KREATYWNI
   

Ken Robinson

Offline Iwona

  • *****
  • 155
  • +24/-1
Ken Robinson
« dnia: Wrzesień 07, 2015, 16:14:48 »
Ken Robinson, „Kreatywne szkoły” – fragment
Napisane 7 września 2015 przez Redakcja   


                                                                   

Książka Kreatywne szkoły Kena Robinsona ukaże się 23 września, a już dziś za pośrednictwem naszego Forum udostępniamy Wam jej fragment – życzymy przyjemnej i inspirującej lektury!
WPROWADZENIE
MINUTA PRZED PÓŁNOCĄ

Czy martwisz się o edukację? Ja tak. Jednym z moich najpoważniejszych zmartwień jest to, że choć systemy edukacji na całym świecie są poddawane reformom, to w wielu przypadkach reformy te przeprowadzane są z motywów politycznych i komercyjnych, przy błędnym rozumieniu tego, w jaki sposób ludzie tak naprawdę się uczą i jak działają wspaniałe szkoły. W rezultacie niszczy się perspektywy niezliczonej liczby młodych ludzi. Prędzej czy później, z pozytywnym czy negatywnym skutkiem, reformy te dotkną także Ciebie lub kogoś, kogo znasz. To ważne, by zrozumieć, czego dotyczą. Jeśli zgadzasz się z tym, że idą w złym kierunku, mam nadzieję, że staniesz się częścią ruchu na rzecz bardziej holistycznego podejścia, w którym pielęgnuje się zróżnicowane talenty wszystkich naszych dzieci.

W tej książce chcę pokazać, w jaki sposób kultura standaryzacji krzywdzi uczniów i szkoły, oraz zaprezentować inny sposób myślenia o edukacji. Chcę także pokazać, że kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, masz siłę, by zmieniać system. Zmiany już zachodzą. Na całym świecie jest dużo świetnych szkół, wspaniałych nauczycieli i inspirujących liderów, którzy kreatywnie pracują, by zapewnić uczniom taką edukację, jakiej potrzebują – spersonalizowaną, wrażliwą i zorientowaną na społeczności. Są całe okręgi, a nawet krajowe systemy oświaty, które zmierzają w tym samym kierunku. Ludzie na każdym szczeblu tych systemów wywierają nacisk, by wprowadzać zmiany, za którymi się opowiadam.

W 2006 roku wystąpiłem na konferencji TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii z prelekcją zatytułowaną „Czy szkoły zabijają kreatywność?”. Sednem tej prelekcji było, że wszyscy rodzimy się z ogromnymi pokładami naturalnych talentów, ale do czasu kiedy kończymy szkołę, zdecydowanie zbyt wielu z nas traci z nimi kontakt. Jak to wówczas ująłem: wielu niezwykle utalentowanych, genialnych ludzi nie uważa siebie za takich, ponieważ to, w czym byli dobrzy, nie było w szkole doceniane albo było wręcz napiętnowane. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są katastrofalne zarówno dla jednostek, jak i dla zdrowia wspólnot, w których żyjemy.

Moje wystąpienie okazało się najczęściej oglądanym w historii TED. Nagranie ma ponad trzydzieści milionów odsłon i szacuje się, że obejrzało je około trzystu milionów ludzi na całym świecie. Wiem, że nagrania Miley Cyrus ogląda znacznie więcej osób, ale ja nie tańczę w skąpym stroju.

Odkąd nagranie z mojego wystąpienia zostało zamieszczone w Internecie, słyszałem od setek uczniów na całym świecie, że pokazali je swoim nauczycielom lub rodzicom, od rodziców, że pokazali je dzieciom, od nauczycieli, że pokazali je swoim dyrektorom, i od kuratorów, że pokazali je wszystkim. Przyjmuję to za dowód, że w swoich poglądach nie jestem odosobniony. Same problemy także nie są nowe.

W zeszłym roku przemawiałem na jednej z uczelni na środkowym wschodzie USA. Podczas przerwy obiadowej jeden z wykładowców powiedział do mnie: „Robisz to już od dawna, prawda?”. Zapytałem: „Co?”, a on odpowiedział: „Starasz się zmieniać edukację. Ile to już trwa, osiem lat?”. Zapytałem: „Jak to osiem?”, odpowiedział: „Od tej prelekcji na konferencji TED”. Odparłem: „No tak, ale byłem na świecie już wcześniej…”.

Pracuję w edukacji od ponad czterdziestu lat, jako nauczyciel, badacz, szkoleniowiec, egzaminator i doradca. Pracowałem z najróżniejszymi ludźmi, instytucjami i całymi systemami edukacji, a także z przedstawicielami biznesu, rządów i organizacji kulturalnych. Kierowałem praktycznymi inicjatywami na poziomie szkół, okręgów i całych krajów, a także pomagałem tworzyć nowe instytucje. W tym wszystkim działałem na rzecz bardziej zrównoważonego, spersonalizowanego i kreatywnego podejścia do edukacji.

Już od bardzo dawna, a ze szczególnym nasileniem od dziesięciu lat, ludzie na całym świecie mówią mi, jak bardzo są sfrustrowani ogłupiającym wpływem testów i standaryzacji na nich samych, na ich dzieci lub przyjaciół. Wielu czuje, że są bezradni i że nie mogą nic zrobić, by zmienić edukację. Inni mówią, że lubią moje prelekcje w Internecie, ale denerwuje ich, że nie mówię, co mogą zrobić, żeby zmienić system. Mam trzy odpowiedzi. Pierwsza jest taka: „To było osiemnastominutowe wystąpienie, daj mi spokój”. Druga brzmi: „Jeśli naprawdę interesuje cię to, co na ten temat sądzę, opublikowałem różne książki, raporty i strategie, które być może uznasz za pomocne”. Trzecią odpowiedzią jest ta książka.

Często słyszę te same pytania: co jest nie tak w edukacji i dlaczego? Gdybyś mógł stworzyć edukację od nowa, jak by wyglądała? Czy byłyby w niej szkoły? Czy byłyby różne rodzaje szkół? Co by się w nich działo? Czy każdy musiałby do nich chodzić? W jakim wieku dzieci zaczynałyby się uczyć? Czy wprowadziłbyś testy? I skoro mówisz, że ja także mogę coś zmienić w edukacji, to jak mam zacząć?

Najbardziej fundamentalne pytanie brzmi: po co jest edukacja? Ludzie mają na ten temat bardzo różne poglądy. „Edukacja”, podobnie jak „demokracja” czy „sprawiedliwość”, jest przykładem tego, co filozof Walter Bryce Gallie nazwał „pojęciem z istoty spornym”. „Edukacja” ma różne znaczenie dla różnych ludzi w zależności od wartości kulturowych, jakie wyznają, oraz od ich poglądów na kwestie z oświatą powiązane, jak tożsamość etniczna, płeć, ubóstwo czy klasy społeczne. Nie oznacza to, że nie możemy o tym dyskutować ani nic z tym zrobić. Musimy jednak posługiwać się jasną terminologią. Dlatego zanim przejdziemy dalej, pozwól, że powiem kilka słów o pojęciach „uczenie się”, „edukacja”, „szkolenie” i „szkoła”, które bywają z sobą mylone.

U c z e n i e   s i ę   to proces nabywania wiedzy i umiejętności. Istoty ludzkie są organizmami w najwyższym stopniu ciekawymi nowych rzeczy. Małe dzieci od urodzenia mają nieposkromiony apetyt na to, by się uczyć. U zbyt wielu apetyt ten zaczyna słabnąć w miarę postępowania nauki w szkole. Podtrzymywanie go jest kluczem do transformacji edukacji.

E d u k a c j a  oznacza zorganizowane programy nauczania. Formalna edukacja zakłada, że młodzi ludzie muszą wiedzieć, rozumieć i potrafić robić rzeczy, których by się nie nauczyli, gdyby pozostawić ich samym sobie. Kluczową kwestią jest tu to, czym są te rzeczy i jak edukacja powinna być zorganizowana, by pomóc uczniom się ich nauczyć.

S z k o l e n i e  to rodzaj edukacji koncentrujący się na nauce konkretnych umiejętności. Pamiętam burzliwe dyskusje z czasów, kiedy byłem na studiach, dotyczące trudności w odróżnieniu edukacji od szkoleń. Różnica stawała się wystarczająco wyraźna, kiedy rozmawialiśmy o edukacji seksualnej. Większość rodziców ucieszyłaby wiadomość, że ich nastoletnie dziecko odbyło w szkole edukację seksualną; prawdopodobnie byliby jednak mniej zadowoleni, gdyby się dowiedzieli, że odbyło się w tej materii szkolenie.

Przez   s z k o ł y   rozumiem nie tylko konwencjonalne placówki dla dzieci i nastolatków, do jakich przywykliśmy. Mam tu na myśli każdą społeczność, która gromadzi się, by wspólnie się uczyć. Szkoła w takim znaczeniu, jakiego tu używam, obejmuje edukację domową, unschooling oraz nieformalne zgromadzenia, zarówno fizyczne, jak i internetowe, od przedszkoli po uniwersytety i dalej. Niektóre cechy formalnej edukacji mają niewiele wspólnego z uczeniem, a nawet mogą mu aktywnie przeszkadzać. Rewolucja, której potrzebujemy, obejmuje przemyślenie na nowo tego, jak działa szkoła i co zaliczamy do szkół. Obejmuje także uwierzenie w inną opowieść o edukacji.

Wszyscy lubimy opowieści, nawet jeśli nie są prawdziwe. Jednym ze źródeł wiedzy o świecie dla dorastającej osoby są opowieści, które słyszy. Niektóre z nich dotyczą określonych wydarzeń i osób z kręgu naszej rodziny i przyjaciół. Inne są częścią większej kultury, do której należymy – mitów, baśni czy bajek o życiu, które urzekały ludzi od pokoleń. W tych, które często się opowiada, granica pomiędzy faktami a mitami może się zacierać i łatwo możemy pomylić jedne z drugimi. Tak właśnie jest w przypadku opowieści o edukacji, w którą wielu ludzi wierzy, pomimo że nie jest i nigdy nie była prawdziwa. Ta opowieść jest taka:

Młodzi ludzie idą do szkoły podstawowej głównie po to, żeby nauczyć się elementarnych umiejętności czytania, pisania i liczenia. Umiejętności te są niezbędne, żeby mogli dobrze poradzić sobie w szkole średniej. Jeśli następnie pójdą na studia wyższe i zdobędą dobre wykształcenie, znajdą dobrze płatną pracę, a cały kraj także będzie dobrze prosperował.

W tej opowieści prawdziwa inteligencja przejawia się w tych umiejętnościach, których używamy w nauce szkolnej. Dzieci rodzą się z różną ilością tej inteligencji, dlatego oczywiście jedne dobrze radzą sobie w szkole, a inne nie. Te, które są naprawdę inteligentne, idą na dobre uniwersytety z innymi naukowo bystrymi uczniami. Ci, którzy kończą studia z dobrym wynikiem na dyplomie, mają zagwarantowaną dobrze płatną pracę w zawodzie i własne biuro. Uczniowie mniej inteligentni, naturalnie, gorzej radzą sobie w szkole, a niektórzy ją porzucają. Ci, którzy kończą szkołę średnią, mogą zakończyć edukację na tym poziomie i poszukać gorzej płatnej pracy. Mogą także kształcić się dalej, ale w mniej akademickich, a bardziej zawodowych kierunkach, i zdobyć przyzwoitą pracę w sferze usług lub pracę fizyczną, z własnym zestawem narzędzi.

Jeśli przedstawić tę opowieść aż tak dramatycznie, może przypominać karykaturę. Ale kiedy przyjrzymy się temu, co się dzieje w wielu szkołach, kiedy posłuchamy, czego wielu rodziców oczekuje od swoich dzieci i dla nich, kiedy zastanowimy się nad tym, co wielu decydentów na całym świecie rzeczywiście robi, to wydaje się, że oni naprawdę wierzą, że obecne systemy edukacji są zasadniczo w porządku, a nie działają tak dobrze, jak powinny, ponieważ standardy spadły. W konsekwencji większość wysiłków koncentruje się na podnoszeniu standardów przez zwiększanie konkurencyjności i odpowiedzialności. Być może Ty także wierzysz w tę opowieść i zastanawiasz się, co z nią jest nie tak.

Ta opowieść to niebezpieczny mit. Jest jednym z głównych powodów, dla których tak wiele reform się nie sprawdza. Wręcz przeciwnie, potęgują często właśnie te problemy, które mają rozwiązywać. Problemy te to między innymi niepokojący odsetek osób, które nie kończą szkół czy uniwersytetów, poziom stresu i depresji – a nawet samobójstw – wśród uczniów i nauczycieli, spadek wartości dyplomów wyższych uczelni, gwałtowny wzrost kosztów zdobycia takich dyplomów oraz rosnący poziom bezrobocia zarówno wśród absolwentów, jak i wśród osób bez wyższego wykształcenia.

Politycy często zachodzą w głowę, jak rozwiązać te problemy. Czasem nakładają kary na szkoły za to, że nie stają na wysokości zadania. Bywa także, że uruchamiają programy naprawcze, aby przywrócić im efektywność. Ale problemy pozostają, a pod wieloma względami stają się nawet większe. Powodem jest to, że przyczyną wielu z nich jest sam system.

Wszystkie systemy działają w sposób dla siebie właściwy. Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat i mieszkałem jeszcze w Liverpoolu, wybrałem się do rzeźni. (Już nie pamiętam po co. Pewnie byłem na randce). Rzeźnie budowane są po to, żeby zabijać zwierzęta. I działają. Niewiele zwierząt ucieka i zakłada stowarzyszenia ocalonych. Kiedy doszliśmy do końca, przeszliśmy obok drzwi z tabliczką: „weterynarz”. Wydawało mi się, że ta osoba musi czuć się mocno przygnębiona pod koniec przeciętnego dnia, i zapytałem przewodnika, po co w rzeźni weterynarz. Czy nie jest na to już trochę za późno? Przewodnik odpowiedział, że weterynarz przychodzi okresowo, żeby przeprowadzić losowe sekcje zwłok. Pomyślałem, że musiał już zdążyć wpaść w rutynę.

Jeśli projektujemy system po to, by robił określoną rzecz, nie dziwmy się, że ją robi. Jeśli opieramy system edukacji na standaryzacji i ujednolicaniu i tłumimy w nim indywidualność, wyobraźnię i kreatywność, nie dziwmy się, że to właśnie robi.

Jest różnica pomiędzy symptomami a przyczynami. Jest wiele symptomów obecnej choroby edukacji, które nie ustaną, dopóki nie zrozumiemy istoty problemów, z których te symptomy wynikają. Jednym z nich jest przemysłowy charakter edukacji publicznej. Krótko mówiąc, problem polega na tym, że w większości krajów rozwiniętych do połowy dziewiętnastego wieku nie było systemów masowej, publicznej edukacji. Systemy te zostały opracowane w dużej mierze po to, by sprostać potrzebom pracy w czasach rewolucji przemysłowej, i zorganizowane zostały na zasadach produkcji masowej. Ruch standaryzacji koncentruje się rzekomo na tym, żeby uczynić te systemy bardziej efektywnymi i solidniejszymi. Problem w tym, że te systemy są z natury nieprzystosowane do zupełnie nowych okoliczności dwudziestego pierwszego wieku.

W ciągu ostatnich czterdziestu lat populacja świata się podwoiła – z niecałych trzech miliardów do ponad siedmiu miliardów. Jesteśmy największą populacją ludzi, jaka kiedykolwiek żyła na Ziemi, a liczby gwałtownie rosną. Jednocześnie technologie cyfrowe zmieniają sposób, w jaki wszyscy pracujemy, bawimy się, myślimy, odczuwamy i kształtujemy relacje ze sobą nawzajem. Ta rewolucja dopiero się zaczyna. Stare systemy edukacji nie zostały stworzone z myślą o takim świecie. Ulepszanie ich przez podnoszenie konwencjonalnych standardów nie sprosta wyzwaniom, przed jakimi dziś stajemy.

Nie zrozum mnie źle – nie sugeruję, że wszystkie szkoły są beznadziejne i że cały system jest w opłakanym stanie. Oczywiście tak nie jest. Publiczna edukacja przyniosła najróżniejsze korzyści milionom ludzi, wliczając mnie. Nie mógłbym mieć takiego życia, jakie miałem, gdyby nie publiczna edukacja, którą otrzymałem w Anglii. Dorastałem w Liverpoolu w dużej robotniczej rodzinie i moje życie mogło potoczyć się w zupełnie innym kierunku. Edukacja otworzyła mój umysł na świat wokół i dała mi podstawy, na których zbudowałem swoje życie.

Dla niezliczonej liczby innych ludzi publiczna edukacja była ścieżką do osobistego spełnienia albo drogą ucieczki z biedy i marginesu. Wielu ludzi odniosło w tym systemie sukces i dobrze sobie dzięki niemu poradziło. Byłbym śmieszny, gdybym sugerował, że jest inaczej. Jednak zdecydowanie zbyt wielu nie odniosło po długich latach edukacji takich korzyści, jak powinni. Sukces tych, którzy dobrze sobie radzą, okupiony jest wysokimi kosztami płaconymi przez tych, którzy ponoszą porażkę. W miarę jak ruch standaryzacji nabiera tempa, tę cenę płaci coraz więcej uczniów. Zbyt często ci, którzy odnoszą sukces, robią to pomimo dominującej kultury edukacji, a nie dzięki niej.

Co zatem możesz zrobić? Niezależnie od tego, czy jesteś uczniem, nauczycielem, rodzicem, dyrektorem placówki czy decydentem, jeśli w jakikolwiek sposób jesteś zaangażowany w edukację, możesz być częścią zmiany. W tym celu potrzebujesz trzech form zrozumienia:   k r y t y k i   obecnego stanu rzeczy,   w i z j i   tego, jak edukacja powinna wyglądać, oraz   t e o r i i   z m i a n y,  aby wiedzieć, jak przejść od pierwszej do drugiej. To właśnie prezentuję w tej książce na podstawie doświadczeń własnych oraz wielu innych ludzi. W kolejnych rozdziałach przeplatają się trzy rodzaje treści: analizy, zasady i przykłady.

Jeśli chcesz zmieniać edukację, ważne jest, byś rozumiał, jakiego rodzaju jest to system. Nie jest monolityczny ani niezmienny i dlatego możemy coś z nim zrobić. Ma wiele twarzy, wiele krzyżujących się interesów i wiele miejsc dla potencjalnych innowacji. Świadomość tego pozwala wyjaśnić, dlaczego i w jaki sposób możesz ją zmienić.

Rewolucja, za którą się opowiadam, opiera się na innych zasadach niż ruch standaryzacji. Opiera się na wierze w wartość jednostki, w prawo do samookreślenia, w nasz potencjał do rozwijania się i osiągnięcia spełnienia w życiu oraz w znaczenie społecznej odpowiedzialności i szacunku do innych. W dalszej części książki powiem więcej o czterech celach edukacji, które uważam za podstawowe: osobistym, kulturowym, społecznym i gospodarczym. Uważam, że edukacja ma na celu   u m o ż l i w i e n i e   u c z n i o m   z ro z u m i e n i a   ś w i a t a   w o k ó ł   n i c h   o r a z   n a t u r a l n y c h   t a l e n t ó w   t k w i ą c y c h   w   i c h   w n ę t r z u,   a b y   m o g l i   s t a ć   s i ę   s p e ł n i o n y m i   j e d n o s t k a m i   i   a k t y w n y m i,   w r a ż l i w y m i   o b y w a t e l a m i.

Ta książka jest pełna przykładów z wielu rodzajów szkół. Opiera się na pracy tysięcy ludzi i organizacji działających na rzecz zmiany edukacji oraz na dostępnych wynikach najnowszych badań, które zostały efektywnie wdrożone. Moim celem jest przedstawienie spójnego przeglądu zmian potrzebnych w szkołach i dla szkół. Obejmuje on kontekst transformacji edukacji, dynamikę przeprowadzania zmian w szkołach, a także takie kluczowe kwestie, jak uczenie się, nauczanie, program, ocenianie oraz działania władz. Nieuniknioną ceną prezentowania dużego obrazu jest mniejsza liczba szczegółów w niektórych jego częściach. Z tego powodu często odsyłam do prac innych osób, dogłębniej omawiających problemy, które ja zmuszony byłem ująć skrótowo.

Jestem w pełni świadomy silnej presji politycznej, pod jaką znajduje się edukacja. Działania, poprzez które presja ta jest wywierana, muszą zostać zmienione. Mój apel kierowany jest częściowo do samych decydentów, aby uświadomili sobie potrzebę radykalnych zmian. Ale rewolucje nie czekają na ustawy. Wyłaniają się z działań ludzi, od dołu. Edukacja nie odbywa się w pomieszczeniach komisji parlamentarnych ani w przemowach polityków. Jest tym, co ma miejsce pomiędzy uczniami a nauczycielami w prawdziwych szkołach. Jeśli jesteś nauczycielem, dla Twoich uczniów   T y   j e s t e ś   systemem. Jeśli jesteś dyrektorem szkoły, dla Twojej społeczności   T y   j e s t e ś   systemem. Jeśli jesteś decydentem, dla szkół, które nadzorujesz,   T y   j e s t e ś   systemem.

Jeśli jesteś w jakikolwiek sposób zaangażowany w edukację, masz trzy możliwości: możesz dokonywać zmian w ramach systemu, możesz wywierać nacisk na zmiany samego systemu albo możesz działać poza systemem. Wiele przykładów inicjatyw, jakie prezentuję w tej książce, dotyczy innowacji w ramach systemu takiego, jaki jest. Systemy jako całość także mogą się zmieniać i pod wieloma względami to już się dzieje. Im więcej innowacji wprowadza się w systemie, tym bardziej prawdopodobne jest to, że cała struktura ewoluuje.

Przez większość życia mieszkałem i pracowałem w Anglii. W 2001 roku razem z rodziną przeprowadziliśmy się do Stanów Zjednoczonych. Od tego czasu dużo podróżowałem po całym kraju i pracowałem z nauczycielami, władzami okręgów szkolnych, stowarzyszeniami zawodowymi i decydentami na wszystkich poziomach edukacji. Z tego powodu ta książka analizuje przede wszystkim to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Ale problemy dotyczące edukacji są globalne, w książce znajdują się także przykłady z innych części świata.

Koncentruję się tu przede wszystkim na edukacji od wczesnego dzieciństwa po koniec szkoły średniej. Kwestie, które omawiam, w ogromnym stopniu dotyczą także edukacji wyższej, a wiele uczelni wyższych zmienia się radykalnie wraz ze światem wokół nich. Odnoszę się do tych zmian w sposób ogólny, jednak dokładne przyjrzenie się im wymagałoby osobnej książki.

Niedawno zostałem zapytany w wywiadzie o moje teorie. Odpowiedziałem, że nie są po prostu teoriami. Przedstawiam różne perspektywy teoretyczne dotyczące podejścia, które sugeruję, ale to, za czym się opowiadam, nie jest hipotetyczne. Opiera się na wieloletnim doświadczeniu i badaniu tego, co się w edukacji sprawdza, co motywuje uczniów i nauczycieli do najlepszych osiągnięć, a co nie. Staję przy tym po stronie długiej tradycji. Podejście, które zalecam, ma głębokie korzenie w historii nauczania i uczenia się od czasów starożytnych. To nie trend ani moda. Opiera się na zasadach, które od zawsze inspirowały rozwój edukacji, a które model przemysłowy, pomimo wszystkich swoich osiągnięć, systematycznie spychał na margines.

Wyzwania, przed którymi stoi nasz świat, także nie są teoretyczne. Są aż nazbyt prawdziwe i w większości wykreowane przez ludzi. W 2009 roku telewizja BBC w ramach serii Horizon wyemitowała odcinek o tym, ilu ludzi może żyć na Ziemi, zatytułowany: „Ilu ludzi może żyć na planecie Ziemia”? (BBC ma wielki talent do tytułów). Obecnie populacja świata liczy siedem miliardów dwieście milionów osób. To blisko dwukrotnie więcej niż w latach siedemdziesiątych, a szacuje się, że do połowy tego stulecia będzie nas już dziewięć miliardów, a do jego końca – dwanaście. Wszyscy mamy takie samo podstawowe zapotrzebowanie na czyste powietrze, wodę, pożywienie oraz paliwo, aby żyć tak, jak żyjemy. Ilu więc ludzi Ziemia jest w stanie utrzymać?

W tym odcinku wypowiadali się czołowi specjaliści w dziedzinie populacji, gospodarki wodnej, produkcji żywności oraz energetyki. Doszli do wniosku, że gdyby każdy człowiek na Ziemi konsumował tyle ile przeciętny mieszkaniec Indii, Ziemia mogłaby utrzymać maksymalnie piętnaście miliardów ludzi. Przy takim założeniu jesteśmy już w połowie drogi. Problem w tym, że nie każdy człowiek na Ziemi tyle samo konsumuje. Gdyby natomiast każdy człowiek na Ziemi konsumował tyle ile przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych, planeta mogłaby utrzymać maksymalnie półtora miliarda ludzi. Tę wartość przekroczyliśmy już pięciokrotnie.

Gdyby więc każdy chciał konsumować tyle ile mieszkańcy Ameryki, a wydaje się, że tak właśnie jest, do połowy tego stulecia będziemy potrzebowali pięciu dodatkowych planet. Radykalna zmiana naszego sposobu życia, myślenia i budowania relacji jest absolutnie konieczna. Jednocześnie jesteśmy bardziej podzieleni niż kiedykolwiek wcześniej pod względem kulturowym oraz pod względem gospodarczego współzawodnictwa o te same zasoby.

Często mówi się, że musimy ratować planetę. Nie jestem taki pewny. Ziemia jest tu już od prawie pięciu miliardów lat i ma przed sobą kolejnych pięć miliardów, zanim rozbije się o Słońce. O ile wiemy, współcześni ludzie, tacy jak my, pojawili się niecałe dwieście tysięcy lat temu. Gdyby przedstawić całą historię Ziemi jako jeden rok, pojawiliśmy się na niej niecałą minutę przed północą 31 grudnia. To nie planeta jest zagrożona, tylko warunki dla naszego przetrwania. Ziemia może w pewnym momencie stwierdzić, że ludzkość nie zrobiła na niej wrażenia. Z bakteriami jest znacznie mniej kłopotów. Być może dlatego przetrwały miliardy lat.

Prawdopodobnie to mniej więcej miał na myśli futurysta i autor powieści science fiction Herbert George Wells, kiedy powiedział, że cywilizacja to wyścig pomiędzy edukacją a katastrofą. Edukacja rzeczywiście jest naszą najlepszą nadzieją. Ale nie przestarzała, przemysłowa edukacja, stworzona na potrzeby dziewiętnastego i dwudziestego wieku, tylko nowa edukacja, dostosowana do wyzwań, przed którymi dziś stoimy, i do prawdziwych talentów, które leżą głęboko w nas wszystkich.

Ponieważ nasza przyszłość jest bardzo niepewna, rozwiązaniem nie jest robienie lepiej tego, co robiliśmy dotychczas. Musimy zrobić coś innego. Wyzwanie polega nie na tym, żeby naprawić ten system, ale żeby go zmienić; nie na jego   r e f o r m o w a n i u,  ale na   t r a n s f o r m a c j i.  Wielką ironią obecnej choroby edukacji jest to, że tak naprawdę wiemy, co się sprawdza, tylko nie robimy tego na wystarczająco szeroką skalę. Jesteśmy w lepszej sytuacji niż kiedykolwiek wcześniej, by to zmienić, poprzez wykorzystanie naszych technologicznych i kreatywnych zasobów. Mamy dziś nieograniczone możliwości angażowania wyobraźni młodych ludzi i zapewniania im form nauczania i uczenia się, które są do nich w najwyższym stopniu dopasowane.

Choć edukacja jest sprawą globalną, w nieunikniony sposób stanowi oddolny proces. Zrozumienie tego jest kluczem do transformacji. Świat przechodzi rewolucyjne zmiany i potrzebujemy rewolucji także w edukacji. Jak w przypadku większości rewolucji na tę zanosiło się od długiego czasu i w wielu miejscach jest już w zaawansowanym stadium. Nie idzie od góry na dół. Idzie – bo tak musi – od dołu do góry.


Tekst w Blog and tagged fragmenty, Ken Robinson, książki.


Poleca Iwona Puczko



 

W szybkiej odpowiedzi możesz użyć kodów BBC i uśmieszków tak jak przy normalnej odpowiedzi.

Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.

Nazwa: Email:
Weryfikacja:


Pytanie anty-spamowe:
Przepisz nazwę
kreatywni
pomijając samogłoski: