KREATYWNI
   

Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Iwona Puczko / System edukacji w Finlandii
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Lipiec 23, 2017, 12:32:42 »
7 zasad fińskiego cudu edukacyjnego

                              MOŻEMY PRZYGOTOWAĆ UCZNIÓW DO EGZAMINÓW ALBO DO ŻYCIA.
                                                      WYBIERAMY TO DRUGIE.

                                                                     – pedagodzy fińscy.


Fiński system edukacyjny uważany jest za jeden z najlepszych na świecie. Według badań międzynarodowych przeprowadzanych przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (trzy razy w roku) szkoły fińskie wykazują się najwyższym wskaźnikiem wiedzy na świecie. Ich uczniowie wypadają fantastycznie z nauk przyrodniczych oraz matematyki. Ponadto, czytają najwięcej ze wszystkich dzieci i młodzieży na planecie. Ale to nie to najbardziej zadziwia środowisko pedagogów. Najbardziej zaskakującym jest fakt, że uczniowie z Finlandii należą do grupy, która w ciągu roku poświęca na naukę najmniej czasu.

Szkolnictwo w Finlandii jest powszechne, państwowe i bezpłatne. Szkoła obowiązkowa trwa 9 lat. Dzieli się na sześcioletni cykl nauczania początkowego oraz trzyletni cykl drugiego stopnia zorientowany przedmiotowo.
 

                                                  7 ZASAD FIŃSKIEGO CUDU EDUKACYJNEGO

                RÓWNOŚĆ

    wszystkich szkół – nie istnieją szkoły dla "elit" lub szkoły "przeciętne". Największa szkoła liczy 960 uczniów, a ta najmniejsza 11. Wszystkie szkoły wspomagane są takimi samymi środkami – proporcjonalnie do swego rozmiaru. Prawie wszystkie szkoły są państwowe (istnieje niewielka grupa szkół w części sprywatyzowanych). Szkoły, w których rodzice płacą dodatkowe czesne opierają się na konkretnym modelu pedagogicznym (np. Montessori) i są nieco bardziej wymagające w stosunku do swoich uczniów. Płatnymi są również instytucje, które zapewniają naukę trzech języków jednocześnie: angielskiego, francuskiego oraz niemieckiego.
    Do niedawna Finowie nie mogli dokonywać wyboru szkoły dla swojego dziecka i zobligowani byli do zapisania dziecka do szkoły zlokalizowanej najbliżej. Nakaz ten został zniesiony ale mimo to większość rodziców nadal wozi swoje dzieci do szkół w okolicy, gdyż i tak wszystkie są równie dobre;

    wszystkich przedmiotów – nie jest dobrze widziane faworyzowanie niektórych przedmiotów. W Finlandii wcale nie uważa się, że matematyka jest bardziej ważna niż na przykład nauka o sztuce. Wręcz przeciwnie, jedynym wyjątkiem jest tworzenie grup specjalnych dla uczniów z pasją do muzyki, sztuki i sportu;

    wszystkich rodziców – informacja dotycząca profesji lub statusu społecznego rodziców jest przekazywana kadrze pedagogicznej tylko w wyjątkowych przypadkach. Nie pozwala się na robienie żadnych pytań dotyczących tego aspektu;

    wszystkich uczniów – Finowie nie klasyfikują dzieci i młodzieży według ich uzdolnień. Nie ma uczniów "dobrych" czy "słabych". W Finlandii zabrania się ich porównywania. Finowie cenią sobie integrację społeczeństwa, a także wkładają duży wysiłek w utrzymywanie relacji z osobami, które wymagają szczególnej uwagi. Oczywiście szkoły są również bardzo przyjazne dla osób niepełnosprawnych. Przepaść między fińskimi uczniami dobrymi i słabszymi jest najmniejsza na świecie;

    wszystkich nauczycieli – nie ma nauczycieli ulubionych oraz tych nienawidzonych. Wszyscy traktowani są z równym szacunkiem – zarówno przez uczniów, rodziców, jak i we własnym gronie pedagogicznym. Taką samą wagę przywiązuje się do wszystkich specjalizacji – nauczyciel muzyki jest tak samo ważnym pedagogiem jak nauczyciel fizyki;

    praw dorosłych i praw dzieci – już na początku edukacji dzieciom mówi się wiele o ich prawach, a także uświadamia się, że w każdej chwili mogą zgłosić swoje skargi na dorosłego pracownikowi socjalnemu. Takie podejście stymuluje rodziców do traktowania swoich dzieci jako indywidualistów, których nie można obrażać słownie ani fizycznie.
     

BEZPŁATNY DOSTĘP

    do nauki samej w sobie;
    do posiłku w stołówce szkolnej;
    do wizyt w muzeach i zajęć dodatkowych;
    do transportu – jeżeli szkoła jest oddalona o więcej niż dwa kilometry – dzieci są do niej przywożone i odwożone busami;
    do książek, zeszytów, kredek, długopisów, kalkulatorków, a nawet do laptopów oraz tabletów.
     

INDYWIDUALIZM

    Dla każdego ucznia projektuje się indywidualny plan nauki oraz rozwoju.
    Podejście indywidualne znajduje odzwierciedlenie w dostosowaniu książek, zadań i ćwiczeń (wykonywanych w czasie lekcji oraz w domu), a także czasu potrzebnego na ich wykonanie do możliwości każdego ucznia.
    W czasie lekcji uczniowie rozwiązują zadania dostosowane do swoich możliwości (jedne mają wyższy, a inne niższy poziom trudności, ale wszystkie obejmują podobny materiał). Dziecko oceniane jest na podstawie poziomu, który reprezentuje. Jeżeli dzisiaj uczeń potrafił rozwiązać zadanie z poziomu podstawowego, jutro otrzyma kolejne, nieco trudniejsze. Ale jeśli sobie z nim nie poradzi – nic w tym złego. Po prostu powróci do poziomu nieco niższego.
    W Finlandii nie są popularne korepetycje płatne, gdyż każdy uczeń może liczyć na pomoc swoich nauczycieli – w czasie zajęć lub poza czasem lekcyjnym (nauczyciele pomagają z powołania).
     

ASPEKT PRAKTYCZNY NAUKI

    Finowie mawiają: "Możemy przygotować dzieci do egzaminów lub do życia. Wybieramy to drugie" – dlatego w szkołach fińskich nie ma klasówek i sprawdzianów. Jeżeli nauczycielowi na tym zależy, może wprowadzić pewną próbną formę kontroli. Jedynym egzaminem obowiązkowym jest ten ogólny na koniec cyklu nauczania drugiego stopnia. Nikt jednak nie drży o jego rezultaty. Nikt nie wymaga od dzieci wkuwania całego materiału na miesiąc przed egzaminem; liczy się to, czego nauczyły się w czasie całego procesu.
    W szkole uczy się tylko tego, co może okazać się przydatne w życiu – dlatego materiał nie obejmuje wiedzy na temat funkcjonowania pieca żeliwnego; fińskie dzieci wiedzą za to od małego co to jest kontrakt czy karta kredytowa. Wiedzą również ile wynosi podatek dochodowy lub podatek od nieruchomości. Umieją stworzyć prostą stronę internetową oraz policzyć cenę produktu uwzględniającą rabat.
     

ZAUFANIE

    Wszyscy pracownicy oświaty obdarzeni są dużym zaufaniem – system edukacyjny proponuje pewne podstawowe wytyczne oraz ogólne zalecenia, jednak każdy pedagog stosuje metodę nauczania, która jemu wydaje się być najbardziej odpowiednia dla jego uczniów.
    Ufa się również uczniom – nauczyciele głęboko wierzą, że każdy młody człowiek potrafi wybrać to, co jest dla niego ważne i wartościowe. Jeżeli w czasie zajęć puszczany jest film edukacyjny, jednak uczeń uznaje, że jego ta tematyka nie interesuje – ma pełną swobodę do robienia czegoś innego, na przykład czytania książki.
     

DOBRA WOLA

    Uczy się ten, kto rzeczywiście tego chce. Rolą nauczyciela jest zachęcenie młodych ludzi do pogłębiania wiedzy, ale jeśli ktoś nie ma chęci lub zdolności do nauki – kierowany jest ku zdobyciu zawodu praktycznego, czegoś "prostszego". Projektowanie samolotów nie jest dla wszystkich; w społeczeństwie potrzebni są również dobrzy kierowcy autobusów.
    Fiński proces edukacyjny jest "miękki i delikatny". Ale to nie oznacza, że nie jest poważny. Kontrola godzin lekcyjnych, na przykład,  jest obowiązkowa. Ponadto, uczniowie są zobligowani do odrobienia wszystkich nieobecności.
    W Finlandii nie ma nic wstydliwego w powtarzaniu roku – najważniejsze, by każdy młody człowiek dobrze przygotował się do dorosłego życia.
     

NIEZALEŻNOŚĆ

    Finowie uważają, że szkoła powinna przygotować dziecko do czegoś bardzo ważnego: do tego, by ułożyć sobie udane życie i by zostać niezależnym człowiekiem.
    Najważniejszym aspektem edukacji jest nauka samodzielnego i praktycznego myślenia – innymi słowy: rozwiązywania problemów. Zamiast zapamiętywania regułek młodzi ludzie uczą się, jak odnaleźć je w książkach lub internecie.
    Pedagodzy fińscy nie ingerują w konflikty między uczniami. W ten sposób pozwalają im przygotować się na różne ewentualności życiowe i umożliwiają rozwój zdolności skutecznej obrony.
     

CIEKAWOSTKI

Finowie reformowali swój system edukacyjny przez około 30 lat.

Finlandia była bardzo biednym krajem – drewno to omal jej jedyne bogactwo naturalne.
Obecnie największym bogactwem Finlandii są dobrze wykształceni obywatele.

Finlandia z małej firemki obróbki drewna przerodziła się
w światowego giganta elektronicznego występującego pod nazwą "Nokia".

Aby zostać profesorem w Finlandii należy przejść wymagający proces selekcji uniwersyteckiej.
Nauczycielami zostają tylko najlepsi uczniowie.

Bardzo ważnymi czynnikami, które decydują o tym, czy dana osoba otrzyma tytuł pedagoga są:
zdolności komunikacyjne, postawa społeczna oraz empatia.
 
W Finlandii zawód nauczyciela jest bardziej prestiżowy, bardziej niż zawód lekarza, a system edukacji jest największym dobrem tego kraju.

Może byśmy wzięli przykład?
Póki co  jako państwo specjalizujemy się  w reformach -tu edukacji. Nieważne złej czy dobrej byle reformy.
Kiedy ja jako nauczyciel wykonam swoje zadanie byle jak (określiła bym - na 3 )  będę niezbyt dobrze postrzegana przez swoje władze. Na pewno będę oceniana i ta ocena nie zadowoli mnie. A ludzie odpowiedzialni za reformy, programy nauczania, podręczniki przygotowane w wielkim pośpiechu, więc moim zdaniem niezbyt dobrze, nie poniosą żadnej  odpowiedzialności. Odpowiedzialność ponosić będą przede wszystkim uczący się: dzieci, młodzież. Wielka szkoda.  Nauczyciele dokonują cudów, aby choć trochę zminimalizować niezbyt pozytywne efekty obowiązującego systemu edukacji. Myślę swoimi kategoriami, wierząc w to, że każdy nauczyciel jest dobrym nauczycielem. Na pewno jak w każdej regule są wyjątki, ale to nie wszyscy.
Nawiązując do artykułu, który znalazłam na Facebooku, podoba mi się taki system edukacji.

Ciekawa jestem, co Państwo o tym sądzą? Zachęcam do refleksji.
Pozdrawiam Wszystkich.
Puczko Iwona
2
Piękno w prostocie / Sztuka fotografii.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Lipiec 22, 2017, 22:31:22 »
To wspaniałe, bardzo kreatywne pomysły. Sztuka fotografii na wysokim poziomie. A dziewczątko na każdym zdjęciu jest wprost fantastyczne.

Może Państwo mieli by życzenie pochwalić się swoimi fotografiami? Na pewno w domowych archiwach znajdą się takie Zachęcam  :)

Iwona Puczko
3
Humor ze szkolnych zeszytów / Uśmiechnij się 2
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Lipiec 21, 2017, 22:14:54 »
 :D
Ludzie pierwotni gdy chcieli rozpalić ogień musieli pocierać krzemieniem o krzemień, a pod spód podkładali stare gazety.

Matejko namalował „Bitwę pod Grunwaldem” chociaż ani razu jej nie widział w telewizji.

Wieś była samowystarczalna: kobiety dostarczały mleka, mięsa i skór.

Radio jest cudownym wynalazkiem, który mogą słuchać ślepi i oglądać głusi.

Boryna śpiewał w chórze, ale tylko partie solowe.

W komedii bohaterowie dążą do celu powodując śmierć, często zakończoną szczęśliwie.

Alkoholików dzielimy na pijących i niepijących.

Błony komórkowe spełniają bardzo ważną funkcję w życiu komórki: wiedzą kogo wpuścić, a kogo wypuścić, czyli funkcje celnika.

U Żeromskiego ludzie dzielili zapałkę na czworo i też im się zapalała.

Zostawiam to na los pastwy. 

Po zebraniu makulatury, sprzedaliśmy ją razem z panią.

Złom jest najlepszym bogactwem Polski.

Lipiec i sierpień mają po 31 dni i jest to wywalczone dawno przez uczniów i nauczycieli.

Konopnicka żyła od urodzenia aż po śmierć.

Antek ciężko pracował rękami, a Boryna językiem.

Zenon kochał Elżbietę mimo, że był w ciąży z Justyną.

Justyna jest mądrzejsza od Marty nie gardzi chłopem.

Ziębowicz wyrzucał sobie to, że popełnił samobójstwo.

Harem to człowiek posiadający zbiór kobiet.

Wokulski zakupił klacz od Krzeszowskiego, aby później prosić o jej rękę.

Zygier miał ospowatą sylwetkę kulturysty a jego wyłupiaste oczy ładnie przylegały do twarzy.

Zachowanie dzieci dalece odbiega od rzeczywistości.

Jego trzyletni przyjaciel po ukończeniu studiów popełnił małżeństwo.

Tatuś kupił stary samochód do spółki ze stryjem, którym dojeżdża do pracy.

W sklepie koła fortuny podoba mi się Magda Masny.

Będąc na drugim roku uniwersytetu, wybuchła wojna.

Pijacy pod wpływem alkoholu często popełniają samobójstwo i nazajutrz nic nie pamiętają.

Kasia to moja siostra cioteczna, Jurek też.

Gdy wiosną umarła babcia automatycznie powiększył się metraż w mieszkaniu.

Kochanowski czcił piękno kobiet i ludzi.


Zachęcam wszystkich Państwa do zamieszczania swoich propozycji.
Iwona Puczko
4
Uczniowie / Świadectwo z czerwonym paskiem
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Czerwiec 26, 2017, 23:08:21 »
Świadectwo z czerwonym paskiem

24 czerwca 2017 Marzena Żylińska

Na czym polega problem ze świadectwami z czerwonym paskiem i walką o jak najwyższą średnią? Wiele osób nie widzi niczego złego wyścigu szczurów i w wywoływaniu wrażenia, że ten jest najwięcej wart, kto zebrał najwięcej szóstek i piątek.
W komentarzach do moich wpisów wciąż pojawiają się wypowiedzi typu: „A co w tym złego, że nagradza się trud tych najlepszych uczniów? Dlaczego ktoś, kto ma średnią 5,8 nie ma być za to pochwalony na forum szkoły? Dlaczego nie ma dostać nagrody, skoro jest najlepszy? Czy mamy nagradzać leniów i nierobów za to, że się nie nauczyli?”
Chciałabym odpowiedzieć osobom, które piszą komentarze w podobnym tonie, wyjaśnić, dlaczego gonitwa za jak najwyższą średnią ocen jest szkodliwa i dlaczego zmuszania do niej uczniów jest zwyczajnie nieuczciwe i niemoralne. Duński terapeuta Jesper Juul twierdzi nawet, że jest to zwyczajne okłamywanie dzieci.
Często zdarza się, że absolwenci, którzy ukończyli szkołę z bardzo dobrymi wynikami i mogą się pochwalić świetnym świadectwem maturalnym, nie wiedzą, w którą stronę chcieliby w życiu iść, który kierunek wybrać. Nie wiedzą, co dalej robić, bo w szkole nie odkryli swoich silnych stron. Dla mnie to porażka szkoły, bo sukcesu w życiu nie odnoszą ci, którzy w szkole mieli najwyższe oceny ze wszystkich przedmiotów, ale ci, którzy w szkole rozwinęli swoje zainteresowania i pasje! W życiu, jak mówi profesor neurobiologii Gerald Hüther, sukcesu nie odnoszą pilni „wypełniacze obowiązków” (niem. Pflichterfüller), którzy uwierzyli, że drogą do sukcesu jest robienie tego, czego oczekują od nich inni, ale ci, których napędza motywacja wewnętrzna i którzy zgłębiają interesujące ich dziedziny nie dlatego, że ktoś im kazał, ale dlatego, że tego chcą, że ich to interesuje.
Tak więc chodzi tu o zupełnie różne podejścia do nauki. Szkoła, w której największym sukcesem jest wysoka średnia ocen ze wszystkich przedmiotów stawia na motywację zewnętrzną i na sterowanie młodymi ludźmi za pomocą kar i nagród (oceny); szkoła, która za cel stawia sobie stworzenie środowiska umożliwiającego rozwój potencjału każdego ucznia, dostrzega wszystkie bez wyjątku talenty.
Żeby przekonać nieprzekonanych warto posłużyć się przykładami. Steve Jobs to człowiek, któremu trudno odmówić geniuszu. Wizjoner i twórca wytyczający nowe drogi. W szkole miał trudności, a po pierwszym półroczu rzucił uczelnię (pozostał do końca roku, bo jego rodzice zapłacili czesne, ale chodził tylko na te zajęcia, które sam sobie wybierał). Gillian Lynne genialna tancerka wciąż miała problemy w szkole, nie odrabiała zadań, nie radziła sobie z pisaniem i matematyką, wciąż przeszkadzała. Nauczyciele sugerowali rodzicom, by wysłać Gillian do szkoły specjalnej. Matka poszła z nią do psychologa, który orzekł, że to nie żadna choroba, Gillian jest urodzoną tancerką i trzeba ją posłać do szkoły baletowej. Zamiast do szkoły specjalnej mama wysłała więc córkę do szkoły tańca i problemy zmieniły się w ciąg sukcesów. Inny przykład to niemiecki noblista Tomasz Mann, któremu nauczyciel niemieckiego wciąż dawał marne oceny za prace pisemne, twierdząc przy tym „Z ciebie Mann twoja matka nigdy nie będzie mogła być dumna”. Elvisa Presleya nie przyjęto do szkolnego chóru, bo uznano, że się nie nadaje. Nauczyciele nie dostrzegli talentu przyszłych Beatlesów (Paul McCartney i George Harrison chodzili do tej samej szkoły). Doskonałym przykładem tego, jak łatwo w obecnym systemie szkoły można uznać wybitnie uzdolnionego człowieka za beznadziejny przypadek kwalifikujący się do szkoły specjalnej jest Sally Gardner, brytyjska pisarka i ilustratorka książek dla dzieci. Jako dziecko miała najcięższą postać dysleksji i mimo starań długo nie potrafiła nauczyć się czytać.
Sally Gardner tak wspomina swoje szkolne lata: „Przez całą podstawówkę sadzano mnie w ostatniej ławce z elementarzem „Janet i John mają byka” i kazano składać literki. To była najbrzydsza, najbardziej pozbawiona charakteru książka, jaką kiedykolwiek miałam w rękach. Oczywiście nie szło mi, więc nie pozwolono mi robić nic innego. Nie mogłam się uczyć matematyki, francuskiego, do którego miałam ucho, geografii, biologii – bo według nauczycieli i tak nie miało to sensu. Chodziłam więc tylko na lekcje angielskiego, historii i sztuki. I modliłam się, żeby nie umrzeć z nudów. Na szczęście mogłam rysować, więc rozwijałam się w tym kierunku, chociaż też zdarzało mi się słyszeć, że moje rysunki są do niczego, bo na przykład „niebo nie styka się z ziemią, a przecież wiadomo, że zawsze się styka”. Sally – właściwie Sarah, zmieniła imię na Sally, bo nie umiała napisać swojego – nauczyła się czytać dopiero w wieku 14 lat. Była wtedy uczennicą w szkole dla nieprzystosowanych, gdzie wylądowała po negatywnych doświadczeniach w wielu innych szkołach, publicznych, prywatnych i alternatywnych. Najgorzej wspomina dwa lata zajęć z panią psycholog, która obiecała, że „wyleczy ją z dysleksji”, co jak wiadomo jest niemożliwe, bo dysleksja to nie choroba.
Na pytanie Agnieszki Jucewicz o postawę rodziców i o to, czy wywierali na nią presję, Sally Gardner odpowiedziała: Może by wywierali, gdybym się uczyła np. średnio, ale ja zawsze byłam najgorsza, więc się nie łudzili, że zostanę kolejnym prawnikiem w rodzinie. Chociaż matka nigdy nie sądziła, że jestem głupia. Nigdy. Może dlatego w głębi duszy mimo to, co słyszałam dookoła, ja też w to nie wierzyłam. Niedługo po diagnozie mój cudowny ojczym zabrał mnie na wyścigi konne. Dał mi dziesięć szylingów, co było wtedy zawrotną sumą, i powiedział: „Sally, stawiaj, na którego chcesz, ile chcesz”. Matka była na niego wściekła, że tak szasta pieniędzmi. Całe dziesięć szylingów postawiłam na konia, który wabił się Silly Season (Głupia Pogoda). Wystartował ostatni. A potem z każdym metrem nabierał prędkości i na metę przybiegł pierwszy. Powiedziałam wtedy mamie: „Widzisz, ja jestem jak ten koń! Nigdy nie wolno tracić nadziei!”.
Mama Sally Gardenr była sędzią sądu najwyższego, a ojciec prawnikiem i posłem, być może dziewczynce udało się zachować dobry obraz samej siebie dzięki reakcjom znajomych rodziców, którzy uważali ją za osobę inteligentną i nie wierzyli, że w szkole może mieć problemy.
Przykład Sally pokazuje, że na człowieka można patrzeć przez pryzmat jego słabości i deficytów lub przez pryzmat jego silnych stron. Sally Gardner jako dziecko nie mogła nauczyć się czytać, ale miała bardzo bogate słownictwo, pięknie się wysławiała i lubiła rysować. Niestety nie pozwolono jej uczyć się francuskiego, uznając, że to w przypadku kogoś z takimi dysfunkcjami strata czasu. Można więc było traktować Sally tak, jak w szkole była traktowana przez nauczycieli i inne dzieci – jako nierokującego głupka – albo tak, jak traktowali ją rodzice i ich znajomi, jako inteligentną i zdolną osobę. Sally w końcu nauczyła się czytać, zdała maturę i ukończyła Central Saint Martins w Londynie. Z wykształcenia jest scenografką teatralną, za swoje książki, których jest autorką i ilustratorką, zdobyła wiele prestiżowych nagród. Jednak szkolnej traumy nie jest w stanie zapomnieć i udzielając wywiadów nawet po tylu latach mówi o cierpieniach, jakich z powodu swoich trudności doświadczyła. Sally była skazana na cierpienia i obelgi nie dlatego, że się nie starała, ale dlatego, że pewnych rzeczy nie była w stanie się nauczyć. Czy dziś jesteśmy w stanie przyjąć tę oczywistość, że nie wszyscy mogą nauczyć się tego, co przewidują podstawy programowe?
Sally z jednej strony miała ogromne trudności, a z drugiej wielki talent. Dlaczego nauczyciele widzieli tylko jej deficyty?
Nauczyciele Sally Gardner nie są wyjątkami. Problem w tym, że tradycyjny, pruski system edukacji każe im dostrzegać bardzo wąski zakres talentów. Wiele uzdolnień nie może się w szkole ujawnić, a więc nie może być również rozwijana. Szkoły kształcą dziś – podobnie jak w XIX wieku tak , jakby wszyscy mieli zostać profesorami uniwersyteckimi. A co z osobami, które będą kiedyś pisać piosenki, zakładać ogrody, pomagać ludziom starym i chorym, co z talentami tych, którzy zostaną fryzjerkami, mechanikami samochodowymi czy kreatorami mody? Czy ich talenty nie zasługują na to, by mogły być rozwijane w szkołach? Czy można kształcić wszystkich, w taki sam sposób i wymagać od wszystkich tego samego w takim samym czasie?
Ile uzdolnionych i rzetelnie pracujących dzieci wyszło wczoraj (zakończenie roku szkolnego) ze szkół z przeświadczeniem, że są głupie i gorsze od innych? Czy Roberta Lewandowskiego pyta ktoś o znajomość dat panowania polskich królów, czy ktoś czytając książki Sally Gardner interesuje się tym, że wciąż nie pisze poprawnie, czy świetnego chirurga ocenia się po tym, jakie ma pismo?
Dzięki badaniom neurobiologów i ich książkom wiemy dziś, że nie wszyscy są w stanie nauczyć się wszystkiego. Ale każdy ma swoje silne strony i dzięki nim może w życiu odnieść sukces. Dlatego w dobrej szkole na dzieci patrzy się przez pryzmat tego, w czym są dobre. Sukces odniosą w życiu tylko ci, którzy w siebie uwierzą. Dlatego powinniśmy przestać zachęcać młodych ludzi do zbierania samych szóstek i piątek, a skupić się na tym, by w szkole mogli odkryć i rozwijać swoje pasje i talenty. Wtedy i jako nauczyciele i jako rodzice będziemy mogli odejść od roli nadzorców, którzy wciąż muszą pokazywać marchewki lub kijki.
Rozumie to coraz więcej nauczycieli, a efekty innego podejścia widoczne są bardzo szybko. Głównie dotyczy to motywacji.
P.S.
I proszę nie piszcie komentarzy typu „Ach tak, to mamy nagradzać za to, że jakiś leń nic nie robi!” Lub: „A więc chodzi o to, żeby uczniowie się w szkole nie męczyli! Więc chwalmy wszystkich za wszystko!” Jest dokładnie odwrotnie. Postulowane patrzenie na uczniów przez pryzmat ich silnych stron, nie jest równoznaczne z chwaleniem. Tak naprawdę, to dzieci, aby się rozwijać nie potrzebują ani naszych pochwał, ani kar. Potrzebują czegoś zupełnie innego, ale to już materiał na inny wpis. W Budzących Się Szkołach chodzi nam o to, żeby nauka w szkole była efektywniejsza, a uczniowie uczyli się więcej niż dziś. Ich możliwości są naprawdę dużo większe! dziś ich często hamujemy, bo „Musisz!” zabija „Chcę.”

Informacje o Sally Gardner czerpałam z rozmowy z Agnieszką Jucewicz, która ukazała się w „Wysokich Obcasach” z dnia 15.11.2014
5
Nauczyciele / Nowe pokolenie nauczycieli.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Marzec 16, 2017, 20:03:51 »
*******
Z przerażeniem obserwuję jak przebiega proces kształcenia młodych nauczycieli w dzisiejszych pseudo uczelniach. Studenci/studentki przychodzą na zajęcia podczas praktyk nieprzygotowani. Oni nawet nie mają pojęcia ,co znaczy  dobrze przygotować się do praktyki. Brak im poczucia obowiązku, może nawet chęci do jakiejkolwiek pracy.
Nie raczą powiadomić, że uczelnia pragnie podjąć współpracę ze szkołą, nie raczą przynieść harmonogramu praktyk. Podczas hospitowanych zajęć często zajmują się zupełnie innymi sprawami, lekko traktując swoje obowiązki. Ja miałam takie studentki, które podczas hospitowania zajęć czytały sobie książki, nie sporządzając żadnych notatek.
Potem przychodzi z dzienniczkiem hospitacji, w którym nie ma żadnych zapisów lub są tak lakoniczne, że nic z nich nie wynika.
Wreszcie przychodzi czas na samodzielnie poprowadzenie zajęć. Kserują przewodnik nauczyciela i kropka w kropkę prowadzą zajęcia nie zmieniając niczego, ani nie dodając niczego od siebie. Jeśli skończą zajęcia wcześniej to dalej nie wiedzą co ze sobą i uczniami zrobić. Na pewno daje tu dużo doświadczenie, które zdobywa się w trakcie pracy. Ale nie dopyta się nauczyciela, który służy przecież radą i pomocą.
Przygotowanie scenariuszy zajęć to kolejny problem, który odbywa się na zasadzie <po najmniejszej linii oporu>.
Strach, jakie pokolenia wyrosną na takim przygotowaniu studentów do zawodu. Ale może pewnym sferom jest to na rękę. mniej świadomym narodem łatwiej rządzić.


Jestem nauczycielem, który z upływem lat coraz bardziej lubi swoją pracę, uwielbiam kontakt z uczniami. Interesuję się psychologią, medycyną naturalną. również lubię czytać książki i tańczyć. Większość życia stale się rozwijałam, wykorzystując do tego zasoby Internetu oprócz kursów, które musiałam kończyć z racji wykonywanego zawodu.

Zapraszam forumowiczów do komentowania, wyrażania swoich opinii, opisywania swoich doświadczeń. To może być wspaniała lektura.  :)

Iwona
6
Nauczyciele / Wypalenie zawodowe nauczycieli.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Marzec 16, 2017, 20:00:44 »
7 marca 2017 Anita Dybowska

 Zawód nauczyciela, wymaga pełnienia wielu ról. Jest ich dużo więcej niż ta jedna, do której przygotowują nas zajęcia z metodyki na studiach. Nauczyciel powinien być psychologiem, pedagogiem, opiekunem, wychowawcą, polonistą, matematykiem, informatykiem … można wymieniać bardzo długo. Zazwyczaj wielu nauczycieli próbuje w tych rolach być nieustająco dobrym. Niestety, studia pedagogiczne, poza wiedzą merytoryczną z zakresu dydaktyki i metodyki, nie uczą tego, co najważniejsze w tym zawodzie. Nie pokazują nauczycielom, jak się w tych rolach odnaleźć. Mamy inspirować naszych uczniów, pomagać im odnaleźć swoje mocne i słabe strony, wzmacniać ich samoocenę, poczucie własnej wartości… tylko ilu nauczycieli wie, jak wypełnić te zadania, skoro nie każdy potrafi to odnaleźć w samym sobie?

Nauczyciel to nie tylko stanowisko – to człowiek, który bierze udział w kształtowaniu setek osobowości. Ta grupa zawodowa, jak żadna inna, ma wpływ na funkcjonowanie i kształt przyszłego społeczeństwa. Przy tej całej presji niemal nikt nie wspomina o kwestii kluczowej: wspierania innych, opiekowania się nimi i budowania czyjejś samoświadomości, wymaga w pierwszej kolejności zaopiekowania się samym sobą.

Każdy dzień z życia nauczyciela to nieustająca praca fizyczna, umysłowa i emocjonalna. Konieczność noszenia na swoich barkach odpowiedzialności jest obciążająca a często wyczerpująca. Wie o tym każdy dyrektor, kierownik, manager… A to nie tylko odpowiedzialność za wyniki, projekty, zysk netto, ale przede wszystkim za ŻYCIE. Nie jedno czy dwa, ale KILKADZIESIĄT żyć. Za kontakty społeczne naszych podopiecznych, za ich poczucie własnej wartości, samoocenę, za ich wiedzę, umiejętności, a w pierwszych latach szkoły nawet za zasmarkany nos, załatwianie potrzeb fizjologicznych, za to, czy w kolejnych latach dzieci będą lubiły się uczyć, czy będą chciały się rozwijać, angażować w życie szkoły.

Rodzicom często ciężko jest ogarnąć swoje własne dzieci – jedno, dwoje, czy trójkę. Wiem, bo sama jestem mamą. Nauczyciel musi ogarnąć przez kilka godzin dziennie (bywa, że przez 8 czy 9) kilkadziesiąt cudzych, pochodzących z różnych środowisk, o odmiennych doświadczeniach, historii, z przekazywanymi w domu czasami skrajnie różnymi wartościami. Kiedy wchodzimy do klasy patrzy na nas dwadzieścia, trzydzieści osób, na których przyszłość mamy niebagatelny wpływ. To, co powiemy, zrobimy w ciągu „naszych” 45 minut buduje ich samoświadomość, poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, pokazuje cele, wyzwala emocje, odkrywa zainteresowania… Jednocześnie może działać zupełnie odwrotnie – może sprawić przykrość, wzmagać agresję, obniżać samoocenę, zniechęcać do rozwoju.

Lubię to, co robię, ale nie zmienia to faktu, że jest to jeden z najtrudniejszych zawodów świata, a przy tym dostający niewiele wsparcia. Popularne jest hasło, że nauczycielem trzeba się po prostu urodzić i albo to ktoś robi dobrze, albo powinien robić coś innego. I pewnie jest w tym trochę prawdy. Ale mimo wielkiego zamiłowania do tej profesji i dobrego wykonywania swoich obowiązków, nauczyciel potrzebuje wsparcia i wzmacniania. Wielu nauczycieli zaczynało ten zawód z prawdziwym poczuciem misji, z żywą wiarą w to, że będą mieli możliwość pozytywnie wpływać na życie przyszłych dorosłych. Ale po drodze ich energia zgasła, ich poczucie sprawczości zmalało niemal do zera, ich chęć wspierania dziecka spadła tak nisko, że ciężko ją odnaleźć. To się nazywa wysokie prawdopodobieństwo wypalenia zawodowego, a wynika ono z faktu, że jako nauczyciele głównie dajemy – swoją energię, swój czas, swoje zaangażowanie, swoją kreatywność, a przede wszystkim swoje emocje. Zawieszamy swoje potrzeby, ukrywamy uczucia („bo skoro sam wybrałeś zawód, to po co narzekasz”) i dążymy do zabezpieczania głównie potrzeb naszych podopiecznych. W różnorodnej grupie często nie jesteśmy w stanie zrobić tego doskonale, co powoduje w nas dodatkową frustrację.

Na studiach, ani nigdy potem nikt nas nie nauczył, jak regenerować własne zasoby emocjonalne i intelektualne, by ich nie wyczerpać. Wielu nauczycieli się szkoli, ale wciąż koncentrujemy się na swojej skuteczności dydaktycznej (czasami wychowawczej), ale nie skupiamy się na najważniejszym aspekcie – na wzmacnianiu samych siebie. A z pustego nawet Salomon nie naleje. Nie może być mowy o tym, żeby nauczyciel wspierał skutecznie ucznia i budował jego samoocenę czy wiarę w siebie, jeśli sam ich nie ma. Nie można właściwie realizować procesu edukacji, samemu się stale nie rozwijając.

Dlatego – Drodzy Nauczyciele, zatrzymajcie się na chwilę lub dwie, przyjrzyjcie się swoim frustracjom, swojej niepewności, swojej (nie)chęci do pracy, swojej SKUTECZNOŚCI. Jeśli coś nie gra, to zacznijcie się przyglądać własnym potrzebom, zadbajcie o swój rozwój – nie tylko w zakresie dydaktyki czy metodyki, ale wyjdźcie od rozwoju osobistego, od zaspokajania własnych potrzeb, od swojego ja. Jeśli nie zadbacie o siebie, nie będziecie potrafili być dobrymi edukatorami. A przecież każdy z nas chciałby przede wszystkim być skuteczny w procesie wspierania swoich uczniów. Żaden z nas nie chce również przenosić frustracji, złości, poczucia niemocy na swoje życie prywatne. Aby tego uniknąć, musimy zadbać o siebie!

Jak ostatnio usłyszałam od pewnego ratownika medycznego: „skuteczny ratownik, to zdrowy ratownik” – myślę, że doskonale można to odnieść do naszego zawodu.

*******
Z przerażeniem obserwuję jak przebiega proces kształcenia młodych nauczycieli w dzisiejszych pseudo uczelniach. Studenci/studentki przychodzą na zajęcia podczas praktyk nieprzygotowani. Oni nawet nie mają pojęcia ,co znaczy  dobrze przygotować się do praktyki. Brak im poczucia obowiązku, może nawet chęci do jakiejkolwiek pracy.
Nie raczą powiadomić, że uczelnia pragnie podjąć współpracę ze szkołą, nie raczą przynieść harmonogramu praktyk. Podczas hospitowanych zajęć często zajmują się zupełnie innymi sprawami, lekko traktując swoje obowiązki. Ja miałam takie studentki, które podczas hospitowania zajęć czytały sobie książki, nie sporządzając żadnych notatek.
Potem przychodzi z dzienniczkiem hospitacji, w którym nie ma żadnych zapisów lub są tak lakoniczne, że nic z nich nie wynika.
Wreszcie przychodzi czas na samodzielnie poprowadzenie zajęć. Kserują przewodnik nauczyciela i kropka w kropkę prowadzą zajęcia nie zmieniając niczego, ani nie dodając niczego od siebie. Jeśli skończą zajęcia wcześniej to dalej nie wiedzą co ze sobą i uczniami zrobić. Na pewno daje tu dużo doświadczenie, które zdobywa się w trakcie pracy. Ale nie dopyta się nauczyciela, który służy przecież radą i pomocą.
Przygotowanie scenariuszy zajęć to kolejny problem, który odbywa się na zasadzie <po najmniejszej linii oporu>.
Strach, jakie pokolenia wyrosną na takim przygotowaniu studentów do zawodu. Ale może pewnym sferom jest to na rękę. mniej świadomym narodem łatwiej rządzić.

autorka: Anita Dybowska – mama trójki dzieci. Lektor, metodyk. Pracuje w szkole językowej. Jest EduEkspertem w Fundacji EduTank. Interesuje się psychologią. Bardzo lubi czytać książki i tańczyć.

W takim razie jestem fanką pani Anity Dybowskiej.Jestem nauczycielem, który z upływem lat coraz bardziej lubi swoją pracę, uwielbiam kontakt z uczniami. Interesuję się psychologią, medycyną naturalną. również lubię czytać książki i tańczyć. Większość życia stale się rozwijałam, wykorzystując do tego zasoby Internetu oprócz kursów, które musiałam kończyć z racji wykonywanego zawodu.
7
Psycholog / Samotność
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Marzec 15, 2017, 22:07:08 »

Czy człowiek samotny to taki, który żyje w pojedynkę? Chyba nie tylko. Jak powtarzał Robin Wiliams, najgorszym rodzajem samotności jest samotność wśród najbliższych. Pozornie wszystko jest w porządku, ale czy na pewno...???
Są ludzie samotni z wyboru. W ciągu dnia żyją wśród wielu znajomych, ale nie wyobrażają sobie swojego wolnego czasu spędzonego razem z innymi. Wtedy, gdy są sami, czują się dobrze. Są panami samych siebie. Zgodnie z tym, że każdy ma prawo żyć tak jak mu wygodniej.
Samotność może  przybierać różne formy i być udziałem także tych, którym nie brakuje towarzystwa.

Oto 6 typów samotności:

1. Samotność w nowej sytuacji
Może pojawiać się, gdy np. przeprowadzasz się do innego miasta, gdzie nikogo nie znasz, albo, kiedy rozpoczynasz nową pracę, zmieniasz szkołę i nagle obracasz się w kręgu zupełnie obcych twarzy. Wtedy dotyka cię uczucie, które często mylone jest ze strachem, obawami, brakiem wiary w siebie. Te owszem - mogą się pojawiać, ale mogą być skutkiem odczuwania samotności.

2. Samotność z odmienności
Bywa czasem tak, że znajdując się w miejscu, które jest nam znane, czujemy się odizolowani od innych. Może to wynikać z odmiennych priorytetów, czy zainteresowań. Dla nas coś może być ważne, a dla ludzi wokół nas nie. Oni mogą uwielbiać pewną formę spędzania czasu, a my możemy lubić coś zupełnie innego. Bardzo trudno jest nawiązać kontakt z ludźmi, którzy mają zupełnie inne priorytety i potrzeby. Tak rodzi się samotność.

3. Samotność wśród bliskich
Nawet jeśli żyjemy w dużej rodzinie, mamy rodzeństwo, rodziców, przyjaciół, bywa, że czujemy się samotnie. Bliskie osoby nie są gwarancją poczucia bezpieczeństwa i uczestnictwa we wspólnym życiu. Tak naprawdę poczucie samotności może zmienić osoba, z którą pozostajemy w głębokiej relacji, czyli partner, mąż, żona, jednakże nawet i takie relacje nie zawsze są prawidłowe, rodzi się poczucie zagubienia, samotności, które czasami nas zbyt przytłacza.

4. Samotność wśród wielu znajomych
To, że otaczamy się bliskimi ludźmi - kolegami, znajomymi - nie oznacza, że nie możemy czuć się samotnie. Zdarza się, że mimo zażyłej relacji z drugim człowiekiem, nie jesteśmy w stanie nazwać go prawdziwym przyjacielem, ponieważ on na to nie pozwala. Ludzie mogą być przyjaźni, nie będąc naszymi przyjaciółmi. Być może są zbyt zajęci swoimi własnymi sprawami, by aktywnie uczestniczyć w twoim życiu, albo mają wielu „starych-dobrych” przyjaciół i nie zastanawiają się  nad tym, by nawiązać taką więź z kimś nowym.

5. Samotność z braku zaufania
Bywają sytuacje, gdy brak nam pewności, czy ktoś bliski jest z nami naprawdę szczery, troszczy się o nas i zależy mu na naszym dobru. Podstawą prawdziwej przyjaźni, czy miłości jest to, że możemy bezgranicznie ufać drugiej osobie, nie biorąc nawet pod uwagę tego, że mogłaby zrobić coś, co nas skrzywdzi.  Możemy czuć się samotnie, jeśli brakuje nam tego poczucia - nawet jeśli miło spędzamy razem czas i dobrze się czujemy w swoim towarzystwie.

6. Samotność „po godzinach”
Czym innym jest samotność odczuwana, gdy naprawdę nie mamy nikogo bliskiego, a czym innym samotność, gdy brakuje nam obecności drugiej osoby, gdy wracamy do pustego domu. Możemy prowadzić bardzo aktywne życie zawodowe, żyć w ogromnej rodzinie, otaczać się przyjaciółmi i mimo wszystko czuć się samotnie, jeśli codziennie wracamy do swojego mieszkania, w którym nikt na nas nie czeka. Czasami obecność choćby współlokatora czytającego książkę na kanapie robi ogromną różnicę. W ciągu dnia zajęci obowiązkami często nie zastanawiamy się nad tym, jak się czujemy w swoim życiu - takie myśli nachodzą nas zazwyczaj, gdy nic nas nie absorbuje, dlatego wieczorem w pustym mieszkaniu możemy czuć się samotnie - paradoksalnie po całym dniu spędzonym  w tłumie ludzi.

***

źródło: www.psychcentral.com

Życzmy sobie, byśmy jednak nie byli samotni, szczególnie wśród najbliższych osób.
Zachęcam Państwa do dzielenia się swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego zagadnienia.
Iwona
8
Humor ze szkolnych zeszytów / Odp: Uśmiechnij się
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Luty 15, 2017, 21:33:25 »
Dobre.  :)
Prosimy o więcej.
9
Gry / W jakie gry gracie? :)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Avis:) dnia Luty 14, 2017, 10:15:55 »
Mam od jakiegoś czasu kanał a Youtube na którym między innymi gram w gry. Stąd też moje pytanie.
W jakie gry najchętniej gracie, i czy lubicie też patrzeć jak ktoś inny gra w te gry.
Ja na przykład, bardzo lubię grać w gry RPG, ale nie za bardzo bym chciał coś takiego oglądać. Natomiast w gry horrorowe jak na przykład nowy Resident Evil sam bym nie zagrał (bo się poprostu boję), dlatego wolę patrzeć jak gra w nie kto inny.

Dzięki za wasze odpowiedzi


Jak by was interesowało, oto link do mojego kanału:
https://www.youtube.com/channel/UCeQuIxFFNYLX5_hxDh6Df6g
10
Humor ze szkolnych zeszytów / Odp: Uśmiechnij się
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Avis:) dnia Luty 14, 2017, 10:09:27 »
W szkole na matematyce pani pyta Jasia:
-Jasiu co to jest kąt??
Jasiu na to:
-Kąt to najbrudniejsza część mojego pokoju


Pani zadała temat wypracowania: "Kim będziesz jak dorośniesz".
Jaś napisał w wypracowaniu:
"Najpierw będę lekarzem, bo tak chce tata. Potem zostanę prawnikiem, jak chce mama. A na końcu zostanę kominiarzem, bo mi się też coś od życia należy..."
Strony: [1] 2 3 ... 10