wydaje się słabe, wydaje się być cechą słabych ludzi. Silni ludzie działają, biorą się w garść, są zorganizowani, wymagający wobec siebie i innych. Mają wysokie poczucie wartości, wysokie noty w swoim i innych mniemaniu. Nie potrzebują współczucia”. Z tego też powodu odbieramy często postawę współczucia wobec siebie jako litowanie się nad sobą, jako stawianie siebie w roli ofiary.

Inna przyczyna, wpływającą na opór dotyczący troski o samego siebie, wynika z tego, że samokrytyka – bardziej niż samo współczucie – kojarzy się z dostrzeganiem faktów. Niestety w takim postrzeganiu współczucia wobec siebie pomijamy fakt, że do samokrytyki dołącza się również ocena. Oczywiście prawdą jest, że myśli, które pojawiają się podczas autokrytyki, opierają się na faktach, ale to właśnie ocena jest tym, co boli nas najbardziej i często blokuje nasze działanie. „Przytyłam pięć kilo”, „Nie udało mi się rzucić palenia” – to są myśli, których podstawę stanowią fakty. Ale w samokrytyce wraz z tymi myślami pojawiają się oceny: „Przytyłam pięć kilo, więc jestem beznadziejna!”, „Nie udało mi się rzucić palenia – do niczego się nie nadaję!”. Myśli takie nie mobilizują nas do działania, nie motywują do zmiany.

Jeszcze jedną kwestią, która może powodować niechęć do samowspółczucia, jest sprawa kontroli.  Kristin Neff zwraca uwagę, że samokrytyka daje złudne poczucie samokontroli. Często wierzymy, że krytykowanie samego siebie, karanie za popełnione błędy i porażki wprowadza większą samodyscyplinę do naszego życia, bardziej nas motywuje i sprawia,  że zwiększamy swój stopień kontroli nad własnym życiem, a tym samym zapewniamy sobie większe poczucie bezpieczeństwa. Neff stwierdza jednak, że jest dokładnie odwrotnie: o ile troska o samego siebie sprawia, że zwiększa się nasz poziom motywacji, o tyle karanie siebie sprawia, że spada nasza wydajność i więcej rzeczy odkładamy na później. Samowspółczucie jest jednym z tych czynników, który przeciwdziałają prokrastynacji.

W kierunku troski i współczucia


Od czego zatem zacząć praktykowanie troski o samego siebie? Julia Wahl radzi, żebyśmy życzyli sobie zdrowia, gdy jesteśmy chorzy, żebyśmy życzyli sobie spokoju wtedy, gdy czujemy niepokój. Podkreśla, że nie chodzi o zaprzeczanie faktom i patrzenie na świat przez różowe okulary, ale o zasiewanie w sobie dobrej intencji, która zmniejszy nasz ból, choć ból ten może być nadal obecny. Ważnym elementem, wspominanym wcześniej, jest prowadzenie wspierającego dialogu wewnętrznego. Mówienie do siebie jak do najlepszego przyjaciela, któremu dobrze życzymy. Kristin Neff wskazuje na motywujące działanie samowspółczucia, kiedy w obliczu niepowodzenia czy doświadczanej przykrości mówimy sobie: „Tak, to jest moment cierpienia, to jest naprawdę trudne doświadczenie. Cierpienie jest częścią życia, jest częścią ludzkiego doświadczenia. Nie jesteś sama/sam. To przydarza się cały czas milionom ludzi na całym świecie. Co zatem mogę teraz zrobić dla ciebie? Czego teraz potrzebujesz? Jak mogę ciebie wesprzeć?”. Neff dodaje również, że dobrym pomysłem jest wtedy przytulenie siebie lub w inny sposób dotknięcie własnego ciała (np. pogłaskanie własnej ręki lub policzka). Zgodnie z opisaną wcześniej hipotezą badaczki, w momencie dotykania własnego ciała mózg zaczyna produkować więcej oksytocyny, a mniej kortyzolu, sprawiając tym samym, że łatwiej jest nam poradzić sobie z trudnymi emocjami.

Przyglądanie się wewnętrznemu dialogowi, który prowadzimy na co dzień ze sobą, również pozwoli nam zauważyć niewspierające nas i karzące myśli, które zwiększają poziom odczuwanego przez nas cierpienia. Kiedy zauważamy, że jeszcze 10 minut temu czuliśmy się dobrze, a teraz czujemy się fatalnie, źle, jak przegrani, warto wtedy zadać sobie pytanie: „Co takiego się stało? Co w tym czasie sama/sam sobie takiego powiedziałem? W jaką myśl uwierzyłam/uwierzyłem, że teraz czuję się tak źle?”. Mamy wtedy szansę zobaczyć wszystkie myśli, które pozbawiają nas motywacji i chęci do działania obniżając nasze samopoczucie i wartość samego siebie. Takie przyglądanie się dialogowi wewnętrznemu daje nam też możliwość wyboru, czy chcemy dalej wierzyć w daną myśl, czy nie. Zmiana dialogu wewnętrznego na bardziej wspierający wymaga uważności. Nie jest procesem szybkim, ponieważ wiele z negatywnych myśli o nas samych jest z nami od tak dawna, że nawet nie postrzegamy ich jako myśli, lecz jako prawdy, fakty. Jeśli jednak będziemy choć raz na jakiś czas wyłapywać karzącą nas, krytykującą myśl, mamy szansę stać się dla siebie przyjacielem, ważną osobą, zamiast być swoim własnym wrogiem.

Autor: Igor Rotberg
http://igorrotberg.com/2014/09/15/w-strone-zyczliwosci/ 


Iwona Puczko
95
Nasza praca / Biegające dyktando
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 20, 2014, 14:06:14 »
Na platformie  Superbelfrzy RP znalazłam taką oto propozycję uatrakcyjnienia zajęć szkolnych.

Zadanie, które można wykorzystać na różnych zajęciach, np. na języku polskim.
Na zajęciach języków obcych sprawdza się doskonale, szczególnie, gdy zastosujemy zasadę mówienia nawet komentarzy w obcym języku.

Oto jak się wykonuje biegające dyktando:

    1. W domu przygotowujemy tekst dyktanda, co najmniej w 2 kopiach, przy większej ilości uczniów nawet więcej. Osobiście zawsze używam jakiś tekstów, które potem wykorzystuję na zajęciach, np. opis domu na poziomie A1, czy historię w czasach przeszłych na poziomie A2.
    2. Przyklejamy tekst w równej odległości od drzwi klasy, poza salą (jeśli nie możemy z jakiś względów np. bezpieczeństwa wypuścić uczniów poza nią, to maksymalnie daleko od ławek w sali).
    3. Dzielimy uczniów na pary i tłumaczmy zasady: jedna osoba będzie „biegaczem” – musi podbiec do tekstu, zapamiętać jak największą ilość słów (także znaki interpunkcyjne), podbiec do kolegi „pisarza” i powiedzieć mu to, co zapamiętała, kolega zapisuje to, co usłyszał.
    4. Nie wolno krzyczeć, fotografować tekstu komórką (zdarzyło mi się w LO). Na moich zajęciach zabraniam też mówić po polsku, dlatego wcześniej wprowadzam zwroty typu: holender, zapomniałem, jak to było, jak to się pisze, etc. Jeśli uczeń powie coś po polsku, zatrzymuję go tak długo, aż mi tego nie powie po hiszpańsku (jest na tablicy i mają na kserach, więc musi odszukać, jeżeli nie pamięta).
    5. Po jakimś czasie można zmienić się rolami w parach, można to narzucić lub pozwolić zdecydować samym uczniom.
    6. Po skończonej zabawie, sprawdzamy tekst zapisany z oryginałem i uczniowie liczą błędy.
    7. Można użyć klepsydry czasowej, jeśli nie chcemy przekroczyć jakiegoś konkretnego czasu.
    8. Zabawa jest przednia, ale trzeba uważać, bo czasami mogą się zbytnio rozochocić. Sugeruję usunięcie z drogi wszelakich sprzętów, na pewno kabli od komputerów, plecaków uczniów, etc.
    9. Nauczyciel może rozważyć, czy nie dać różnych tekstów o podobnej długości (bywa, że w parach podsłuchują się nawzajem).

To są ogólne zasady, które dostosowujemy do swojej klasy i poziomu nauczania (tu mowa o liceum i języku hiszpańskim).

A to ci dopiero! Ja nie słyszałam o biegającym dyktandzie, a pomysł uważam za rewelacyjny.  Wykorzystam go jak najszybciej. No i właśnie jak to dobrze, że jest takie forum. Dzielę się z Państwem wszystkim co wiem, i co znajdę w sieci. Jeśli macie jakieś doświadczenia z tym dyktandem a może inne fajne pomysły, nie bądźcie tacy, podzielcie się nimi z nami.
 
Iwona Puczko
96
Myśl i bądź kreatywny / O kreatywności w życiu i edukacji
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 20, 2014, 07:53:41 »
Zacznijmy od małej wizualizacji. Siedzisz w szkolnej ławce. Jest duszno w klasie, lekcja również dość nudna, więc nie słuchasz. To kolejny odcinek z wielu, w którym nauczyciel opowiada wciąż tym samym monotonnym głosem o zagadnieniach, które zapisano mu w podstawie programowej. Musi. Ale ty musisz też słuchać, choć nie masz ochoty. Twoja uwaga wciąż fluktuuje: z sali za okno, znów wraca do sali.

Nuda... Nie bądźmy jednak jednowymiarowi. Poszerzmy perspektywę. To, jak się uczysz i zapamiętujesz, zależy od budowy twojego układu nerwowego oraz posiadanych strategii zapamiętywania i przetwarzania materiału. Nie znosisz robić linearnych notatek, więc zamiast słów, rysujesz ilustracje najważniejszych wątków zajęć albo też tworzysz mapy mentalne, które są dość popularnymi technikami organizowaniu materiału. Nauczyciel podchodzi i pyta, co robisz. Odpowiadasz, zgodnie zresztą z prawdą, że przygotowujesz notatki z lekcji, spoglądając przy tym w okno. W tym samym momencie zauważasz irytację na twarzy wykładowcy. No tak, przecież nie można patrzeć w dal i uczyć się jednocześnie tego, jakie jest drugie prawo Mendla lub czym różni się związek organiczny od nieorganicznego albo, z jakich elementów składowych zbudowany jest esej… Wywiązuje się dyskusja, która może różnie się skończyć.
A co, gdyby z takim podejściem choć na chwilę zerwać? Nie oznacza to bynajmniej rewolucji w edukacji. Oznacza natomiast nieustanne wprowadzanie innowacyjności i kreatywność na zajęciach, czegoś nowego, co jest wyrwane z kontekstu, co można przedyskutować, obalić. Po prostu poddać wiedzę aktywnemu procesowi przyswajania, a może raczej doświadczania i konstruowania. Nie, nie zapamiętywania, ale przede wszystkim rozumienia. I wcale nie musi to być rewolucyjne.

Można się przyjrzeć Antygonie, zasiadając na ławie sądowej, broniąc jej racji albo oskarżając. Wcale nie trzeba słuchać o tym, ile dzieł napisał Sokrates i jakiej filozofii sprzyjał. Można zagrać Sokratesa, wprowadzić go na salę. Na przykład. Zamiast popularnego dyktowania notatek, można zrobić wspólny komiks o tym, jak dochodzi do procesów mitozy i mejozy, potem stworzyć kilkanaście kopii pracy i wręczyć każdemu uczniowi. Można. To kluczowe słowo. O wiele lepiej brzmiące niż Trzeba.



Kreatywność nie jest umiejętnością, której można wyuczyć na drogich kursach, kreatywność można praktykować, przyglądając się temu, co robić, by zachęcać siebie i innych do wychodzenia poza schematy działania. Oczywiście w niektórych przypadkach posiadanie określonych schematów poznawczych jest niezbędne. Nikt nie będzie przecież silił się na bycie kreatywnym w sytuacji wypadku drogowego, kiedy dobrze wiemy, co trzeba zrobić. Ale mówimy o zgoła innych sytuacjach. Szkoła pasuje do nich idealnie, ponieważ od niej zależy wzbudzenie motywacji do zdobywania wiedzy.

Kreatywność wcale nie musi oznaczać eksperymentów dydaktycznych czy „dziwnych” pomysłów, ale wykorzystywanie instytucji szkoły do kształtowania postawy samodzielności, rozumienia, korzystania z wiedzy powszechnie dziś dostępnej, odrzucania tego, co nieprzydatne…

Kreatywność w szkole to częsty dziś temat konferencji, kursów czy książek. Dostępnych jest mnóstwo propozycji, scenariuszy zajęć, inspiracji, mających ułatwić nauczycielowi przygotowanie ciekawych lekcji. Problem w tym, że nawet najlepsze i poparte najnowszymi zdobyczami w dziedzinie badań psychologicznych narzędzia na niewiele się zdadzą, jeśli osoby, od których cały proces ma się rozpoczynać, nie są zmotywowane do wykorzystania dostępnego im instrumentarium.

Czasem możemy być świadkami dość zabawnej lub raczej karykaturalnej sytuacji w stylu: Ostatnim razem pobawiliśmy się w rysowanie komiksu, ale teraz czas wziąć się porządnie za naukę, czyli zrobić trzydzieści stron notatek na temat procesów mitotycznych. Czyli komiks był chwilą słabości nauczyciela, który pofolgował swoim uczniom, ale on i tak wie, co będzie dla nich najlepsze. Ma przecież staż pracy i doświadczenie, które pokazuje, że o Antygonie najlepiej uczyć, analizując budowę tragedii greckiej.

Kreatywność warto rozwijać nie tylko w szkole. Warto czasem spojrzeć z innej perspektywy na własne przyzwyczajenia. Być może wtedy doznamy oświecenia, które pokaże, że przywołana już Antygona nie jest bohaterem literackim zamierzchłej epoki, ale jest też pełnokrwistą postacią, o takich uczuciach i motywach, z którymi można się utożsamić, zrozumieć je albo obalić, ale mimo to, zobaczyć w niej osobę. Przy okazji koncepcji łamania przyzwyczajeń, pojawia się myśl, która trochę odpowiada, po co to wszystko robić: Bo z tego zawsze w głowie (i sercu!) coś zostanie na dalsze nasze wędrowanie w życiu. Kategoria nabywania doświadczenia i korzystania z niego jest również jednym ze skutków kreatywnej postawy, a to z kolei ułatwia nam oszczędność zasobów poznawczych, niezbędnych do rozwiązywania trudności, problemów czy skomplikowanych zadań.

Krystian Fatuła jest studentem piątego roku psychologii w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Zajmuje się pracą z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie i ruchowo. Do jego zainteresowań należy arteterapia, choreoterapia oraz psychologia zdrowia. 

http://www.charaktery.eu/psycho-tropy/8114/O-kreatywno%C5%9Bci-w-%C5%BCyciu-i-edukacji/

Iwona Puczko

97
Myśl i bądź kreatywny / Kreatywność na codzień
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 20, 2014, 07:39:30 »
Często mierzymy się z wyzwaniami, problemami. Czasem "przeczekujemy je" - i sporo z nich rozwiązuje się bez naszego udziału. Czasem działamy spontanicznie, czasem zgodnie z ideą "wszyscy tak robią" , "tak się powinno robić". Czasem jednak okazuje się, że ani "przeczekanie", ani "spontan", ani "tak się robi" nie pomagają. Czasem nawet wprost przeciwnie. Pogrążamy się w jeszcze większe zamieszanie.

Twórcze myślenie można rozwijać!   Na szczęście nasze umysły potrafią działać inaczej.

Możemy do rozwiązania problemu, sprostania wyzwaniu zabrać się myśląc świadomie i rozsądnie.
Jeden z najczęściej proponowanych modeli prowadzenia coachingu zakłada następujące etapy znajdowania rozwiązania: określenie celu, analiza sytuacji, wskazanie możliwych działań, wybór najodpowiedniejszego prowadzącego do osiągnięcia celu. Ta procedura wymaga dwóch "trybów" myślenia. Podczas określania celu, analizy sytuacji konieczne jest krytyczne myślenie. Lecz to dopiero rozpoznanie faktów, przekonań, naszej wiedzy i niewiedzy. Na nic się to zda jeśli nie znajdziemy nowych rozwiązań. Wówczas konieczne jest twórcze myślenie. Od tego, jak sobie radzimy z tym "trybem" zależy ilość i jakość pomysłów. Mając ich już całą paletę znowu włączamy krytyczne myślenie wybierając ten dla nas w danej sytuacji najlepszy.
Procedur krytycznego myślenia można się uczyć. Można też doskonalić swoje twórcze myślenie.
Poniżej proponuję kilka zaleceń. Warto się im przyjrzeć a nawet stosować Uśmiech jeżeli zależy nam na zwiększeniu naszej skuteczności życiowej.
Jeżeli chcesz rozwijać własną kreatywność:

    Kieruj się swoją ciekawością. Przyjmij, że nic nie jest takie, jak się wydaje na początku. Szukaj, pytaj, podważaj.
    Zaakceptuj swoje niedoskonałości. Będą zdarzały ci się niepowodzenia, błędy. Ważniejsze od bycia nieomylnym (zresztą i tak to jest niemożliwe) jest bycie autentycznym i zaangażowanym w to co jest dla ciebie ważne.
    Nie porównuj się z innymi. Każdy ma swoje możliwości, ograniczenia, trudności do przezwyciężenia i szanse. Nikt nie jest taki jak ty. Porównując się możesz sobie wyrządzić tylko krzywdę.
    Znajdź miejsce i czas w swoim życiu dla kreatywności. Nawet, gdy codzienna praca nie pozostawia zbyt wiele przestrzeni wygospodaruj na tworzenie choć kilkanaście minut i własne miejsce.
    Zadbaj o to by tworzenie stało się twoim nawykiem. Wybierz moment w ciągu dnia, kiedy będziesz mógł tym się zająć i wpisz go w swój plan dnia.
    Myśl pozytywnie o swoich osiągnięciach. Ciesz się z tego co zrobiłeś, bądź dumny.
    Stale ucz się. Nikt nigdy nie wiedział wszystkiego. Ty nie będziesz pierwszy.
    Zachowuj zapał. Będą chwile gorsze – bez pomysłów i lepsze – gdy nie nadążysz ich zapisywać. Przeczekaj te gorsze i wykorzystaj te lepsze.
    Znajdź osoby podobne do Ciebie. W grupie możecie siebie wspierać, dzielić się pomysłami, po prostu być z  ludźmi myślącymi podobnie.
    Nie ograniczaj swej twórczości do jednej dziedziny. Twórczość to cecha, której nie można zamknąć w sztywnych ramach.
    Szukaj nowych doświadczeń. Kreatywność rozwija się gdy pojawiają się nowe impulsy, wiedza, umiejętności.
    Podziel się z innymi swoimi dokonaniami. Przyjmij wyrazy uznania i bądź dumny z tego co robisz.
    Pozwól ewoluować swojej twórczości. Przyglądaj się jak zmieniają się twoje dokonania, obszary w których tworzysz .
    Nie zajmuj się rzeczami, które ciebie nudzą. Jak najwięcej czasu poświęcaj na robienie tego, co przynosi ci satysfakcję.
    Pamiętaj o zabawie. Tworzenie to przyjemność. Gdy poczujesz się zbyt obciążony zrób coś kreatywnego tylko dla zabawy.

Autor: Artur Brzeziński


Iwona Puczko
98
Myśl i bądź kreatywny / 10 kroków do wewnętrznego spokoju i błogości
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 20, 2014, 07:20:22 »
Kiedy 10 lat temu postanowiłam po raz kolejny, że zmaterializuję pomysły na życie swoim życiem, tak jak dzisiaj był maj i świeciło słońce. Intensywnie tworzyłyśmy koncepcję Dojrzewalni w towarzystwie ekscytacji, nadziei i niepokoju. Wszystko toczyło się bardzo szybko. Dzisiaj chcę wyrazić podziękowanie każdej osobie, z którą się zetknęłam dzięki Dojrzewalni, każdej osobie, która nas odwiedziła fizycznie lub wirtualnie. Twoja obecność nadawała sens naszej pracy. Dziękuję za udział w tej wymianie. I dziękuję każdej osobie, która dzieli się ze światem światłem świadomości.

Tworząc Dojrzewalnię, miałam nadzieję, że ta działalność będzie dodawała siły kobietom w dbaniu o lepszą jakość ich życia. Miałam też nadzieję, że znajdę swój sposób na bycie wystarczająco szczęśliwą.

Te nadzieje w dużym stopniu się spełniły. A teraz, tutaj, z okazji urodzin Dojrzewalni, chcę się podzielić esencją tego, co powoduje, że na co dzień najczęściej jestem spokojna i czuję się błogo. Dzisiaj moje życie jest dużo prostsze niż było 10 lat temu. Co za ulga! Jeśli masz ochotę, sprawdź czy coś z tego może zadziałać w Twoim życiu.
Jej motto

„Najważniejsza jest Twoja świadoma obecność”
Eckhart Tolle

10 kroków

    1. Raz na tydzień pomyśl o sobie, że jesteś ważna. Jesteś częścią życia. Składasz się z tego samego, co cały        kosmos. Każda osoba, każda istota, którą spotykasz, jest tak samo ważna.
    2. Raz na tydzień udaj się na odwyk od myślenia o przyszłości. Sprawdź, jak wyglądałby Twój dzień, gdyby Twoim celem było bycie tu i teraz. Stopniowo zwiększaj dawkę tego bezpłatnego lekarstwa na lęk, wypalenie zawodowe i wiele innych przypadłości. Jeśli już decydujesz się myśleć o przyszłości, zrób to w kategorii zadbania o codzienne materialne zobowiązania. Wymyśliłaś plan – po prostu zrób go – tu i teraz.
    3. Pożegnaj co jakiś czas rolę lub etykiety na swój temat. Uwolnij sama siebie od wyobrażeń, jakie na siebie nakładasz, żeby nie stać się ich niewolnicą. Zobacz, co Cię więzi. Może rola zawsze gotowej do pomocy szefowej? Rola przyjaciółki, która nie ma wad? Rola matki, która zawsze może? Rola nowoczesnej albo tradycyjnej kobiety? Co zyskasz? Życie. Wolność wyboru. Z dnia na dzień możesz reagować, tak jak w danej chwili chcesz. Adekwatnie do potrzeb tej chwili. Opierając się na swojej wiedzy, doświadczeniu, uczuciach, czyli na tym, co jest, a nie na tym, co powinno być.
    4. Przyjmij uczucia takimi, jakie są. Kiedy czujesz dyskomfort, złość, ból, lęk, cokolwiek – to jest dla Ciebie informacja. Każde uczucie, każdy stan mówią do Ciebie o Tobie. Są po to, abyś je odczytała. Usłyszała i wzięła pod uwagę. Skoro coś wyraźnie czujesz, to oznacza, że czegoś potrzebujesz. Czego? Nie oceniaj uczuć i nie przywiązuj się do nich. Przeżyj je, obejmuj jak dziecko i pozwól odejść. Najczęściej wystarczy kilka zdań szczerej rozmowy. Trudno uwierzyć, że to jest tak proste.
    5. Utrzymuj czysty umysł i rób to, co jest do zrobienia. Mniej myśl, a więcej doświadczaj. Bądź obecna w teraźniejszości, to pozwoli Ci podejmować jak najlepsze działania.
    6. Rozpoznaj, co jest dla Ciebie najważniejsze w kontakcie z bliskimi osobami, w pracy i w swoim indywidualnym rozwoju. Jakie jakości nadają sens, głębię, smak, kolor, radość Twojemu życiu? Pamiętaj o tych wartościach na co dzień. Ukierunkuj swoje słowa i działania, tak aby realizowały to, co najważniejsze.
    7. Daj sobie czas. Na empatię, na medytację, na patrzenie na kwiaty. Możesz wybrać, co robisz ze swoim czasem. Możesz wybrać, że go masz na bycie.
    8.  Unikaj działań, które nie służą Życiu. To, że każda osoba jest tak samo ważna, nie oznacza, że każde działanie tyle samo wnosi w życie innych ludzi i czujących istot. Niektóre działania nie służą Życiu. Takich działań unikaj. Mnożą ból i cierpienie. Dlatego np. świadomie wybieraj, co kupujesz i w jakim sklepie, jakie firmy wspierasz, a których nie chcesz wspierać.
    9. Otaczaj się przyjaznymi ludźmi. Inne osoby mogą nam dodawać energii lub ją odbierać. Jeśli chcesz mieć siłę wyzwania życia, zadbaj, aby zawsze mieć grupę przyjaznych osób wokół siebie. Osób, które potrafią Cię wysłuchać i zrozumieć Twój punkt widzenia, nawet jeśli go nie podzielają. Osób, które będą wobec Ciebie szczere, nie tylko miłe.
    10. Doceniaj każde działanie drugiej osoby na Twoją rzecz i siebie samą. Czy to jest zrobienie kawy, czy czas na spotkanie, czy pożyczona książka – stale na siebie wpływamy. Ty także wpływasz na innych – zapytaj, jak się czuje z Tobą Twoja Przyjaciółka? Co w Tobie najbardziej ceni? Zaobserwuj, jak się czujesz z taką wymianą. Takie szczere rozmowy proponuję choć raz w tygodniu. Są niezbędne do utrzymania otwartego serca. Na początku mogą wydawać się sztuczne, jednak kiedy staną się nawykiem, widzimy, że sztuczne było niemówienie tego, co naprawdę przeżywamy.

Artykuł na stronie: http://www.dojrzewalnia.pl/dojrzewalnia_roz/10_krokow_do/10_krokow_do_wewnetrznego_spokoju_i_blogosci.html

Wiele razy najprostsze rzeczy są najtrudniejsze.  

Ćwiczenie:
Wybierz tak małą ilość czasu, jaką jesteś pewna, że możesz sobie każdego dnia podarować. Czy to będzie 5 minut czy 30, zależy od Ciebie. Praktykuj bycie tu, gdzie jesteś. Naucz się medytacji lub praktykuj uważność. Pijesz herbatę – zrób to całą sobą, poczuj każdym zmysłem. Idziesz na spacer – tylko idź. Słuchasz śpiewu ptaków – słuchaj całą sobą. Zaobserwuj, jak się czujesz po takim ćwiczeniu.

Iwona Puczko
99
Psychologia edukacyjna na co dzień / Asertywnść w życiu człowieka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 18, 2014, 22:20:37 »
CO TO JEST ASERTYWNOŚĆ?

Słowo asertywność pochodzi od angielskiego czasownika - assert - co oznacza stwierdzić pozytywnie, potwierdzić pewnie, jasno, stanowczo.

Według Słownika Encyklopedycznego Edukacja Obywatelska (R. Smolski, M. Smolski, E.H. Stadtmuller 1999) - asertywność to "umiejętność otwartego i bezpośredniego wyrażania swoich myśli, uczuć, przekonań lub pragnień, ale w sposób respektujący uczucia, poglądy i opinie drugiego człowieka (rozmówcy)". Asertywność jest ważna w sytuacjach konfliktowych, pozwala osiągnąć kompromis, bez rezygnacji z uznawanych wartości. Przydatna szczególnie w sytuacjach, gdy trzeba komuś odmówić. Odmowa staje się wtedy zwięzłym i stanowczym komunikatem, zawierającym słowo "nie" i krótkie wyjaśnienie przyczyn odmowy, ale bez agresji, złości czy usprawiedliwień. Asertywność pomaga oprzeć się naciskom np. w sprawie narkotyków, papierosów, alkoholu.

Według R. Sharpe (1996) "asertywność oznacza szacunek dla siebie i innych. Należy rozumieć ją jako przeświadczenie jednostki, że jej opinie, przekonania, myśli i uczucia są równie ważne jak opinie, przekonania, myśli i uczucia innych. Oraz, że inni ludzie mają również prawo żywić takie przeświadczenie".

Asertywność to:
- umiejętność wyrażania siebie (jasno, bezpośrednio)
- szacunek dla siebie (liczenie się z tym, co się czuje i myśli)
- świadomość własnych możliwości i ograniczeń

Zachowanie asertywne nie jest w istocie niczym trudnym. Jest to nasz naturalny sposób bycia, który być może utraciliśmy z biegiem lat.

Warunkami asertywności są:
- szczerość (otwartość, prawda)
- akceptacja siebie (przyznawanie się do tego co się czuje i myśli)
- odpowiedzialność za życie i wybory
- nie obwinianie innych ludzi czy "okoliczności"
- zaufanie do siebie i do świata.

Z asertywnością spotykamy się często, nawet o tym nie wiedząc. To styl zachowania dzięki któremu jesteśmy fair wobec siebie i innych. Dlatego powinno to być zachowanie celowe. Dzięki niemu możemy uniknąć wielu sytuacji, niekorzystnych lub nieprzyjemnych dla nas, jak np. krytyka.

Asertywność to pewne specyficzne umiejętności zachowania się w określonych sytuacjach. Zachowania asertywne to bezpośrednie, uczciwe i stanowcze wyrażanie wobec drugiej osoby swoich uczuć, opinii i postaw, przy jednoczesnym respektowaniu jej praw. Opiera się na założeniu, że każdy człowiek ma swoje prawa i trzeba je szanować. Każdy z nas jest inny i nie wolno zmuszać partnera do zmiany poglądów czy celów tylko dlatego, że nam się one nie podobają lub kolidują z naszymi. Zachowania asertywne pokazują naszą odrębność, ale nie atakują, nie obrażają drugiej osoby. Mogą zostać podsumowane następującym sformułowaniem: Ja jestem w porządku i mam prawo być sobą. Ty jesteś w porządku i masz prawo być sobą.

Słysząc stwierdzenia wysyłane pod naszym adresem typu: "Jesteś...", "Ty nigdy...", "Ty zawsze...", "Byłeś, jesteś i pozostaniesz...". Ich zakończenia mogą być różne - jesteś: leniwy, bałaganiarzem, egoistą, głupi, skąpy, fałszywy; - ty nigdy: nie kończysz tego, co zacząłeś; nie zrobiłeś nic tak, jak trzeba; nic nie osiągniesz; lub taki (straszliwy) werdykt: "Byłeś, jesteś i pozostaniesz życiowym nieudacznikiem". Są to oceny. Gdy jesteśmy w ten sposób oceniani często czujemy się fatalnie, reagujemy ulegle, często agresywnie, zamykamy się w sobie, przeczymy faktom, zaczynamy się usprawiedliwiać, uciekamy.

Krytyka zawarta w tych ocenach najczęściej dotyka nas i rani, bywa też jednak, że krytyczne uwagi niosą cenne informacje. Odcinając się od krytyki i ocen odcinamy się od możliwości dowiedzenia się, co przeszkadza innym w naszym zachowaniu.

Oceny bywają najczęściej krytyczne, ale są też oczywiście oceny o charakterze komplementów. Możemy jedne oceny uważać za zasłużone, inne uważać za niezasłużone i nieuzasadnione. By nauczyć się asertywnego przyjmowania ocen odwołajmy się do praw, które według Herberta Fenterheima (1996) są prawami każdego człowieka:
- Masz prawo do wyrażania siebie, swoich opinii, potrzeb, uczuć - tak długo, dopóki nie ranisz innych.
- Masz prawo do wyrażania siebie - nawet, jeśli rani to kogoś innego - dopóki twoje intencje nie są agresywne (są asertywne).
- Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb - dopóki uznajesz, że oni mają prawo odmówić.
- Są sytuacje, w których kwestia praw poszczególnych osób nie jest jasna. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sytuacji z drugą osobą.
- Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

Te pięć stwierdzeń stanowi podstawę trenowania umiejętności asertywnych. Zawierają one ważne treści dotyczące praw każdego z nas. Zdarzają się także sytuacje, gdy znamy swoje prawa i korzystamy z nich. Wielu ludzi, uznając swoje prawa, nie potrafi jednak w praktyce z nich korzystać, co stwarza sytuację jakby w rzeczywistości ich nie posiadali. Jeszcze więcej osób rezygnuje z własnych praw, z wymienionych już, lub innych właśnie powodów, bądź wręcz nie przyznaje się do swoich praw. Często w tym układzie uznajemy czyjeś wartości za najważniejsze, bo nie mamy lub nie uznajemy swoich. Taki układ to podstawa uległości i wszelkich zachowań w tych związkach. Gdy dochodzi do wyrażenia opinii na różne tematy często nagle stajemy przed faktem, że mamy odmienne, niż partner zdanie. Zdarza się, że ludzie obawiają się ujawniać swoją opinię, przewidują, zaistniała rozbieżność doprowadzi do starcia, konfliktu, rozstania, katastrofy. Asertywność, to umiejętność wyrażania własnych opinii przy poszanowaniu opinii innych. Tak naprawdę nie stanie się nic strasznego, gdy ujawni się rozbieżność zdań. Nie trzeba uzgadniać wspólnej opinii. Jesteśmy różni, a bogactwo naszych przeżyć, doznań poglądów wzbogaca świat. Wymiana opinii, nawet bardzo odmiennych, to wartość sama w sobie. Pozwala nam spojrzeć na świat oczami innych ludzi i może nasze widzenie wzbogacić. Mamy przecież prawo się różnić. Ludzie próbują nam czasem narzucić swoje zdanie, przedstawiając własne poglądy na fakty. Możemy dążyć do wymiany opinii poprzez wyraźne oddzielenie faktów od poglądów. Opinie i poglądy można wymieniać, jednak fakty pozostają faktami. Możemy ujawnić rozbieżność zdań i, nie naciskając innych na zmianę przekonań, zaprezentować swój pogląd. Gdy nie są dla nas jasne jakieś szczegóły, zawsze możemy wypytać rozmówcę o to, dlaczego tak uważa. Możemy wyrazić swoje sądy z zastrzeżeniem, że nie chcemy, by on je oceniał. Warto też zastanowić się, czy proponując wymianę opinii, jesteśmy gotowi przyjąć czyjeś poglądy.

AGRESYWNOŚĆ, ULEGŁOŚĆ, ASERTYWNOŚĆ

Różnego rodzaju sytuacje, w których ludzie są stawiani przez innych, wywołują na przykład uczucie zakłopotania, napięcia, skrępowania, to częste zjawisko. Są to dla tych osób sytuacje trudne. Na takie właśnie sytuacje reagujemy w zróżnicowany sposób. Według Marii Król-Fijewskiej (1992) wyodrębnione zostały też trzy typy zachowań:
- Agresywne
- Uległe
- Asertywne

Agresywność - bywa często mylona z asertywnością. W przypadku zachowań agresywnych sytuacje są spostrzegane jako pole walki, a celem staje się wygrana własna i przegrana, pokonanie innych.

Maria Król-Fijewska uważa, że "w zachowaniach agresywnych respektujemy własne prawa lekceważąc jednocześnie prawa innych. Nie liczymy się z innymi, nie słuchamy ich, podejmujemy decyzje bez uwzględnienia praw innych. Zdarza się, że dominujemy nad innymi upokarzając ich".

Agresywne zachowanie często prowadzi do starcia, wywołuje agresywną odpowiedź.
Zachowując się agresywnie narażamy się, że:
- popadniemy w konflikt
- stracimy szacunek dla siebie
- stracimy szacunek dla innych
- będziemy nie lubiani
- osiągniemy rezultaty odwrotne do zamierzonych

Można zatem zadać sobie pytanie: Czemu bywamy agresywni?
Jest wiele powodów. Otóż: boimy się, że nie dostaniemy tego, o co się staramy, nie wierzymy w siebie, chcemy wyładować złość, chcemy manipulować innymi, itp.

Uległość - według Marii Król-Fijewskiej (1992) - "polega na respektowaniu praw innych przy jednoczesnym lekceważeniu własnych praw. Zachowania uległe charakteryzują się tym, że interesy innych osób stawiamy ponad własnymi, częstokroć rezygnując z własnych celów, pragnień i potrzeb".

Lekceważąc własne prawa pozwalamy innym je naruszać. Rezygnujemy z ujawnienia własnych potrzeb, odczuć i poglądów. Kumulujemy w sobie wiele spraw, co powoduje nagromadzenie się złości i wewnętrznych urazów.

Zachowania uległe stwarzają ryzyko. Uległość często prowadzi do tego, że:
- tracimy poczucie własnej wartości
- czujemy się skrzywdzeni
- zachęcamy innych do dominacji
- wybuchamy nagle agresywnie na skutek nagromadzenia się przykrych uczuć
- nie osiągamy tego, co zamierzaliśmy
- jesteśmy wykorzystywani

Dlaczego więc postępujemy wobec innych ulegle? Otóż postępujemy w ten sposób, ponieważ: boimy się utraty aprobaty ze strony innych, boimy się reakcji otoczenia.

Asertywność - wegług Marii Król-Fijewskiej (1992) - "polega na respektowaniu własnych praw przy jednoczesnym respektowaniu praw innych osób. Oznacza to obronę własnych praw przy uznaniu praw innych. Zachowując się asertywnie w naszych stosunkach z innymi osobami cechuje wiara w siebie". Z asertywnością łączy się niejednokrotnie ryzyko.

Gdy postępujemy asertwnie narażamy się na:
- wrogie nastawienie do nas przez niektórych ludzi, przez to, że wyrażamy swoje uczucia,
- otrzymanie etykietki, że należymy do grupy ludzi, którzy przez życie idą przebojem,
- zmianę naszych stosunków i relacji z innymi osobami,
- ciągłą krytykę,

Równocześnie, ryzykując, stwarzamy też możliwość wystąpienia wokół nas pozytywnych zmian takich jak:
- lepsze poznanie siebie i innych
- prawdziwe zbliżenie się do innych ludzi
- zrozumienie zachowań innych ludzi
- mniej stresów i frustracji
- wyrazy podziwu, pochwały otoczenia
- samorealizacja, zadowolenie, radość
- uzyskanie tego co chcemy
- doznawanie sympatii i przyjaźni

Dzięki asertywności wzmacniamy szacunek dla innych i dla samych siebie.

Często w kontaktach z innymi ludźmi pragniemy, by zmienili swój stosunek i zachowanie wobec nas. Asertywność to dobre narzędzie do spowodowania takiej zmiany. Mamy szansę, by inni ujrzeli nas z innej perspektywy "w innym, nowym świetle", gdy aktywnie zaczniemy wysyłać do nich swoje sygnały, komunikaty lub wzmocnimy (wyciszymy) dotychczasowe przekazy adresowane do ludzi. Jest bardzo prawdopodobne, że zauważą zmianę, będą próbowali się do niej odnieść, a w efekcie zmienią swoje zachowanie wobec nas. Skąd jednak bierze się brak asertywności? Zespół przyczyn tego zjawiska nosi ogólną nazwę katastrofizmu. Jest to właśnie powstrzymywanie wszelkich działań po to, by nie ponieść klęski. Asertwność jest hamowana zarówno wtedy, gdy nie mówimy o co nam chodzi, jak i wtedy, gdy jesteśmy nieśmiali.

ZNACZENIE ZACHOWAŃ ASERTYWNYCH W PRACY NAUCZYCIELA

Człowiek prawdziwie asertywny potrafi zachowywać się bardzo elastycznie. Asertywność nie polega jedynie na umiejętności mówienia w sposób zdecydowany i bez wahania "nie", ani też na akceptowaniu "nie" drugiej strony, jeśli to ty masz rację. Asertywność daje obu lub wszystkim zainteresowanym możliwość wynegocjowania rozsądnego porozumienia poprzez serię działań będących wynikiem świadomego wyboru.

Asertywność umożliwia zachowanie szacunku dla siebie oraz innych.

Nauczyciel to zawód wykonywany przez ludzi, którzy powinni być prawdziwie asertywni. Zachowanie asertywne zmusza nauczyciela do tego, że przede wszystkim musi on wiedzieć do końca czego chce, a zachowanie jego nie może naruszać "pola" ucznia. Nauczyciel asertywny to taki, który:
- jest uczciwy w stosunku do wszystkich uczniów
- nie boi się podejmowania ryzyka
- zawsze jest odprężony i spokojny
- otwarcie wyraża swoje uczucia
- swobodnie wypowiada się i przyjmuje komplementy, pochwały
- posiada umiejętność przyjmowania uczciwej krytyki
- nie znęca się, nie pastwi na uczniach
- nie tłumi uczuć
- ma zaspokojone własne potrzeby
- ma zaspokojoną potrzebę bezpieczeństwa

Asertywność nauczyciela ma więc ogromne znaczenie. Nauczyciel asertywny zawsze uzyskuje zamierzone cele. Obdarowywany jest szacunkiem i ogromną życzliwością. Wierzy we własne możliwości. Zna poczucie własnej wartości. Posiada większą odporność na stresy.

W stosunku do uczniów zawsze zachowuje otwartą postawę, kontakt wzrokowy, umie słuchać, rozumie swoich wychowanków, traktuje ich z szacunkiem, używa spokojnego tonu głosu. Razem ze swoimi uczniami szuka kompromisu, poszukuje rozwiązań, nawzajem wyjaśniają swoje racje, jest bezpośredni w kontaktach. I on i uczniowie posiadają umiejętność obrony swoich racji.

Wśród pracujących nauczycieli nie wszyscy potrafią zachować się asertywnie. Jest to ogromna sztuka. Nadal zdarzają się nauczyciele, którzy "się nie mylą", którzy "zawsze mają rację", oraz tacy, którzy nie potrafią wysłuchać ucznia.

BIBLIOGRAFIA

1. Król-Fijewska M. (1993), Trening asertywności. Warszawa
2. Fensterheim H. Baer J. (1999), Nie mów "TAK", gdy chcesz powiedzieć "NIE". Warszawa
3. Król-Fijewska M. (1999), Stanowczo, łagodnie, bez lęku. Warszawa
4. Królak E. (1992), Jak mówić NIE. Warszawa
5. Phelps S. Austin N. (2003), Kobieta asertywna Poznań
6. Woydyłło E. (1993), Wybieram wolność. Warszawa
7. Kurtz E. (1991), Wstyd i poczucie winy. Warszawa
8. Mellibruda J.(1993), Możliwość rozwoju osobistego. Warszawa
9. Pilch T. (1995), Zasady badań pedagogicznych. Warszawa
10. Zaczyński W. (1995), Praca badawcza nauczyciela.Warszawa

Opracowanie: Krzysztof Śmiechowski

http://www.profesor.pl/publikacja,14232,Artykuly,Asertywnosc-w-zyciu-czlowieka

Iwona Puczko
100
Nasza praca / Odkrzesłowić uczniów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 17, 2014, 20:54:22 »
Prowadzę wiele szkoleń dla nauczycieli, na których często wspólnie zastanawiamy się, jak zrealizować hasła z Podstawy Programowej w taki sposób, żeby na lekcji aktywni byli głównie uczniowie a nie nauczyciel. Naszym celem jest przewrót kopernikański, chcemy wstrzymać nauczycieli i ruszyć uczniów.  Dobra lekcja ma budzić emocje, poruszać, umożliwiać naukę poprzez doświadczanie świata. Trudno tego dokonać, gdy uczniowie siedzą w ławkach i poznają nowe fenomeny jedynie z pomocą podręczników i zeszytów ćwiczeń. Żywe, poruszające lekcje dużo łatwiej prowadzić poza klasą i poza szkołą. Odkrzesłowieni uczniowie mogą chłonąć świat wszystkimi zmysłami, rozwijać swoje zainteresowania i pełniej wykorzystać swój potencjał.
 
Jednak nie wszyscy dyrektorzy rozumieją sens takich lekcji. Niektórzy tkwiący jeszcze mentalnie w XIX wieku uważają, że uczniowie uczą się jedynie wtedy, gdy siedzą w ławkach i wypełniają karty pracy. Takie niezrozumienie mechanizmów procesu uczenia się powoduje, że kreatywni i dobrze przygotowani do zawodu nauczyciele, boją się wprowadzać na swoich lekcjach innowacje.
CZY LATWO ZMIENIĆ OBECNY SYSTEM EDUKACYJNY?
Nie wiem, ilu dyrektorów nie rozumie, że dobra szkoła musi dostarczać przeżyć. Znam bardzo wielu wspaniałych, którzy wprowadzając w swoich szkołach zmiany, napotykają na opór niektórych nauczycieli a nawet rodziców Zapotrzebowanie na złą szkołę jest dziś bardzo duże. Ale w szkole najważniejszy jest dyrektor! To od niego zależy, czy w danej placówce panuje kultura otwartości, dialogu, szukania nowych rozwiązań i autentyczne zainteresowanie wprowadzaniem zmian, czy celem jest jedynie dobre miejsce w testowym rankingu. Dla takich szefów zarówno uczniowie jak również nauczyciele są jedynie narzędziami do osiągnięcia celu.

Poniższe maile pokazują, jak trudno nastawionym innowacyjnie nauczycielom i dyrektorom wprowadzać zmiany. Po obu stronach wciąż jeszcze jest wielu zwolenników pruskiego modelu edukacyjnego. Bo po co wprowadzać zmiany, skoro uczniowie zawsze uczyli się siedząc w ławkach i słuchając nauczyciela? Z niektórymi rodzicami też nie jest łatwo.

Mail nauczycielki:
Zdecydowałam się napisać, bo jedna sprawa nie daje mi spokoju i chciałam zapytać czy Wam też. Strach. Boję się. Nie samej zmiany, choć może tego też troszkę. Boję się, że ktoś wejdzie do mnie na lekcję i zarzuci mi, że się nie uczymy. Jestem nauczycielem stażystą, więc połowa kadry ma mnie już pewnie za pyskatą nic niewiedzącą osobę, ale nie przejmuję się tym. Aktualnie powinnam zajmować się działem związanym z teatrem (w podręczniku), ale jako, że przedstawienie na koniec roku przed nami, to postanowiłam, że będziemy się uczyć teatru na sobie. Czytamy scenariusz, modyfikujemy go, rozmawiamy o scenografii, kostiumach, czytamy role, dobieramy muzykę... a wszystko nie w ławkach tylko na ławkach, na podłodze, na boisku szkolnym. Ale nie ukrywam, że jest we mnie strach, że wejdzie Pani Dyrektor i zarzuci mi, że nie prowadzę lekcji. Macie podobnie? Na karcianych zajęciach z czytania i pisania czytamy poezję na trawie i leżąc na niej szukamy najwięcej przymiotników opisujących drzewa, kwiaty, niebo. Ostatnio koleżanka po fachu powiedziała mi, że uczniowie na lekcjach nie mają się bawić i że muszę uważać, bo dyrektorka może mi nie uznać tych zajęć. Dzieci są zadowolone, chętnie przychodzą, realizujemy Podstawę programową, ale strach jest. Macie podobnie? Co się dzieje u Was? Bardzo brakuje mi Waszych prywatnych przedsięwzięć, które realizujecie u siebie w szkole. Dodajcie odwagi! :-)

Mail kolejnego nauczyciela:
To o czym pisze A., na co zwraca uwagę M. jest mi bliskie. Sama mam podobne doświadczenia. Dziś zmiany wydają się być konieczne i oczywiste. Dlaczego spotyka się, to z takim oporem? przede wszystkim samych nauczycieli. Rodzice, którzy mają odwagę mówić o swoich oczekiwaniach otrzymują odpowiedź: "my też widzimy, że są potrzebne zmiany, ale nas z tego rozliczają i nie możemy pracować inaczej..." Wielu rodziców powtarza za nauczycielami, dyrekcją, że: "najważniejsze są wyniki testów, to one decydują o przyszłości naszych dzieci", co jak wiemy jest nieprawdą.
Wiem, że należy robić swoje...
Dziś miałam radę pedagogiczną i usłyszałam od pani dyrektor: "zakaz opuszczania szkoły w trakcie zajęć dydaktycznych, proszę skupić się na realizacji podstawy programowej..." ;-( Co robić?


Mail nauczyciela liceum:
Mam taki sam problem w szkole, zakaz wyjść w trakcie zajęć lekcyjnych, głównym priorytetem jest realizacja podstawy programowej i to rozpisanej co do godziny. Nie przemawiają nawet argumenty, że malarstwo współczesne o wiele lepiej poznawać, omawiać i opisywać w centrum sztuki współczesnej niż w sali lekcyjnej. Mogę wychodzić, po lekcjach. Pewnie się domyślacie ilu mam chętnych na takie wyjścia w godzinach popołudniowych...
Niezrealizowanie godzinowego wymiaru podstawy programowej jest jak straszak dla nauczycieli, może być podstawą zwolnienia.
Istotne są liczby i dokumenty, to co na papierze.
Niestety to jakimi zasadami kieruje się np. dyrektor w stosunku do nauczycieli przekłada się na to jak oni traktują uczniów.
Nie jest to oczywiście żadna wymówka i usprawiedliwienie.


Mail dyrektorki szkoły:
Wywołana do odpowiedzi piszę w stanie totalnego wzburzenia i załamania. Ja, dyrektor, który usiłuje walczyć z "toksycznymi" nauczycielami, prowadzi nieustającą edukację (nauczycieli) bez przymusu poprzez działanie na świadomość, który wreszcie postanowił wsłuchać się w głos dzieci, dosłownie, z pełnym poświęceniem uwagi, serca i czasu. Ale do rzeczy. Odwiedzam swoich najmłodszych uczniów (I-III) i rozmawiam z nimi o tym, jaki powinien być według nich dobry nauczyciel, nauczyciel ich marzeń. Notuję ich mądre uwagi, ponieważ mam zamiar stworzyć portret dobrego nauczyciela malowany potrzebami dziecka. Po co? Dla kogo? Dla uczniów, aby poczuli się ważni, by mieli świadomość, że ich głos się liczy. Dla nauczycieli, aby mogli zdobyć się na refleksję, może coś w sobie zmienić, może ugiąć kolana i dostrzec swoich uczniów... Rezultat - telefon rodziców do kuratorium z pytaniem: jakim prawem dyrektor przepytuje dzieci!!! To wczoraj. Dziś nieprzyjemny telefon rodzica z pytaniem dlaczego dzieci spędzają przerwy na świeżym powietrzu?! Oto głos dyrektora!
Marzeno, myślałam o założeniu swojej szkoły, ale w takim dniu jak dzisiejszy trochę mi się odechciewa. Bo czy może istnieć szkoła bez "głupoty" rodziców?


Trudno dziś znaleźć kogoś, kto byłby przeciwny zmianom w systemie edukacji. Ale ci, którzy próbują coś zmieniać napotykają na ogromny opór. Nie widać go, bo tkwi w naszych głowach, stare wzorce wydają się jedynymi możliwymi i wiele osób nie umie wyobrazić sobie, że szkoła mogłaby wyglądać i funkcjonować inaczej. Dziewiętnastowieczny pruski model edukacji tak mocno zagnieździł się w sieci neuronalnej niektórych nauczycieli, dyrektorów i rodziców, że gotowi są zwalczać wszelkie próby wprowadzania zmian. Dlatego nasze dzieci chodzą do takich samych szkół, do jakich chodzili nasi dziadkowie. Uczniowie wciąż siedzą w ławkach i słuchają nauczyciela, a ten zapisuje na tablicy to wszystko, czego trzeba się nauczyć. Czy nowoczesność naszych szkół ma polegać jedynie na tym, że ta tablica jest dziś interaktywna?

Perspektywa rodzica:

Jestem mamą bardzo grzecznej dziewczynki, która większości nauczycieli znika z pola widzenia – jest grzeczna, nie sprawia tzw. problemów wychowawczych. Można obok niej posadzić największego łobuza albo dziecko z najtrudniejszym zaburzeniem i polegać na niej w najtrudniejszych sytuacjach. Bardzo zależy jej na akceptacji innych.
Jednocześnie jest bardzo wrażliwą i empatyczną 8-latką. Jest w stanie rozpoznać emocje w sekundę i dostroić się do nich – oczywiście na swój dziecięcy sposób. Doskonale wie, jaki nastrój mają nauczycielki, bo spojrzenie i ton głosu mówią wszystko. I tu sprawy się komplikują...
Zły humor nauczycieli, groźby, kary, czarne punkty, uwagi w dzienniczku, słabe oceny nigdy nie dotyczą jej. Zawsze jednak są źródłem ogromnego stresu. Są potencjalną karą, zagrożeniem. Podobnie jak zapowiedzi testów i same testy.
Nauczyciele, pracując Z KLASĄ, według abstrakcyjnych KRYTERIÓW PODSTAWY PROGRAMOWEJ, bardzo często gubią z oczu dzieci...
Na szczęście często działa rozmowa. A to jej najbardziej brakuje mi w szkole jako rodzicowi.
Poszłam chyba do każdego nauczyciela mojego dziecka. Niestety, często nie były to miłe rozmowy, bo znaczyły mniej więcej tyle: "Pani / Pana sposób "egzekwowania" wiedzy czy umiejętności od dzieci (rygorystyczne ocenianie prac domowych, testy i sprawdziany) w moim domu oznaczają wieczorny stres, ból brzucha i poranny płacz. Proszę zostawić kij i stosować marchewkę. Tylko głaski, dobra atmosfera i zaufanie działają." Na szczęście zadziałały też i rozmowy...
Bardzo mi zależy na tym, żeby moje dziecko czuło się w szkole bezpiecznie, żeby było psychicznie bezpieczne i zaopiekowane. I nie musi mieć tablicy interaktywnej...
Brakuje mi też informacji dla rodziców: jak pracuje nauczyciel i dlaczego. Zwłaszcza ten dobry.
Nauczycielka mojej córki sprawdza ich postępy tak, że nawet o tym nie wiedzą; planuje im ciągle prace grupowe w zabawie i w ruchu (swoją drogą – we wspólnej pracy są bieglejsi niż dorośli wokół); zabiera ich do kina, muzeów, domów kultury; niezbyt często poprawia błędy; niezbyt często stawia oceny – chociaż nie powinna wcale, ale dla "przyzwoitości dziennikowej" daje jakieś punkty i naciągane A+; daje dzieciom czas... Bezcenne z mojego punktu widzenia.
Ale rodzice, prusko uczeni, chcą testów, dyktand i ocen... Rozumiem to. Chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Dobre wyniki na testach są miarą sukcesu. Niestety, znają taką szkołę, do jakiej sami chodzili. Dlatego – znowu – rozmowa jest bezcenna...
A metody? Są bardzo ważne. Oczywiście. Ale wtórne wobec poczucia bezpieczeństwa, zaufania, fascynacji tym, co wspólnie robimy...   


Autor artykułu: Marzena Żylińska. 

                                                   
http://eid.edu.pl/blog/wpis,odkrzeslowic_uczniow,1515.html

Kochani! Zapraszam do dzielenia się swoimi doświadczeniami.

Iwona Puczko
 

Strony: 1 ... 8 9 [10]