Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Sport / Odp: Badania piłkarskie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Fighter dnia Listopad 13, 2018, 13:05:32 »
Gram 15 lat jako wychowanej w GKS aktualnie w Ruchu. Jak miałem 16 lat szłedłem z dorosłymi ale teraz z tego co widze to się zmieniło i idziesz dopiero jak masz 18 (chyba lepiej ;) Tak jak chłopaki pisali. Jednego dnia EKG i krew drugiego idziesz na bilans i standardowe badania jak co 6
 miesięcy: wzrost, waga, obwód klatki, pytania o kontuzje i inne poblemy ze zdrowiem i takie tam. Potem mierzy ciśnienie, obsłucha, pomaca jaja, na chwile ci w dupe popatrzy i będziesz wolny. Jak będzie służbista to jeszcze na kozetce ci nogmi porusza chwile. Najlepiej na wszystko mów że nic ci nie jest bo ci nie podbije badań tylo wyśle na dodatkowe badania. Lepiej jak już będziesz miał podbite się przyznać że coś ci dolega (o ile w ogóle)
2
Sport / Odp: Badania piłkarskie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Wolan92 dnia Listopad 09, 2018, 15:18:16 »
Obecnie w Odrze pykam we wszystkich klubach bdania wyglądały tak samo jak ci Pogoń91 opisał. Nie stresuj się bo raczej co 6 miechów cie to czeka. Przywyczaj się po porostu i tyle.
3
Sport / Odp: Badania piłkarskie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Pogoń91 dnia Listopad 05, 2018, 12:56:02 »
Nie wiem czy pomogę bo ja trenuje koszykówke (badania mamy łączone z sekcją siatkóki) ale z tego co się orientuje to wszyscy mają podobnie. Najczęściej jednego dnia masz labratorium czyli mocz, krew, EKG. Następnego dnia idziesz na bilans i standardowo jak w juniorach starszych: wzrost, waga, obwód klatki piersiwej. Do lekarza: zmieży ciśnienie, zrobi wywiad, omówi wyniki, obsłucha, majtki w dół poogląda czy wszystko masz na sowim miejscu potem na chwile tyłem wypniesz się popatrzy w kakałko czy tam wszystko ok i tyle. Jak nie będziesz wymyślał sobie chorób to 15 minut i będziesz miał na 6 miechów spokój.
4
Sport / Badania piłkarskie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez MKS dnia Listopad 05, 2018, 11:14:28 »
Cześć. Mam pytanie jak wyglądają badania w klubie ale nie pytam o juniorów tylko już dorosłych. Różnie się słyszy a chciał bym wiedzieć jak.
5
Myśl i bądź kreatywny / Buty
« Ostatnia wiadomość wysłana przez wald.swiat dnia Sierpień 27, 2018, 14:59:13 »
Ostatnio wkręciłem się (tak wiem, że to zabrzmi głupio) ale w sznurówki. Dokładnie chodzi mi o sposoby ich wiązania. Nie myślałem nigdy nad tym, raz koleżanka przyszła w dziwnie zawiązanych butach i później sam zacząłem się tym bawić. Może macie jakieś swoje pomysły jak zawiązać buty? Ja ogarnąłem artykuł ten: https://skora24.pl/aktualnosci/26_8-niebanalnych-sposobow-na-wiazanie-butow.html i póki co wypróbowałem te 8 sposobów. Jak macie coś czego tu nie ma to byłoby super jakbyście wstawili!
6
Piękno w prostocie / Odp: Sztuka fotografii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez MarcinW dnia Sierpień 10, 2018, 10:29:10 »
Nie wyświetlają się zdjęcia
________
Taxi Klodzko
7
Gry / Minecraft
« Ostatnia wiadomość wysłana przez expo289 dnia Wrzesień 28, 2017, 10:02:43 »
Witam,
Czy są tutaj rodzice dzieci, które grają w Minecraft?
Wiem, że istnieje jakaś edukacyjna wersja tej gry.
Bardzo chętnie dowiem się więcej, bo moje dzieci
i tak za dużo poświęcają czasu tej grze.
Bardzo pozdrawiam i dzięki za każdą radę :)
8
Iwona Puczko / System edukacji w Finlandii
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Lipiec 23, 2017, 12:32:42 »
7 zasad fińskiego cudu edukacyjnego

                              MOŻEMY PRZYGOTOWAĆ UCZNIÓW DO EGZAMINÓW ALBO DO ŻYCIA.
                                                      WYBIERAMY TO DRUGIE.

                                                                     – pedagodzy fińscy.


Fiński system edukacyjny uważany jest za jeden z najlepszych na świecie. Według badań międzynarodowych przeprowadzanych przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (trzy razy w roku) szkoły fińskie wykazują się najwyższym wskaźnikiem wiedzy na świecie. Ich uczniowie wypadają fantastycznie z nauk przyrodniczych oraz matematyki. Ponadto, czytają najwięcej ze wszystkich dzieci i młodzieży na planecie. Ale to nie to najbardziej zadziwia środowisko pedagogów. Najbardziej zaskakującym jest fakt, że uczniowie z Finlandii należą do grupy, która w ciągu roku poświęca na naukę najmniej czasu.

Szkolnictwo w Finlandii jest powszechne, państwowe i bezpłatne. Szkoła obowiązkowa trwa 9 lat. Dzieli się na sześcioletni cykl nauczania początkowego oraz trzyletni cykl drugiego stopnia zorientowany przedmiotowo.
 

                                                  7 ZASAD FIŃSKIEGO CUDU EDUKACYJNEGO

                RÓWNOŚĆ

    wszystkich szkół – nie istnieją szkoły dla "elit" lub szkoły "przeciętne". Największa szkoła liczy 960 uczniów, a ta najmniejsza 11. Wszystkie szkoły wspomagane są takimi samymi środkami – proporcjonalnie do swego rozmiaru. Prawie wszystkie szkoły są państwowe (istnieje niewielka grupa szkół w części sprywatyzowanych). Szkoły, w których rodzice płacą dodatkowe czesne opierają się na konkretnym modelu pedagogicznym (np. Montessori) i są nieco bardziej wymagające w stosunku do swoich uczniów. Płatnymi są również instytucje, które zapewniają naukę trzech języków jednocześnie: angielskiego, francuskiego oraz niemieckiego.
    Do niedawna Finowie nie mogli dokonywać wyboru szkoły dla swojego dziecka i zobligowani byli do zapisania dziecka do szkoły zlokalizowanej najbliżej. Nakaz ten został zniesiony ale mimo to większość rodziców nadal wozi swoje dzieci do szkół w okolicy, gdyż i tak wszystkie są równie dobre;

    wszystkich przedmiotów – nie jest dobrze widziane faworyzowanie niektórych przedmiotów. W Finlandii wcale nie uważa się, że matematyka jest bardziej ważna niż na przykład nauka o sztuce. Wręcz przeciwnie, jedynym wyjątkiem jest tworzenie grup specjalnych dla uczniów z pasją do muzyki, sztuki i sportu;

    wszystkich rodziców – informacja dotycząca profesji lub statusu społecznego rodziców jest przekazywana kadrze pedagogicznej tylko w wyjątkowych przypadkach. Nie pozwala się na robienie żadnych pytań dotyczących tego aspektu;

    wszystkich uczniów – Finowie nie klasyfikują dzieci i młodzieży według ich uzdolnień. Nie ma uczniów "dobrych" czy "słabych". W Finlandii zabrania się ich porównywania. Finowie cenią sobie integrację społeczeństwa, a także wkładają duży wysiłek w utrzymywanie relacji z osobami, które wymagają szczególnej uwagi. Oczywiście szkoły są również bardzo przyjazne dla osób niepełnosprawnych. Przepaść między fińskimi uczniami dobrymi i słabszymi jest najmniejsza na świecie;

    wszystkich nauczycieli – nie ma nauczycieli ulubionych oraz tych nienawidzonych. Wszyscy traktowani są z równym szacunkiem – zarówno przez uczniów, rodziców, jak i we własnym gronie pedagogicznym. Taką samą wagę przywiązuje się do wszystkich specjalizacji – nauczyciel muzyki jest tak samo ważnym pedagogiem jak nauczyciel fizyki;

    praw dorosłych i praw dzieci – już na początku edukacji dzieciom mówi się wiele o ich prawach, a także uświadamia się, że w każdej chwili mogą zgłosić swoje skargi na dorosłego pracownikowi socjalnemu. Takie podejście stymuluje rodziców do traktowania swoich dzieci jako indywidualistów, których nie można obrażać słownie ani fizycznie.
     

BEZPŁATNY DOSTĘP

    do nauki samej w sobie;
    do posiłku w stołówce szkolnej;
    do wizyt w muzeach i zajęć dodatkowych;
    do transportu – jeżeli szkoła jest oddalona o więcej niż dwa kilometry – dzieci są do niej przywożone i odwożone busami;
    do książek, zeszytów, kredek, długopisów, kalkulatorków, a nawet do laptopów oraz tabletów.
     

INDYWIDUALIZM

    Dla każdego ucznia projektuje się indywidualny plan nauki oraz rozwoju.
    Podejście indywidualne znajduje odzwierciedlenie w dostosowaniu książek, zadań i ćwiczeń (wykonywanych w czasie lekcji oraz w domu), a także czasu potrzebnego na ich wykonanie do możliwości każdego ucznia.
    W czasie lekcji uczniowie rozwiązują zadania dostosowane do swoich możliwości (jedne mają wyższy, a inne niższy poziom trudności, ale wszystkie obejmują podobny materiał). Dziecko oceniane jest na podstawie poziomu, który reprezentuje. Jeżeli dzisiaj uczeń potrafił rozwiązać zadanie z poziomu podstawowego, jutro otrzyma kolejne, nieco trudniejsze. Ale jeśli sobie z nim nie poradzi – nic w tym złego. Po prostu powróci do poziomu nieco niższego.
    W Finlandii nie są popularne korepetycje płatne, gdyż każdy uczeń może liczyć na pomoc swoich nauczycieli – w czasie zajęć lub poza czasem lekcyjnym (nauczyciele pomagają z powołania).
     

ASPEKT PRAKTYCZNY NAUKI

    Finowie mawiają: "Możemy przygotować dzieci do egzaminów lub do życia. Wybieramy to drugie" – dlatego w szkołach fińskich nie ma klasówek i sprawdzianów. Jeżeli nauczycielowi na tym zależy, może wprowadzić pewną próbną formę kontroli. Jedynym egzaminem obowiązkowym jest ten ogólny na koniec cyklu nauczania drugiego stopnia. Nikt jednak nie drży o jego rezultaty. Nikt nie wymaga od dzieci wkuwania całego materiału na miesiąc przed egzaminem; liczy się to, czego nauczyły się w czasie całego procesu.
    W szkole uczy się tylko tego, co może okazać się przydatne w życiu – dlatego materiał nie obejmuje wiedzy na temat funkcjonowania pieca żeliwnego; fińskie dzieci wiedzą za to od małego co to jest kontrakt czy karta kredytowa. Wiedzą również ile wynosi podatek dochodowy lub podatek od nieruchomości. Umieją stworzyć prostą stronę internetową oraz policzyć cenę produktu uwzględniającą rabat.
     

ZAUFANIE

    Wszyscy pracownicy oświaty obdarzeni są dużym zaufaniem – system edukacyjny proponuje pewne podstawowe wytyczne oraz ogólne zalecenia, jednak każdy pedagog stosuje metodę nauczania, która jemu wydaje się być najbardziej odpowiednia dla jego uczniów.
    Ufa się również uczniom – nauczyciele głęboko wierzą, że każdy młody człowiek potrafi wybrać to, co jest dla niego ważne i wartościowe. Jeżeli w czasie zajęć puszczany jest film edukacyjny, jednak uczeń uznaje, że jego ta tematyka nie interesuje – ma pełną swobodę do robienia czegoś innego, na przykład czytania książki.
     

DOBRA WOLA

    Uczy się ten, kto rzeczywiście tego chce. Rolą nauczyciela jest zachęcenie młodych ludzi do pogłębiania wiedzy, ale jeśli ktoś nie ma chęci lub zdolności do nauki – kierowany jest ku zdobyciu zawodu praktycznego, czegoś "prostszego". Projektowanie samolotów nie jest dla wszystkich; w społeczeństwie potrzebni są również dobrzy kierowcy autobusów.
    Fiński proces edukacyjny jest "miękki i delikatny". Ale to nie oznacza, że nie jest poważny. Kontrola godzin lekcyjnych, na przykład,  jest obowiązkowa. Ponadto, uczniowie są zobligowani do odrobienia wszystkich nieobecności.
    W Finlandii nie ma nic wstydliwego w powtarzaniu roku – najważniejsze, by każdy młody człowiek dobrze przygotował się do dorosłego życia.
     

NIEZALEŻNOŚĆ

    Finowie uważają, że szkoła powinna przygotować dziecko do czegoś bardzo ważnego: do tego, by ułożyć sobie udane życie i by zostać niezależnym człowiekiem.
    Najważniejszym aspektem edukacji jest nauka samodzielnego i praktycznego myślenia – innymi słowy: rozwiązywania problemów. Zamiast zapamiętywania regułek młodzi ludzie uczą się, jak odnaleźć je w książkach lub internecie.
    Pedagodzy fińscy nie ingerują w konflikty między uczniami. W ten sposób pozwalają im przygotować się na różne ewentualności życiowe i umożliwiają rozwój zdolności skutecznej obrony.
     

CIEKAWOSTKI

Finowie reformowali swój system edukacyjny przez około 30 lat.

Finlandia była bardzo biednym krajem – drewno to omal jej jedyne bogactwo naturalne.
Obecnie największym bogactwem Finlandii są dobrze wykształceni obywatele.

Finlandia z małej firemki obróbki drewna przerodziła się
w światowego giganta elektronicznego występującego pod nazwą "Nokia".

Aby zostać profesorem w Finlandii należy przejść wymagający proces selekcji uniwersyteckiej.
Nauczycielami zostają tylko najlepsi uczniowie.

Bardzo ważnymi czynnikami, które decydują o tym, czy dana osoba otrzyma tytuł pedagoga są:
zdolności komunikacyjne, postawa społeczna oraz empatia.
 
W Finlandii zawód nauczyciela jest bardziej prestiżowy, bardziej niż zawód lekarza, a system edukacji jest największym dobrem tego kraju.

Może byśmy wzięli przykład?
Póki co  jako państwo specjalizujemy się  w reformach -tu edukacji. Nieważne złej czy dobrej byle reformy.
Kiedy ja jako nauczyciel wykonam swoje zadanie byle jak (określiła bym - na 3 )  będę niezbyt dobrze postrzegana przez swoje władze. Na pewno będę oceniana i ta ocena nie zadowoli mnie. A ludzie odpowiedzialni za reformy, programy nauczania, podręczniki przygotowane w wielkim pośpiechu, więc moim zdaniem niezbyt dobrze, nie poniosą żadnej  odpowiedzialności. Odpowiedzialność ponosić będą przede wszystkim uczący się: dzieci, młodzież. Wielka szkoda.  Nauczyciele dokonują cudów, aby choć trochę zminimalizować niezbyt pozytywne efekty obowiązującego systemu edukacji. Myślę swoimi kategoriami, wierząc w to, że każdy nauczyciel jest dobrym nauczycielem. Na pewno jak w każdej regule są wyjątki, ale to nie wszyscy.
Nawiązując do artykułu, który znalazłam na Facebooku, podoba mi się taki system edukacji.

Ciekawa jestem, co Państwo o tym sądzą? Zachęcam do refleksji.
Pozdrawiam Wszystkich.
Puczko Iwona
9
Piękno w prostocie / Sztuka fotografii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Lipiec 22, 2017, 22:31:22 »
To wspaniałe, bardzo kreatywne pomysły. Sztuka fotografii na wysokim poziomie. A dziewczątko na każdym zdjęciu jest wprost fantastyczne.

Może Państwo mieli by życzenie pochwalić się swoimi fotografiami? Na pewno w domowych archiwach znajdą się takie Zachęcam  :)

Iwona Puczko
10
Uczniowie / Świadectwo z czerwonym paskiem
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Iwona dnia Czerwiec 26, 2017, 23:08:21 »
Świadectwo z czerwonym paskiem

24 czerwca 2017 Marzena Żylińska

Na czym polega problem ze świadectwami z czerwonym paskiem i walką o jak najwyższą średnią? Wiele osób nie widzi niczego złego wyścigu szczurów i w wywoływaniu wrażenia, że ten jest najwięcej wart, kto zebrał najwięcej szóstek i piątek.
W komentarzach do moich wpisów wciąż pojawiają się wypowiedzi typu: „A co w tym złego, że nagradza się trud tych najlepszych uczniów? Dlaczego ktoś, kto ma średnią 5,8 nie ma być za to pochwalony na forum szkoły? Dlaczego nie ma dostać nagrody, skoro jest najlepszy? Czy mamy nagradzać leniów i nierobów za to, że się nie nauczyli?”
Chciałabym odpowiedzieć osobom, które piszą komentarze w podobnym tonie, wyjaśnić, dlaczego gonitwa za jak najwyższą średnią ocen jest szkodliwa i dlaczego zmuszania do niej uczniów jest zwyczajnie nieuczciwe i niemoralne. Duński terapeuta Jesper Juul twierdzi nawet, że jest to zwyczajne okłamywanie dzieci.
Często zdarza się, że absolwenci, którzy ukończyli szkołę z bardzo dobrymi wynikami i mogą się pochwalić świetnym świadectwem maturalnym, nie wiedzą, w którą stronę chcieliby w życiu iść, który kierunek wybrać. Nie wiedzą, co dalej robić, bo w szkole nie odkryli swoich silnych stron. Dla mnie to porażka szkoły, bo sukcesu w życiu nie odnoszą ci, którzy w szkole mieli najwyższe oceny ze wszystkich przedmiotów, ale ci, którzy w szkole rozwinęli swoje zainteresowania i pasje! W życiu, jak mówi profesor neurobiologii Gerald Hüther, sukcesu nie odnoszą pilni „wypełniacze obowiązków” (niem. Pflichterfüller), którzy uwierzyli, że drogą do sukcesu jest robienie tego, czego oczekują od nich inni, ale ci, których napędza motywacja wewnętrzna i którzy zgłębiają interesujące ich dziedziny nie dlatego, że ktoś im kazał, ale dlatego, że tego chcą, że ich to interesuje.
Tak więc chodzi tu o zupełnie różne podejścia do nauki. Szkoła, w której największym sukcesem jest wysoka średnia ocen ze wszystkich przedmiotów stawia na motywację zewnętrzną i na sterowanie młodymi ludźmi za pomocą kar i nagród (oceny); szkoła, która za cel stawia sobie stworzenie środowiska umożliwiającego rozwój potencjału każdego ucznia, dostrzega wszystkie bez wyjątku talenty.
Żeby przekonać nieprzekonanych warto posłużyć się przykładami. Steve Jobs to człowiek, któremu trudno odmówić geniuszu. Wizjoner i twórca wytyczający nowe drogi. W szkole miał trudności, a po pierwszym półroczu rzucił uczelnię (pozostał do końca roku, bo jego rodzice zapłacili czesne, ale chodził tylko na te zajęcia, które sam sobie wybierał). Gillian Lynne genialna tancerka wciąż miała problemy w szkole, nie odrabiała zadań, nie radziła sobie z pisaniem i matematyką, wciąż przeszkadzała. Nauczyciele sugerowali rodzicom, by wysłać Gillian do szkoły specjalnej. Matka poszła z nią do psychologa, który orzekł, że to nie żadna choroba, Gillian jest urodzoną tancerką i trzeba ją posłać do szkoły baletowej. Zamiast do szkoły specjalnej mama wysłała więc córkę do szkoły tańca i problemy zmieniły się w ciąg sukcesów. Inny przykład to niemiecki noblista Tomasz Mann, któremu nauczyciel niemieckiego wciąż dawał marne oceny za prace pisemne, twierdząc przy tym „Z ciebie Mann twoja matka nigdy nie będzie mogła być dumna”. Elvisa Presleya nie przyjęto do szkolnego chóru, bo uznano, że się nie nadaje. Nauczyciele nie dostrzegli talentu przyszłych Beatlesów (Paul McCartney i George Harrison chodzili do tej samej szkoły). Doskonałym przykładem tego, jak łatwo w obecnym systemie szkoły można uznać wybitnie uzdolnionego człowieka za beznadziejny przypadek kwalifikujący się do szkoły specjalnej jest Sally Gardner, brytyjska pisarka i ilustratorka książek dla dzieci. Jako dziecko miała najcięższą postać dysleksji i mimo starań długo nie potrafiła nauczyć się czytać.
Sally Gardner tak wspomina swoje szkolne lata: „Przez całą podstawówkę sadzano mnie w ostatniej ławce z elementarzem „Janet i John mają byka” i kazano składać literki. To była najbrzydsza, najbardziej pozbawiona charakteru książka, jaką kiedykolwiek miałam w rękach. Oczywiście nie szło mi, więc nie pozwolono mi robić nic innego. Nie mogłam się uczyć matematyki, francuskiego, do którego miałam ucho, geografii, biologii – bo według nauczycieli i tak nie miało to sensu. Chodziłam więc tylko na lekcje angielskiego, historii i sztuki. I modliłam się, żeby nie umrzeć z nudów. Na szczęście mogłam rysować, więc rozwijałam się w tym kierunku, chociaż też zdarzało mi się słyszeć, że moje rysunki są do niczego, bo na przykład „niebo nie styka się z ziemią, a przecież wiadomo, że zawsze się styka”. Sally – właściwie Sarah, zmieniła imię na Sally, bo nie umiała napisać swojego – nauczyła się czytać dopiero w wieku 14 lat. Była wtedy uczennicą w szkole dla nieprzystosowanych, gdzie wylądowała po negatywnych doświadczeniach w wielu innych szkołach, publicznych, prywatnych i alternatywnych. Najgorzej wspomina dwa lata zajęć z panią psycholog, która obiecała, że „wyleczy ją z dysleksji”, co jak wiadomo jest niemożliwe, bo dysleksja to nie choroba.
Na pytanie Agnieszki Jucewicz o postawę rodziców i o to, czy wywierali na nią presję, Sally Gardner odpowiedziała: Może by wywierali, gdybym się uczyła np. średnio, ale ja zawsze byłam najgorsza, więc się nie łudzili, że zostanę kolejnym prawnikiem w rodzinie. Chociaż matka nigdy nie sądziła, że jestem głupia. Nigdy. Może dlatego w głębi duszy mimo to, co słyszałam dookoła, ja też w to nie wierzyłam. Niedługo po diagnozie mój cudowny ojczym zabrał mnie na wyścigi konne. Dał mi dziesięć szylingów, co było wtedy zawrotną sumą, i powiedział: „Sally, stawiaj, na którego chcesz, ile chcesz”. Matka była na niego wściekła, że tak szasta pieniędzmi. Całe dziesięć szylingów postawiłam na konia, który wabił się Silly Season (Głupia Pogoda). Wystartował ostatni. A potem z każdym metrem nabierał prędkości i na metę przybiegł pierwszy. Powiedziałam wtedy mamie: „Widzisz, ja jestem jak ten koń! Nigdy nie wolno tracić nadziei!”.
Mama Sally Gardenr była sędzią sądu najwyższego, a ojciec prawnikiem i posłem, być może dziewczynce udało się zachować dobry obraz samej siebie dzięki reakcjom znajomych rodziców, którzy uważali ją za osobę inteligentną i nie wierzyli, że w szkole może mieć problemy.
Przykład Sally pokazuje, że na człowieka można patrzeć przez pryzmat jego słabości i deficytów lub przez pryzmat jego silnych stron. Sally Gardner jako dziecko nie mogła nauczyć się czytać, ale miała bardzo bogate słownictwo, pięknie się wysławiała i lubiła rysować. Niestety nie pozwolono jej uczyć się francuskiego, uznając, że to w przypadku kogoś z takimi dysfunkcjami strata czasu. Można więc było traktować Sally tak, jak w szkole była traktowana przez nauczycieli i inne dzieci – jako nierokującego głupka – albo tak, jak traktowali ją rodzice i ich znajomi, jako inteligentną i zdolną osobę. Sally w końcu nauczyła się czytać, zdała maturę i ukończyła Central Saint Martins w Londynie. Z wykształcenia jest scenografką teatralną, za swoje książki, których jest autorką i ilustratorką, zdobyła wiele prestiżowych nagród. Jednak szkolnej traumy nie jest w stanie zapomnieć i udzielając wywiadów nawet po tylu latach mówi o cierpieniach, jakich z powodu swoich trudności doświadczyła. Sally była skazana na cierpienia i obelgi nie dlatego, że się nie starała, ale dlatego, że pewnych rzeczy nie była w stanie się nauczyć. Czy dziś jesteśmy w stanie przyjąć tę oczywistość, że nie wszyscy mogą nauczyć się tego, co przewidują podstawy programowe?
Sally z jednej strony miała ogromne trudności, a z drugiej wielki talent. Dlaczego nauczyciele widzieli tylko jej deficyty?
Nauczyciele Sally Gardner nie są wyjątkami. Problem w tym, że tradycyjny, pruski system edukacji każe im dostrzegać bardzo wąski zakres talentów. Wiele uzdolnień nie może się w szkole ujawnić, a więc nie może być również rozwijana. Szkoły kształcą dziś – podobnie jak w XIX wieku tak , jakby wszyscy mieli zostać profesorami uniwersyteckimi. A co z osobami, które będą kiedyś pisać piosenki, zakładać ogrody, pomagać ludziom starym i chorym, co z talentami tych, którzy zostaną fryzjerkami, mechanikami samochodowymi czy kreatorami mody? Czy ich talenty nie zasługują na to, by mogły być rozwijane w szkołach? Czy można kształcić wszystkich, w taki sam sposób i wymagać od wszystkich tego samego w takim samym czasie?
Ile uzdolnionych i rzetelnie pracujących dzieci wyszło wczoraj (zakończenie roku szkolnego) ze szkół z przeświadczeniem, że są głupie i gorsze od innych? Czy Roberta Lewandowskiego pyta ktoś o znajomość dat panowania polskich królów, czy ktoś czytając książki Sally Gardner interesuje się tym, że wciąż nie pisze poprawnie, czy świetnego chirurga ocenia się po tym, jakie ma pismo?
Dzięki badaniom neurobiologów i ich książkom wiemy dziś, że nie wszyscy są w stanie nauczyć się wszystkiego. Ale każdy ma swoje silne strony i dzięki nim może w życiu odnieść sukces. Dlatego w dobrej szkole na dzieci patrzy się przez pryzmat tego, w czym są dobre. Sukces odniosą w życiu tylko ci, którzy w siebie uwierzą. Dlatego powinniśmy przestać zachęcać młodych ludzi do zbierania samych szóstek i piątek, a skupić się na tym, by w szkole mogli odkryć i rozwijać swoje pasje i talenty. Wtedy i jako nauczyciele i jako rodzice będziemy mogli odejść od roli nadzorców, którzy wciąż muszą pokazywać marchewki lub kijki.
Rozumie to coraz więcej nauczycieli, a efekty innego podejścia widoczne są bardzo szybko. Głównie dotyczy to motywacji.
P.S.
I proszę nie piszcie komentarzy typu „Ach tak, to mamy nagradzać za to, że jakiś leń nic nie robi!” Lub: „A więc chodzi o to, żeby uczniowie się w szkole nie męczyli! Więc chwalmy wszystkich za wszystko!” Jest dokładnie odwrotnie. Postulowane patrzenie na uczniów przez pryzmat ich silnych stron, nie jest równoznaczne z chwaleniem. Tak naprawdę, to dzieci, aby się rozwijać nie potrzebują ani naszych pochwał, ani kar. Potrzebują czegoś zupełnie innego, ale to już materiał na inny wpis. W Budzących Się Szkołach chodzi nam o to, żeby nauka w szkole była efektywniejsza, a uczniowie uczyli się więcej niż dziś. Ich możliwości są naprawdę dużo większe! dziś ich często hamujemy, bo „Musisz!” zabija „Chcę.”

Informacje o Sally Gardner czerpałam z rozmowy z Agnieszką Jucewicz, która ukazała się w „Wysokich Obcasach” z dnia 15.11.2014
Strony: [1] 2 3 ... 10