Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 8 9 [10]
91
Nasza praca / Odkrzesłowić uczniów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 17, 2014, 20:54:22 »
Prowadzę wiele szkoleń dla nauczycieli, na których często wspólnie zastanawiamy się, jak zrealizować hasła z Podstawy Programowej w taki sposób, żeby na lekcji aktywni byli głównie uczniowie a nie nauczyciel. Naszym celem jest przewrót kopernikański, chcemy wstrzymać nauczycieli i ruszyć uczniów.  Dobra lekcja ma budzić emocje, poruszać, umożliwiać naukę poprzez doświadczanie świata. Trudno tego dokonać, gdy uczniowie siedzą w ławkach i poznają nowe fenomeny jedynie z pomocą podręczników i zeszytów ćwiczeń. Żywe, poruszające lekcje dużo łatwiej prowadzić poza klasą i poza szkołą. Odkrzesłowieni uczniowie mogą chłonąć świat wszystkimi zmysłami, rozwijać swoje zainteresowania i pełniej wykorzystać swój potencjał.
 
Jednak nie wszyscy dyrektorzy rozumieją sens takich lekcji. Niektórzy tkwiący jeszcze mentalnie w XIX wieku uważają, że uczniowie uczą się jedynie wtedy, gdy siedzą w ławkach i wypełniają karty pracy. Takie niezrozumienie mechanizmów procesu uczenia się powoduje, że kreatywni i dobrze przygotowani do zawodu nauczyciele, boją się wprowadzać na swoich lekcjach innowacje.
CZY LATWO ZMIENIĆ OBECNY SYSTEM EDUKACYJNY?
Nie wiem, ilu dyrektorów nie rozumie, że dobra szkoła musi dostarczać przeżyć. Znam bardzo wielu wspaniałych, którzy wprowadzając w swoich szkołach zmiany, napotykają na opór niektórych nauczycieli a nawet rodziców Zapotrzebowanie na złą szkołę jest dziś bardzo duże. Ale w szkole najważniejszy jest dyrektor! To od niego zależy, czy w danej placówce panuje kultura otwartości, dialogu, szukania nowych rozwiązań i autentyczne zainteresowanie wprowadzaniem zmian, czy celem jest jedynie dobre miejsce w testowym rankingu. Dla takich szefów zarówno uczniowie jak również nauczyciele są jedynie narzędziami do osiągnięcia celu.

Poniższe maile pokazują, jak trudno nastawionym innowacyjnie nauczycielom i dyrektorom wprowadzać zmiany. Po obu stronach wciąż jeszcze jest wielu zwolenników pruskiego modelu edukacyjnego. Bo po co wprowadzać zmiany, skoro uczniowie zawsze uczyli się siedząc w ławkach i słuchając nauczyciela? Z niektórymi rodzicami też nie jest łatwo.

Mail nauczycielki:
Zdecydowałam się napisać, bo jedna sprawa nie daje mi spokoju i chciałam zapytać czy Wam też. Strach. Boję się. Nie samej zmiany, choć może tego też troszkę. Boję się, że ktoś wejdzie do mnie na lekcję i zarzuci mi, że się nie uczymy. Jestem nauczycielem stażystą, więc połowa kadry ma mnie już pewnie za pyskatą nic niewiedzącą osobę, ale nie przejmuję się tym. Aktualnie powinnam zajmować się działem związanym z teatrem (w podręczniku), ale jako, że przedstawienie na koniec roku przed nami, to postanowiłam, że będziemy się uczyć teatru na sobie. Czytamy scenariusz, modyfikujemy go, rozmawiamy o scenografii, kostiumach, czytamy role, dobieramy muzykę... a wszystko nie w ławkach tylko na ławkach, na podłodze, na boisku szkolnym. Ale nie ukrywam, że jest we mnie strach, że wejdzie Pani Dyrektor i zarzuci mi, że nie prowadzę lekcji. Macie podobnie? Na karcianych zajęciach z czytania i pisania czytamy poezję na trawie i leżąc na niej szukamy najwięcej przymiotników opisujących drzewa, kwiaty, niebo. Ostatnio koleżanka po fachu powiedziała mi, że uczniowie na lekcjach nie mają się bawić i że muszę uważać, bo dyrektorka może mi nie uznać tych zajęć. Dzieci są zadowolone, chętnie przychodzą, realizujemy Podstawę programową, ale strach jest. Macie podobnie? Co się dzieje u Was? Bardzo brakuje mi Waszych prywatnych przedsięwzięć, które realizujecie u siebie w szkole. Dodajcie odwagi! :-)

Mail kolejnego nauczyciela:
To o czym pisze A., na co zwraca uwagę M. jest mi bliskie. Sama mam podobne doświadczenia. Dziś zmiany wydają się być konieczne i oczywiste. Dlaczego spotyka się, to z takim oporem? przede wszystkim samych nauczycieli. Rodzice, którzy mają odwagę mówić o swoich oczekiwaniach otrzymują odpowiedź: "my też widzimy, że są potrzebne zmiany, ale nas z tego rozliczają i nie możemy pracować inaczej..." Wielu rodziców powtarza za nauczycielami, dyrekcją, że: "najważniejsze są wyniki testów, to one decydują o przyszłości naszych dzieci", co jak wiemy jest nieprawdą.
Wiem, że należy robić swoje...
Dziś miałam radę pedagogiczną i usłyszałam od pani dyrektor: "zakaz opuszczania szkoły w trakcie zajęć dydaktycznych, proszę skupić się na realizacji podstawy programowej..." ;-( Co robić?


Mail nauczyciela liceum:
Mam taki sam problem w szkole, zakaz wyjść w trakcie zajęć lekcyjnych, głównym priorytetem jest realizacja podstawy programowej i to rozpisanej co do godziny. Nie przemawiają nawet argumenty, że malarstwo współczesne o wiele lepiej poznawać, omawiać i opisywać w centrum sztuki współczesnej niż w sali lekcyjnej. Mogę wychodzić, po lekcjach. Pewnie się domyślacie ilu mam chętnych na takie wyjścia w godzinach popołudniowych...
Niezrealizowanie godzinowego wymiaru podstawy programowej jest jak straszak dla nauczycieli, może być podstawą zwolnienia.
Istotne są liczby i dokumenty, to co na papierze.
Niestety to jakimi zasadami kieruje się np. dyrektor w stosunku do nauczycieli przekłada się na to jak oni traktują uczniów.
Nie jest to oczywiście żadna wymówka i usprawiedliwienie.


Mail dyrektorki szkoły:
Wywołana do odpowiedzi piszę w stanie totalnego wzburzenia i załamania. Ja, dyrektor, który usiłuje walczyć z "toksycznymi" nauczycielami, prowadzi nieustającą edukację (nauczycieli) bez przymusu poprzez działanie na świadomość, który wreszcie postanowił wsłuchać się w głos dzieci, dosłownie, z pełnym poświęceniem uwagi, serca i czasu. Ale do rzeczy. Odwiedzam swoich najmłodszych uczniów (I-III) i rozmawiam z nimi o tym, jaki powinien być według nich dobry nauczyciel, nauczyciel ich marzeń. Notuję ich mądre uwagi, ponieważ mam zamiar stworzyć portret dobrego nauczyciela malowany potrzebami dziecka. Po co? Dla kogo? Dla uczniów, aby poczuli się ważni, by mieli świadomość, że ich głos się liczy. Dla nauczycieli, aby mogli zdobyć się na refleksję, może coś w sobie zmienić, może ugiąć kolana i dostrzec swoich uczniów... Rezultat - telefon rodziców do kuratorium z pytaniem: jakim prawem dyrektor przepytuje dzieci!!! To wczoraj. Dziś nieprzyjemny telefon rodzica z pytaniem dlaczego dzieci spędzają przerwy na świeżym powietrzu?! Oto głos dyrektora!
Marzeno, myślałam o założeniu swojej szkoły, ale w takim dniu jak dzisiejszy trochę mi się odechciewa. Bo czy może istnieć szkoła bez "głupoty" rodziców?


Trudno dziś znaleźć kogoś, kto byłby przeciwny zmianom w systemie edukacji. Ale ci, którzy próbują coś zmieniać napotykają na ogromny opór. Nie widać go, bo tkwi w naszych głowach, stare wzorce wydają się jedynymi możliwymi i wiele osób nie umie wyobrazić sobie, że szkoła mogłaby wyglądać i funkcjonować inaczej. Dziewiętnastowieczny pruski model edukacji tak mocno zagnieździł się w sieci neuronalnej niektórych nauczycieli, dyrektorów i rodziców, że gotowi są zwalczać wszelkie próby wprowadzania zmian. Dlatego nasze dzieci chodzą do takich samych szkół, do jakich chodzili nasi dziadkowie. Uczniowie wciąż siedzą w ławkach i słuchają nauczyciela, a ten zapisuje na tablicy to wszystko, czego trzeba się nauczyć. Czy nowoczesność naszych szkół ma polegać jedynie na tym, że ta tablica jest dziś interaktywna?

Perspektywa rodzica:

Jestem mamą bardzo grzecznej dziewczynki, która większości nauczycieli znika z pola widzenia – jest grzeczna, nie sprawia tzw. problemów wychowawczych. Można obok niej posadzić największego łobuza albo dziecko z najtrudniejszym zaburzeniem i polegać na niej w najtrudniejszych sytuacjach. Bardzo zależy jej na akceptacji innych.
Jednocześnie jest bardzo wrażliwą i empatyczną 8-latką. Jest w stanie rozpoznać emocje w sekundę i dostroić się do nich – oczywiście na swój dziecięcy sposób. Doskonale wie, jaki nastrój mają nauczycielki, bo spojrzenie i ton głosu mówią wszystko. I tu sprawy się komplikują...
Zły humor nauczycieli, groźby, kary, czarne punkty, uwagi w dzienniczku, słabe oceny nigdy nie dotyczą jej. Zawsze jednak są źródłem ogromnego stresu. Są potencjalną karą, zagrożeniem. Podobnie jak zapowiedzi testów i same testy.
Nauczyciele, pracując Z KLASĄ, według abstrakcyjnych KRYTERIÓW PODSTAWY PROGRAMOWEJ, bardzo często gubią z oczu dzieci...
Na szczęście często działa rozmowa. A to jej najbardziej brakuje mi w szkole jako rodzicowi.
Poszłam chyba do każdego nauczyciela mojego dziecka. Niestety, często nie były to miłe rozmowy, bo znaczyły mniej więcej tyle: "Pani / Pana sposób "egzekwowania" wiedzy czy umiejętności od dzieci (rygorystyczne ocenianie prac domowych, testy i sprawdziany) w moim domu oznaczają wieczorny stres, ból brzucha i poranny płacz. Proszę zostawić kij i stosować marchewkę. Tylko głaski, dobra atmosfera i zaufanie działają." Na szczęście zadziałały też i rozmowy...
Bardzo mi zależy na tym, żeby moje dziecko czuło się w szkole bezpiecznie, żeby było psychicznie bezpieczne i zaopiekowane. I nie musi mieć tablicy interaktywnej...
Brakuje mi też informacji dla rodziców: jak pracuje nauczyciel i dlaczego. Zwłaszcza ten dobry.
Nauczycielka mojej córki sprawdza ich postępy tak, że nawet o tym nie wiedzą; planuje im ciągle prace grupowe w zabawie i w ruchu (swoją drogą – we wspólnej pracy są bieglejsi niż dorośli wokół); zabiera ich do kina, muzeów, domów kultury; niezbyt często poprawia błędy; niezbyt często stawia oceny – chociaż nie powinna wcale, ale dla "przyzwoitości dziennikowej" daje jakieś punkty i naciągane A+; daje dzieciom czas... Bezcenne z mojego punktu widzenia.
Ale rodzice, prusko uczeni, chcą testów, dyktand i ocen... Rozumiem to. Chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Dobre wyniki na testach są miarą sukcesu. Niestety, znają taką szkołę, do jakiej sami chodzili. Dlatego – znowu – rozmowa jest bezcenna...
A metody? Są bardzo ważne. Oczywiście. Ale wtórne wobec poczucia bezpieczeństwa, zaufania, fascynacji tym, co wspólnie robimy...   


Autor artykułu: Marzena Żylińska. 

                                                   
http://eid.edu.pl/blog/wpis,odkrzeslowic_uczniow,1515.html

Kochani! Zapraszam do dzielenia się swoimi doświadczeniami.

Iwona Puczko
 

92
Myśl i bądź kreatywny / 10 kroków do… bardziej kreatywnego życia na co dzień
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 17, 2014, 19:58:16 »
Jak czuć się bardziej panią lub panem własnego życia?
Jak mieć z niego więcej radości i poczucia, że to my je stwarzamy?


Oto prosty i sprawdzony przepis. Wypróbuj w dowolnej kolejności! Składniki można mieszać, a proporcje zmieniać według swojego uznania☺.

10 kroków

    1. Po pierwsze: Zrób coś inaczej niż zwykle. Nasz mózg potrzebuje stymulacji. Dostarcz mu jej. Pojedź do pracy inną drogą albo pójdź na piechotę. Umyj zęby lewą ręką (jeśli jesteś praworęczny). Włącz stację radiową, której nigdy wcześniej nie słuchałeś. Poczytaj książkę, która zupełnie nie jest w Twoim typie.
    2. Po drugie: Napisz bajkę. Daj się ponieść sile metafory. Stwórz swój świat, swoich bohaterów. Niech przeżywają rozmaite przygody, które doprowadzą do szczęśliwego zakończenia. Potem możesz przeczytać komuś tę bajkę i zapytać o wrażenia.
    3. Po trzecie: Potraktuj swoje dziecko jako nauczyciela. Masz dziecko albo dzieci? Podzielę się z Tobą cytatem z mojej ulubionej książki „Dary codzienności. Poradnik uważnego rodzicielstwa”(Myla i Jon Kabat-Zinn): „Dzieci są ucieleśnieniem tego, co najlepsze w życiu. Żyją w teraźniejszości. Są cudownym kwiatem, czystym potencjałem rodzących się możliwości, wcieleniem nowej energii życiowej, nadzieją. Są tym, czym są i dzielą się z nami swą żywotnością, wydobywając ją także z nas – jeżeli potrafimy uważnie słuchać ich wezwań.”
    4. Po czwarte: Nie odkładaj na później tego, co daje Ci radość i spełnienie. Jeśli masz nową płytę, włóż ją od razu do odtwarzacza, nie czekaj aż się zakurzy! Masz ochotę na chwilę wspomnień? – idź poszukać albumu ze zdjęciami z przedszkola. Nie jutro i nie w przyszły weekend, tylko teraz.
    5. Po piąte: Niech inni ludzie będą dla Ciebie inspiracją. Podchodź do każdego spotkania z prawdziwą ciekawością. Zapomnij na chwilę o swoich przekonaniach i oczekiwaniach wobec danej osoby. Pozwól sobie zobaczyć ją i usłyszeć taką, jaką rzeczywiście jest.
     6. Po szóste: Pójdź na internetową dietę. Odłącz się od sieci na jakiś czas. Parę godzin? Kilka dni? Sprawdź, jak to na Ciebie działa. Co robisz zamiast śmigania w wirtualnej przestrzeni.
    7. Po siódme: Posłuchaj muzyki barokowej Posłuchaj kompozycji takich artystów jak: Fryderyk Haendel, Arcangelo Corelli, Antonio Vivaldi, Jan Sebastian Bach , Francois Couperin, a kiedy skończysz internetową dietę, sprawdź w sieci, dlaczego Cię do tego namawiam.
    8. Po ósme: Przygotuj sobie coś pysznego do jedzenia To może być danie, na które od dawna masz ochotę i znasz doskonale jego smak albo takie, którego zdjęcie zafascynowało Cię na tyle, że postanowiłeś sprawdzić jak smakuje.
    9. Po dziewiąte: Zrób coś, co bardzo lubiłeś robić jako dziecko. Z jakiegoś powodu przestałeś robić coś, co dawno temu sprawiało Ci frajdę (np. głośno śpiewać, siedzieć wieczorem przy ognisku, zbierać i układać kamienie …) Przypomnij sobie, co to było, a potem sprawdź, czy jeszcze to lubisz.
    10. Po dziesiąte: Napisz swój własny przepis na ciekawe życie. Ty jesteś szefem swojego życia i najlepiej wiesz, co Cię w nim fascynuje. Zapisz swój przepis, może stanie się dla kogoś inspiracją

Dziś znalazłam ten przepis na stronie:
http://www.dojrzewalnia.pl/dojrzewalnia_roz/10_krokow_do/10_krokow_do_bardziej_kreatywnego_zycia_na_co_dzien.html

Kreatywność to nie jest cecha przypisana tylko pewnej grupie ludzi. Kreatywny jest każdy człowiek. Jak to ktoś wcześniej napisał na forum, w dzisiejszych czasach godne przeżycie każdego dnia wymaga od każdego z nas właśnie kreatywności.

Iwona Puczko

93
Nasza praca / Odp: Nauczyciele i mobbing, Aneta Zielińska-Sroka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Emil dnia Wrzesień 17, 2014, 09:13:13 »
Bez względne dążenie do władzy, udowadnianie na siłę własnych nie uzasadnionych wartości, potrzeba  wzbudzenia szacunku na który w naturalny sposób się nie zasługuje. Słabi, mali, pozbawieni inteligencji ludzie usytuowani na stanowiskach dzięki układom, wazeliniarstwu, łapówkom, fałszywi do bólu, zniszczą każdego kto spróbuje wytknąć ich słabości i nieudacznictwo. Wszechobecna zawiść, zazdrość, emocjonalne szantaże.
Nie dziwcie się, żyjemy w takim kraju gdzie zupełnie inne kryteria są brane pod uwagę przy doborze kadry kierowniczej.
Przykro mi to pisać, ale aby ułatwić sobie życie i zapewnić względny spokój trzeba zabawić się w aktora, dać im to czego chcą, poznać ich słabości i sztucznie zapełnić tą pustkę w ich głowach.
Każdy inteligentny myślący człowiek poradzi sobie mobbingiem i trzeba z tego korzystać bo życie jest zbyt krótkie aby ciągle się bać.
Gratuluję pomysłodawcom forum kreatywni, zapowiada się obiecująco. Życzę aby wystarczyło wam sił i wytrwałości.
Na koniec. NIE BÓJMY SIĘ, jest o tym na forum bardzo ciekawy artykuł.
Emil.
94
Rodzice / Jak motywować swoje dziecko do nauki?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 16, 2014, 22:22:26 »
 Praktyka szkolna pokazuje, że uczniowie uczą się mechanicznie wtedy, kiedy nie znają celu i przeznaczenia wiedzy, gdy wątpią w jej wartość oraz zastosowanie w życiu. Dziecko, które nie otrzymało odpowiedzi na nurtujące je pytania typu: "Po co ja się tego uczę?", " Jak to wykorzystam? " zapoznaje się z nimi tylko powierzchownie, pamięta je krótko i nie jest w stanie ich zastosować, a nawet odtworzyć.
Co zatem powinien robić rodzic, kiedy musi stawić czoła takiej sytuacji?
W domu czeka go mnóstwo pracy. Przede wszystkim pokazywać dziecku cel uczenia się poszczególnych umiejętności. Małemu dziecku bardzo jasno można wyjaśnić cel nauki czytania – „ Ta umiejętność przyda ci się, kiedy chcesz sprawdzić w gazecie kiedy jest twoja ulubiona bajka”, albo: „Jak nauczysz się liczyć, będziesz mógł sprawdzić ile dni zostało do twoich urodzin”.
Warto obserwować swoje dziecko, poznawać jego zainteresowania i pasje, starać się wyczuwać jakie ma oczekiwania. Z drugiej strony konsekwentnie wpływać na proces uczenia się, kształtować umiejętności i przyzwyczajenia.

                                                                 

Jak je motywować?
Na motywację wpływa zarówno to jaki bagaż doświadczeń ma dziecko, jak również jego otoczenie. To one kształtują gotowość dziecka do uczenia się. Chcąc zrozumieć motywację naszego dziecka warto zwrócić uwagę na to, czy dąży do tego, czego pragnie i unika tego czego się obawia. Warto więc dowiedzieć się czy dziecko uczy się by mieć wiedzę, czy po to, aby uniknąć złej oceny. Ważne jest też to, jak mocno na coś pracuje oraz jak to przeżywa.
Skupmy się zatem na tym, by być nastawionym pozytywnie na wyłapywanie mocnych stron dziecka. Kiedy narysuje pierwsze szlaczki pochwalmy raczej zaangażowanie, zamiast krytykować zagniecioną kartkę. Będzie wtedy chętnie rysować, a zagniecenia z czasem znikną.
Pamiętajmy o tym, że dzieci lubią zasady i konsekwencje. Często się im to nie podoba, ale rosną szczęśliwsze, bardziej ambitne i lepiej przystosowane do życia. Zatem jeśli obiecamy mu coś w zamian za jego zaangażowanie w jakąś czynność pamiętajmy jak ważne jest dotrzymanie słowa.
Kiedy ponoszą porażkę, naszym zadaniem jest pokazać im jak ją przeżyć. Dom powinien być schronieniem, gdzie można "leczyć rany" i gdzie dziecko powinno być akceptowane bez względu na to, jaki popełniło błąd. Kiedy dostanie słaby stopień nie krzyczmy, ale też nie bagatelizujmy tego. Można powiedzieć dziecku: „Ta ocena pokazuje czego się jeszcze nie nauczyłeś i nad tym trzeba mocniej popracować”.
Zwróćmy uwagę na to by częściej chwalić niż krytykować. Z tego drugiego jednak nie rezygnujmy. Pamiętajmy jednak, aby krytyce poddawać działanie dziecka, a nie jego jako osobę. Naszym zadaniem jest umiejętnie korzystać z obu narzędzi wychowania i motywowania. W ten sposób dzieci nie będą bały się naszego niezadowolenia i nie zamkną się przed nami.
Przygotujcie wspólnie miejsce pracy
Ogranicz do minimum wszystko to, co może rozpraszać dziecko. Zadbaj o dobrą atmosferę podczas nauki – zdenerwowane czy przestraszone dziecko nie zapamięta zbyt wielu informacji. Pokaż mu, że ma w tobie oparcie i wierzysz w jego możliwości. Kiedy pomagasz swojemu dziecku w nauce staraj się odnosić do rzeczywistości to, co mu tłumaczysz, wspieraj się przykładami. Mobilizuj do samodzielnego wyszukiwania informacji i ich omawiania. Kiedy zupełnie sobie nie radzi z jakimś zadaniem pomóż mu, żeby zupełnie nie zwątpiło w siebie. Pokaż mu, że ty czasami też czegoś nie wiesz albo popełniasz błędy. Słuchaj uważnie tego, co mówi i nie przerywaj mu. To nauczy go szacunku do rozmówcy.
Postaraj się pokazać mu, że nauka może być pasjonującą wyprawą do tajemniczego świata, podczas której stanie się detektywem, naukowcem i czarodziejem. Jeżeli zaczniecie w ten sposób to macie szanse na to, że dziecko się usamodzielni w zdobywaniu wiedzy, będzie zmotywowane, a wasza relacja będzie oparta na zaufaniu.

Na pewno nie możemy mówić o motywacji pieniężnej. To droga donikąd.

NINTU - Pracownia psychologiczna

Artykuł na stronie : http://czasdzieci.pl/ro_artykuly/id,297ec6.html. Znajdziemy tu wiele ciekawych rzeczy, informacji. Zachęcam do odwiedzenia.

Iwona Puczko

95
Nasza praca / Zmiana paradygmatu nauczania
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 16, 2014, 17:58:04 »
Sir Ken Robinson (ur. 4 marca 1950 w Liverpoolu) – jest uznanym w skali światowej pisarzem, mówcą i doradcą, liderem w dziedzinie rozwoju kreatywności, innowacyjności i zasobów ludzkich. Współpracował z rządami państw w krajach Europy i Azji, z międzynarodowymi agencjami, firmami z Fortune 500, narodowym i stanowym systemem edukacji USA, organizacjami non-profit i z niektórymi wiodącymi światowymi organizacjami kulturowymi: Komisja Europejska, UNESCO, Rada Europy, Royal Shakespeare Company, Liverpool Institute for Performing Arts, Royal Ballet, Hong Kong Academy for Performing Arts czy Education Comission of the States. 
Mieszka w Los Angeles ze swoją żoną Marią-Teresą (z domu Watts) oraz dwójką dzieci: Jamesem oraz Kate.
Urodził się w Liverpoolu w Anglii, jako jeden z siedmiorga dzieci w rodzinie robotniczej. Uważa, że to jego wspaniała rodzina zainspirowała go do bycia dożywotnim adwokatem edukacji.

http://www.youtube.com/v/_wxcXd5Cnv8&fs=1&wmode=transparent   

Więcej o jego przekonaniach, zasadach, poglądach na stronie:
http://www.kenrobinson.pl/

Jestem fanem sir KENA.  :)  Na wiele spraw związanych z edukacją mamy podobne lub takie same poglądy. Polecam jego twórczość, równie wspaniałą jak osobowość.


Iwona Puczko
96
Rodzice / Odp: Wrzesień i zebranie z rodzicami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez malowina dnia Wrzesień 16, 2014, 15:22:55 »
Taka sytuacja którą opisała pani Ania jest już rytuałem każdego rozpoczynającego się roku szkolnego. Najprościej by ująć że taki klasowy zespół rodziców jest taką mini sytuacją odwzorowującą naszą całą sytuację w kraju.
To powinno być bardzo prosto ustalone. W chwili zapisania dziecka do szkoły rodzicowi wręcza się regulamin który jasno i czytelnie ustala zasady panujące w danej placówce, określa twardo i czytelnie konsekwencje jakie wynikają w razie jego nie przestrzegania, prosi się o czytelny podpis obojga rodziców lub opiekunów i zachowuje w aktach szkoły. Myślę że  to bardzo pomogłoby nauczycielowi dając podstawę egzekwowania ustalonych zasad.
Ale wszyscy wiemy jak praktycznie to działa. Możliwe że są tacy rodzice którzy właśnie w takich sytuacjach mają jedyną okazję zaistnieć i choćby w najmniejszym stopniu zademonstrować swoją ważność.
Dobrze że poruszony został ten temat. Jestem bardzo ciekawa jak to się odbywa w innych szkołach i czy wszędzie są takie problemy.
97
Nasza praca / Nauczyciele i mobbing, Aneta Zielińska-Sroka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez malwa dnia Wrzesień 16, 2014, 08:25:36 »
Środowisko związane z edukacją jest jednym z najbardziej dotkniętych przez działania mobbingowe. Problem dręczenia nie dotyczy tylko uczniów, ale także pracowników oświaty.
 
Współcześnie w środowiskach zawodowych coraz częściej dochodzi do konfliktów, które nierzadko tworzą patologiczną sytuację w miejscu pracy. Kiedy konflikt trwa przez dłuższy czas bez podejmowania prób jego rozwiązania, nie jest on już tylko zwykłym nieporozumieniem czy różnicą poglądów, lecz szczególnym rodzajem konfliktu zwanym mobbingiem. Jego przyczyna tkwi zarówno w postawach i zachowaniach pracowników, jak i przełożonych. W sytuacji, w której mamy do czynienia z działaniami mobbingowymi, mówimy o długotrwałych, systematycznych i negatywnych zachowaniach, takich jak ośmieszanie, obrażanie, nękanie, zastraszanie ze strony pracodawcy lub współpracowników.
Wywołują one napiętą atmosferę w miejscu pracy i często prowadzą do pogorszenia się stanu zdrowia pracownika, a co za tym idzie częstej absencji zatrudnionego, z odejściem z pracy włącznie.
Przyczyn takich zachowań może być wiele, od złej struktury i deficytów w organizacji pracy, po bezrobocie. Pracownicy obawiają się zgłosić zaistniały problem z uwagi na negatywne konsekwencje, natomiast pracodawcy wykorzystują niesprzyjające dla pracowników warunki na rynku pracy. Taka sytuacja, utrzymująca się przez dłuższy czas, skutkować może nie tylko obniżeniem proponowanych wynagrodzeń nowo zatrudnionym pracownikom, ale także większą śmiałością, bezwzględnością pracodawców, a nawet łamaniem przez nich praw pracowniczych oraz poczuciem bezkarności. Pracownik, bojąc się sprzeciwić pracodawcy i utracić pracę, jest bardziej uległy i pokorny.
Skala zjawiska wzrasta, na co wskazują badania i pojawiające się coraz liczniej organizacje antymobbingowe, do których pracownicy mogą zgłosić się ze swoim problemem i uzyskać pomoc prawną, psychologiczną oraz odbyć szkolenia mające na celu skuteczniejsze radzenie sobie z niewłaściwymi zachowaniami przełożonego bądź współpracowników. Powstają również strony internetowe z poradami, informacjami i forami dyskusyjnymi na temat mobbingu.
Co mówią badania?
Dobrze obrazują skalę i społeczne uwarunkowania mobbingu w Polsce badania przeprowadzone przez Katarzynę Delikowską (2004), w których 39,5% respondentów spełniało kryteria osoby mobbingowanej oraz CBOS (2002), gdzie co szósty pracownik (17%) twierdził, że w ciągu ostatnich pięciu lat był szykanowany przez swego przełożonego. Według Leymanna (1996) mobbing może wystąpić wszędzie tam, gdzie ludzie ze sobą współpracują. Najczęściej dominują w tym obszarze branże związane z lecznictwem, opieką socjalną, edukacją, zwłaszcza duże firmy (26%), lecznictwo (9%), szkolnictwo (9%), bezpośrednia obsługa klienta (9%), ośrodki badawcze (9%), handel (9%).
Środowisko związane z edukacją jest jednym z najbardziej dotknię- tych przez działania mobbingowe. W szkolnictwie mamy do czynienia ze sztywną hierarchią pracowników, gdzie istnieją małe szanse na awans. Dyrektorzy wybierani są zazwyczaj na długie lata, najczęściej do momentu osiągnięcia wieku emerytalnego, a czasem nawet i dłużej.
To pozwala im czuć się pewnie na tym stanowisku i często wykorzystywać je do swoich osobistych rozgrywek. Zjawisko mobbingu obecne jest często wśród nauczycieli młodych, nie pracujących na cały etat, którzy obarczani są nadmiarem obowiązków, obwiniani za niewłaściwe postępowanie i rozwiązywanie problemów z uczniami (Hirigoyen, 2003).
Istnieją pewne indywidualne czynniki narażające osobę na działania mobbingowe. Właściwościami tymi mogą być cechy powszechnie spostrzegane jako pozytywne i predystynujące pracownika do odnoszenia sukcesów, tj. kreatywność, wysoki poziom wykształcenia, umiejętności i zdolności. Te cechy w sytuacji rywalizacji czy wykonywania zadania ze współpracownikami mogą stanowić zagrożenie, a mobbing ze strony współpracowników też jest częsty - około 12% przypadków (Hirigoyen, 2003).
Badania Pomorskiego Instytutu Demokratycznego z 2002 roku prowadzone na grupie przedstawicieli oświaty (nauczyciele, pedagodzy, wychowawcy), pokazały, że skala tego zjawiska jest zastraszająca. Aż 62,5% respondentów deklarowało, że było poddawanych działaniom mobbingowym dłużej niż pół roku (Kmiecik-Baran, Rybicki, 2004, czytaj także: Merecz, Mościcka, Dra- barek, 2005). Skutkami takich działań były: brak motywacji do pracy (23,1%), mniejsza efektywność w pracy (17,3%), straty finansowe (9,39%), zmiana pracy (8,4%), zwolnienia lekarskie (5,5%), myśli samobójcze (2,64%).
Ofiarami mobbingu zwykle nie są osoby wcześniej dotknięte jakąś patologią lub szczególnie słabe. Przeciwnie, bardzo często zjawisko pojawia się, gdy ofiara reaguje na autorytaryzm szefa i odmawia podporządkowania się. Jest wśród nich wiele osób skrupulatnych, odznaczających się pracowitością, szczególnie zaangażowanych w pracy, przewyższających wykształceniem i kompetencjami zwierzchników, którzy nie mają porównywalnego z nimi przygotowania. Mobbing może dotykać także osoby odrębnej płci, rasy, religii itp., posiadające coś, czego inni nie mają, np. młodość, urodę, bogactwo, komunikatywność itd. Celem działania sprawcy jest psucie opinii ofiary i szkodzenie jej aż do usunięcia z zajmowanego stanowiska (OSA, 2006).
Jak powietrze
Pracownicy mogą sami próbować walczyć z tą patologią, jednak jest to utrudnione, gdy mobberem jest bezpośredni przełożony. Wówczas nie mogą mu się poskarżyć na zaistniałą sytuację. Kiedy takie działania podejmują współpracownicy, można zgłosić przełożonemu, najlepiej na piśmie, zachowania, jakie mają miejsce w zakładzie pracy. Niestety, robi to jedynie 5,24% pracowników. Pracownik powinien jak najszybciej reagować, by nie zostać wciągniętym w sytuację, z której nie ma już wyjścia. Choć często działania mobbingowe pojawiają się w ukryciu, pracownik powinien dokładać wszelkich starań, by zbierać dowody na nieetyczne zachowania, zapewnić sobie świadków, szukać wsparcia wśród kolegów z pracy (39,1%) lub w rodzinie (36,3%). Jednak często pracownicy pozostawieni są sami sobie i w większości przypadków ignorują (25,19%) lub unikają ataków (19,95% przypadków).
Na przełomie 2005 i 2006 roku przeprowadziłam na potrzeby pracy magisterskiej (pod kierunkiem prof. Ireny Heszen-Niejodek) badanie na grupie 74 nauczycieli pracujących w placówkach edukacyjnych na terenie Polski. Nauczyciele ci uczyli w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i średnich. Dzięki zastosowaniu ankiety Katarzyny Delikowskiej, uzyskałam solidny materiał opisujący problem mobbingu w polskich szkołach. Niestety, problematyka badania spotkała się z dużą niechęcią ze strony dyrektorów szkół, z których próbowałam uzyskać dane. W związku z tym docelowymi placówkami, gdzie zbierałam materiał, były miejsca zajmujące się dokształcaniem kadry nauczycielskiej.
Wyniki pokazują, że każda z badanych osób przynajmniej raz spotkała się z działaniami mobbingowymi w swojej szkole. Dominowały wśród nich: zaniżenie oceny, deprecjonowanie zaangażowania w pracę, obgadywanie oraz kwestionowanie podejmowanych decyzji. W następnej kolejności lokują się działania, takie jak: krytyka wykonywanej pracy, brak możliwości zabierania głosu, stosowanie różnych bezosobowych aluzji przez mobbera. Za istotnie częste należy też uznać unikanie kontaktów z ofiarą oraz traktowanie ofiary "jak powietrze".
Działania mobbingowe wśród nauczycieli można uznać za długotrwałe i intensywne, ponieważ część badanych (aż 25%) doświadczała ich w przedziale od ponad jednego do 1,5 roku, a podobna grupa doznawała ich przez ponad dwa lata i dłużej. W literaturze traktującej o zjawisku mobbingu mówi się o przynajmniej półrocznym trwaniu takich działań.
Ukryty problem
Wiadomo, że trudno jest zauważyć i walczyć z problemem mobbingu, zwłaszcza kiedy ma on miejsce w ukryciu. Tak właśnie jest z grupą badanych przeze mnie nauczycie- li, gdzie większość podała, że do działań mobbingowych dochodziło bez udziału osób trzecich.
Sprawcą działań mobbingowych najczęściej była jedna osoba, bezpośredni przełożony ofiary, czyli dyrektorzy szkół (z tego może wynikać odmowa dyrekcji danej szkoły na udział w badaniu). Prawdopodobnie dyrektorzy, obawiając się utraty swojego autorytetu, swojej nienaruszalnej pozycji w szkole, nie chcieli pokazywać, z czym można się tam zetknąć. W 1/3 przypadków mobberem była inna osoba bezpośrednio współpracu- jąca z ofiarą - inni nauczyciele. Ko- biety częściej odbierały działania mobbingowe ze strony kobiet, natomiast mężczyźni przez współpracowników mężczyzn.
Reakcje ofiar na zaistniałą sytuację były podobne - najczęściej badani ignorowali działania mobbingowe, a niektórzy próbowali je zaakceptować. Niemal wszyscy badani podejmowali próby rozmowy o wydarzeniach, do których dochodzi w ich środowisku pracy, a jako główną grupę, z którą rozmawiali wskazywali kolegów, a następnie rodzinę. Nauczyciele bezpośrednio doświadczający działań mobbingowych, szukali oparcia głównie w rodzinie, dopiero na drugim miejscu byli koledzy.
Koszty ponoszone przez osoby mobbingowane to przede wszystkim straty finansowe, mniejsza efektywność w pracy, brak motywacji do pracy, zwolnienia lekarskie. W efekcie placówkę edukacyjną, w której występuje mobbing, charakteryzuje wysoka absencja pracowników w wyniku choroby, a także zmniejszona wydajność pracy. Sprawcy działań mobbingowych najczęściej nie ponoszą żadnych konsekwencji, a nawet podnoszą swoją pozycję w firmie, rzadko się zdarza, że tracą zaufanie innych współpracowników.
Istnieją także pewne cechy zakładu pracy (tutaj placówki edukacyjnej), sprzyjające występowaniu działań mobbingowych. Głównie jest to sztywna hierarchia formalna, zły obieg informacji, niejasne kry- teria oceny pracowników. Według badanych są też pewne cechy charakterystyczne dla sprawcy-mobbera, tj. wysoka pozycja zawodowa, odwracanie uwagi od swoich błędów, zazdrość.
Dzięki wynikom tak licznych badań widzimy, że problem agresji, konfliktów w szkołach nie dotyczy jedynie uczniów i nie tylko między nimi jest rozgrywany. Problemy dotyczące uczniów są o wiele częściej eksponowane przez media, natomiast problemy między nauczycielami są raczej niedostrzegane. Dzieje się tak, ponieważ zjawisko mobbingu i agresji między nauczycielami a dyrekcją jest zwykle dobrze ukrywane.
Niestety, pracownicy nie wiedzą też często, jakie mają prawa i gdzie mogą się zgłosić ze swoim problemem. Dzięki ustawie, która weszła w życie 1 stycznia 2004 roku, wprowadzającej pojęcie mobbingu do polskiego prawa pracy (art. 94[3] § 2 Kodeksu pracy), pracownicy są chronieni i mogą w sądzie dochodzić swych praw. Warto również wprowadzić obowiązek szkoleń i podjąć działania promujące walkę z mobbingiem w polskich szkołach, w przeciwnym wypadku zarówno pracownicy, jak i pracodawcy pozostaną z tym problemem sami. A sprawcy nadal będą mogli czuć się bezkarni.

Pozwoliłam sobie podzielić się tym artykułem ponieważ sama, osobiście byłam zaangażowana w podobne wydarzenia. Na szczęście nie jako bezpośrednia ofiara, ale dzięki tej sytuacji zrozumiałam jak łatwo można zniszczyć drugiego człowieka, który z racji swojej pozycji nie potrafi się skutecznie obronić.

Artykuł znajduje się na poniższej stronie:
http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/133-praca/1517-nauczyciele-i-mobbing-aneta-zielinska-sroka.html

Malwina
98
Piękno w prostocie / ANNA JANKOWSKA-WIŚNIOS o HULTAJU polskim
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 15, 2014, 21:37:53 »
http://www.youtube.com/v/6OxAkJetY-8&fs=1&wmode=transparent 

Fragment wywiadu:

...W firmie jesteś projektantką, osobą odpowiedzialną za kontakt z klientami, podwykonawcami, jeździsz na targi mody, jednocześnie – w domowym zaciszu jesteś szczęśliwą mamą i żoną. Jest jakaś uniwersalna recepta na pogodzenie życia zawodowego z macierzyństwem i bycie aktywną mamą?

Chyba wszystkie kobiety są mistrzyniami wielozadaniowości. Firma pochłania ogromne ilości czasu i muszę się teraz nauczyć istnieć w rodzinie na nowych warunkach. Dotychczas było tak, że po prostu wyjeżdżałam. Znikałam na próbach w innym mieście, a kiedy wracałam, poświęcałam córce i mężowi cały swój czas. Teraz jestem w domu, ale czasu, który mogłabym poświęcić rodzinie w całości, mam mniej. Staram się wytworzyć w sobie umiejętność oceniania ważności spraw, robienia listy priorytetów. Co jest ważniejsze teraz – poczytanie córce, czy odebranie maila, który może poczekać pół godziny. Ale uczymy się też tego, że są sprawy, które poczekać nie mogą. Mam wrażenie, że to uczy naszą córkę większej samodzielności i odpowiedzialności. Recepty uniwersalnej pewnie nie ma. Ale można chyba powiedzieć, że jednym z kluczy do godzenia wielu funkcji jest spokój i robienie listy „spraw do załatwienia” na bieżąco.

Kobiety po urodzeniu dziecka często ulegają presji społecznej, wiążącej się z rezygnacją z kariery zawodowej  i pozostaniem w domu z dzieckiem, mimo chęci aktywności zawodowej. Odczuwałaś kiedyś taką presję, bądź miałaś chwile zwątpienia, że być może nie dasz rady pogodzić tych dwóch sfer?

Wróciłam do aktywnej pracy, kiedy córka miała 6 tygodni. Czułam wtedy wielki strach, że nie potrafię zapanować nad zmianami, które zajdą w moim życiu i że muszę działać natychmiast. Teatr nie jest przyjaznym miejscem dla mam. Nie toleruje spóźnień, zwolnień, chorób. Nie jest elastyczny i nikogo nie interesuje, że dziecko właśnie śpi albo ząbkuje. Nie jest to łatwe, bo sztuka wymaga dużej dozy egoizmu, stawiania na samorozwój. Trzeba być gotowym na wyjazdy, warsztaty. A macierzyństwo kieruje kobietę w stronę przeciwną. Znam mamy, które usłyszały po urodzeniu dziecka, że „przestały być twórcze”, „przestały się rozwijać”. Byłam taką perspektywą przerażona. Chciałam za wszelką cenę pozostać sobą, taką jaką byłam wcześniej. Ale jednocześnie być dobrą mamą. To kosztowało mnie tak wiele, ze nawet nie zauważyłam, jak wpędziłam całą rodzinę w koszmar mojego poczucia winy na każdym froncie. Sama byłam tak przerażona i sfrustrowana, że zaczęłam ciężko chorować, ale mimo tej choroby cały czas pracowałam i jeździłam. Któregoś dnia zrozumiałam, że tak dalej nie dam rady, że muszę podjąć decyzję, która zmieni całe moje życie. Nie mogę się tłumaczyć światu z faktu, że jestem Matką. Jestem nią i już. A więc musi być tylko jedna instytucja przed którą odpowiadam. Moja rodzina.

Skąd pomysł akurat na Hultaja?

Pomysł na Hultaja powstał w samochodzie. Jakiś czas wcześniej założyliśmy już z mężem firmę, która robiła artystyczne nosidła mei tai dla dzieci. Poświęcaliśmy tym nosidełkom mnóstwo czasu starań, bo prawie każde z nich było inne – ze skomplikowanym haftem, aplikacjami z jedwabiu. Żeby zrobić jedno nosidełko, miesiącami szukałam odcieni tkanin. Byliśmy tym zmęczeni i ciągle szukaliśmy pomysłu na to, co dalej. Pewnego dnia usiadłam i zaczęłam rysować dzieci w ubrankach. Przyjrzeliśmy się rysunkom i już wiedzieliśmy, że to jest właśnie to. Pozostawała sprawa nazwy. Wracaliśmy samochodem z wakacji zimowych, mała spała, a my wymyślaliśmy. Nie pamiętam, które z nam pierwsze użyło tego sformułowania, ale pamiętam, że kiedy padło ” Może…Hultaj? Czekaj, nie! Hultaj Polski!” , wiedzieliśmy obydwoje, że takie właśnie będą nasze ciuchy. Hultajskie.

Hultaj dla każdego, czy tylko dla hultajów?

Hultaj dla hultajów. Przecież każdy z nas ma w sobie hultaja :) Wystarczy tylko się lepiej przyjrzeć.

Chwalisz sobie bliski i dobry kontakt z klientem, dlaczego? Przy dzisiejszej wszechobecnej masówce to rzadko spotykane.

Marketingowo idziemy pod prąd w wielu sprawach. Dla mnie firma nie jest metodą na szybkie wzbogacenie się. Firma jest sposobem na kontakt z ludźmi. Sprzedaję szczególne ciuchy szczególnym ludziom. I chcę ich poznać.

Z czego czerpiesz inspiracje, tworząc projekty ubrań? Na co zwracasz szczególną uwagę przy ich tworzeniu?

Inspiracja :) Na to pytanie odpowiadałam całe życie. Skąd pomysł na spektakl? Skąd pomysł na ubrania? Nie wiem. Mówię to zupełnie szczerze. Inspiracja to coś, co otacza nas zewsząd. Kolor nieba, obejrzany film i rozmowa z przyjaciółkę potrafią czasem wytworzyć taki miks, z którego powstaje spektakl albo kurtka. Wystarczy patrzeć, chwytać i korzystać. Przy projektowaniu ubrań zwracamy szczególną uwagę na wygodę. Hultaj musi czuć się swobodnie. Nasze ubranka muszą być też łatwe do uprania. No i proste. Bo hultajom przystoi prostota, która jest zarazem elegancją.

Masz już jakieś plany na rozwój firmy w przyszłości?

Firma rozwija się jak szalona. Okazuje się, że Hultaje są wszędzie. W Polsce i za granicą. Mam marzenie, które ma szanse na spełnienie tej jesieni. A tym marzeniem jest sklep stacjonarny. Jesteśmy już blisko, coraz bliżej. A dalsze plany? Hultaja mojego widzę ogromnego :) Widzę go w Paryżu, w Madrycie i w Moskwie. Widzę go też w Radomiu, w Skierniewicach. Już chodzi po Brukseli i po Londynie. A potem? Kto wie, dokąd dotrzemy.

Z Anną Jankowska-Wiśnios rozmawiała Magdalena Smolarczyk

 My, klasa II A cieszymy się bardzo, że taka osobowość zwróciła uwagę na nasze zajęcia z projektowania wyglądu bluzek, według pomysłów dzieci.
Pozdrawiamy HULTAJA POLSKIEGO życząc niewyczerpanego źródła pomysłów.

Iwona Puczko i klasa II A



99
Rodzice / Odp: Wrzesień i zebranie z rodzicami
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 15, 2014, 21:13:00 »
A pomyślał ktoś o tym, jak czuje się w tej sytuacji nauczyciel? Potem jest za wszystko obwiniany. A my po prostu musimy takie zebranie przeprowadzić. Klasa szkolna to taka mała firma. Wyobrażacie sobie dobrze działającą firmę bez zarządzających nią ludzi, bo jeden człowiek może być prezesem, ale zbyt dużo jest spraw związanych z rozwojem i sprawnym działaniem i sam nie jest w stanie nad wszystkim zapanować. Dlatego musi mieć zarząd. Nauczyciel to taki prezes a trójka klasowa to zarząd. Nie rozumiem więc czemu ci , którzy mają nią zarządzać tak się przed tym wzbraniają. Przecież to zaszczyt. A reszta firmy rodzice wpłacaćy, gdyby wiedziała, że za samo dyskutowanie nie na temat, oczernianie innych zostanie po prostu wylana z firmy - szkoły, klasy, na pewno, albo by siedziała cicho, albo myślała kreatywnie jak wspomóc swoje dzieci w rozwoju, a nie je blokować swoją roszczeniową postawą.

Składki klasowe? Nie musi ich być. Kiedy zbliża się bal, czy inna uroczystość dzieci są dzielone na grupy. Każda dostaje przydział co powinna przynieść, aby mieć co jeść i pić. Czy 10 zł to za dużo, w dzisiejszych czasach? Wpłata na radę Rodziców? Moi rodzice wpłacali, chociaż pracował tylko ojciec. Dlaczego dziś nie mieli by rodzice wpłacać? Że za wysoka kwota? Wpłać choć 10 zł, na tyle stać każdego.
Ubezpieczenie? Że nie trzeba koniecznie płacić? Pewnie, że nie. Tylko niech rodzice mają tę świadomość, że w razie wypadku nie dostaną żadnego odszkodowania. Czy ewentualne cierpienie dziecka jest warte tych pozornych oszczędności?
Pomyślcie, zastanówcie się Drodzy Państwo.

Iwona Puczko
100
Szkoła Podstawowa Nr 2 w Białej Podlaskiej / Kreatywne fragmenty lekcji
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Wrzesień 15, 2014, 20:20:09 »
Kreatywne mogą być nie tylko całe cykle lekcyjne. Doskonale nadają się do tego również fragmenty lekcji.
Przedstawiam ten czas, kiedy uczniowie po napisaniu kilku poznanych wcześniej słów z trudnościami ortograficznymi,  zamienili się zeszytami. Mieli za zadanie otworzyć podręcznik na stronie, gdzie znajdowały się te wyrazy i zieloną kredką skreślać źle napisane przez kolegów wyrazy. Jak widać w relacji zdjęciowej podeszli bardzo poważnie do zadania, z pełnym zaangażowaniem. W domu zadaniem wszystkich uczniów było poprawienie pisowni całych wyrazów, do których ,,chochlik'' wstawił błąd.
Uczniom bardzo podobają się takie formy, kiedy stają się niejako nauczycielami. Mają okazję poznać pracę nauczyciela, poczuć te emocje, które mu towarzyszą podczas pracy.









 

Iwona Puczko
Strony: 1 ... 8 9 [10]