KREATYWNI
   

Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Uczniowie / Świadectwo z czerwonym paskiem
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Czerwiec 26, 2017, 23:08:21 »
Świadectwo z czerwonym paskiem

24 czerwca 2017 Marzena Żylińska

Na czym polega problem ze świadectwami z czerwonym paskiem i walką o jak najwyższą średnią? Wiele osób nie widzi niczego złego wyścigu szczurów i w wywoływaniu wrażenia, że ten jest najwięcej wart, kto zebrał najwięcej szóstek i piątek.
W komentarzach do moich wpisów wciąż pojawiają się wypowiedzi typu: „A co w tym złego, że nagradza się trud tych najlepszych uczniów? Dlaczego ktoś, kto ma średnią 5,8 nie ma być za to pochwalony na forum szkoły? Dlaczego nie ma dostać nagrody, skoro jest najlepszy? Czy mamy nagradzać leniów i nierobów za to, że się nie nauczyli?”
Chciałabym odpowiedzieć osobom, które piszą komentarze w podobnym tonie, wyjaśnić, dlaczego gonitwa za jak najwyższą średnią ocen jest szkodliwa i dlaczego zmuszania do niej uczniów jest zwyczajnie nieuczciwe i niemoralne. Duński terapeuta Jesper Juul twierdzi nawet, że jest to zwyczajne okłamywanie dzieci.
Często zdarza się, że absolwenci, którzy ukończyli szkołę z bardzo dobrymi wynikami i mogą się pochwalić świetnym świadectwem maturalnym, nie wiedzą, w którą stronę chcieliby w życiu iść, który kierunek wybrać. Nie wiedzą, co dalej robić, bo w szkole nie odkryli swoich silnych stron. Dla mnie to porażka szkoły, bo sukcesu w życiu nie odnoszą ci, którzy w szkole mieli najwyższe oceny ze wszystkich przedmiotów, ale ci, którzy w szkole rozwinęli swoje zainteresowania i pasje! W życiu, jak mówi profesor neurobiologii Gerald Hüther, sukcesu nie odnoszą pilni „wypełniacze obowiązków” (niem. Pflichterfüller), którzy uwierzyli, że drogą do sukcesu jest robienie tego, czego oczekują od nich inni, ale ci, których napędza motywacja wewnętrzna i którzy zgłębiają interesujące ich dziedziny nie dlatego, że ktoś im kazał, ale dlatego, że tego chcą, że ich to interesuje.
Tak więc chodzi tu o zupełnie różne podejścia do nauki. Szkoła, w której największym sukcesem jest wysoka średnia ocen ze wszystkich przedmiotów stawia na motywację zewnętrzną i na sterowanie młodymi ludźmi za pomocą kar i nagród (oceny); szkoła, która za cel stawia sobie stworzenie środowiska umożliwiającego rozwój potencjału każdego ucznia, dostrzega wszystkie bez wyjątku talenty.
Żeby przekonać nieprzekonanych warto posłużyć się przykładami. Steve Jobs to człowiek, któremu trudno odmówić geniuszu. Wizjoner i twórca wytyczający nowe drogi. W szkole miał trudności, a po pierwszym półroczu rzucił uczelnię (pozostał do końca roku, bo jego rodzice zapłacili czesne, ale chodził tylko na te zajęcia, które sam sobie wybierał). Gillian Lynne genialna tancerka wciąż miała problemy w szkole, nie odrabiała zadań, nie radziła sobie z pisaniem i matematyką, wciąż przeszkadzała. Nauczyciele sugerowali rodzicom, by wysłać Gillian do szkoły specjalnej. Matka poszła z nią do psychologa, który orzekł, że to nie żadna choroba, Gillian jest urodzoną tancerką i trzeba ją posłać do szkoły baletowej. Zamiast do szkoły specjalnej mama wysłała więc córkę do szkoły tańca i problemy zmieniły się w ciąg sukcesów. Inny przykład to niemiecki noblista Tomasz Mann, któremu nauczyciel niemieckiego wciąż dawał marne oceny za prace pisemne, twierdząc przy tym „Z ciebie Mann twoja matka nigdy nie będzie mogła być dumna”. Elvisa Presleya nie przyjęto do szkolnego chóru, bo uznano, że się nie nadaje. Nauczyciele nie dostrzegli talentu przyszłych Beatlesów (Paul McCartney i George Harrison chodzili do tej samej szkoły). Doskonałym przykładem tego, jak łatwo w obecnym systemie szkoły można uznać wybitnie uzdolnionego człowieka za beznadziejny przypadek kwalifikujący się do szkoły specjalnej jest Sally Gardner, brytyjska pisarka i ilustratorka książek dla dzieci. Jako dziecko miała najcięższą postać dysleksji i mimo starań długo nie potrafiła nauczyć się czytać.
Sally Gardner tak wspomina swoje szkolne lata: „Przez całą podstawówkę sadzano mnie w ostatniej ławce z elementarzem „Janet i John mają byka” i kazano składać literki. To była najbrzydsza, najbardziej pozbawiona charakteru książka, jaką kiedykolwiek miałam w rękach. Oczywiście nie szło mi, więc nie pozwolono mi robić nic innego. Nie mogłam się uczyć matematyki, francuskiego, do którego miałam ucho, geografii, biologii – bo według nauczycieli i tak nie miało to sensu. Chodziłam więc tylko na lekcje angielskiego, historii i sztuki. I modliłam się, żeby nie umrzeć z nudów. Na szczęście mogłam rysować, więc rozwijałam się w tym kierunku, chociaż też zdarzało mi się słyszeć, że moje rysunki są do niczego, bo na przykład „niebo nie styka się z ziemią, a przecież wiadomo, że zawsze się styka”. Sally – właściwie Sarah, zmieniła imię na Sally, bo nie umiała napisać swojego – nauczyła się czytać dopiero w wieku 14 lat. Była wtedy uczennicą w szkole dla nieprzystosowanych, gdzie wylądowała po negatywnych doświadczeniach w wielu innych szkołach, publicznych, prywatnych i alternatywnych. Najgorzej wspomina dwa lata zajęć z panią psycholog, która obiecała, że „wyleczy ją z dysleksji”, co jak wiadomo jest niemożliwe, bo dysleksja to nie choroba.
Na pytanie Agnieszki Jucewicz o postawę rodziców i o to, czy wywierali na nią presję, Sally Gardner odpowiedziała: Może by wywierali, gdybym się uczyła np. średnio, ale ja zawsze byłam najgorsza, więc się nie łudzili, że zostanę kolejnym prawnikiem w rodzinie. Chociaż matka nigdy nie sądziła, że jestem głupia. Nigdy. Może dlatego w głębi duszy mimo to, co słyszałam dookoła, ja też w to nie wierzyłam. Niedługo po diagnozie mój cudowny ojczym zabrał mnie na wyścigi konne. Dał mi dziesięć szylingów, co było wtedy zawrotną sumą, i powiedział: „Sally, stawiaj, na którego chcesz, ile chcesz”. Matka była na niego wściekła, że tak szasta pieniędzmi. Całe dziesięć szylingów postawiłam na konia, który wabił się Silly Season (Głupia Pogoda). Wystartował ostatni. A potem z każdym metrem nabierał prędkości i na metę przybiegł pierwszy. Powiedziałam wtedy mamie: „Widzisz, ja jestem jak ten koń! Nigdy nie wolno tracić nadziei!”.
Mama Sally Gardenr była sędzią sądu najwyższego, a ojciec prawnikiem i posłem, być może dziewczynce udało się zachować dobry obraz samej siebie dzięki reakcjom znajomych rodziców, którzy uważali ją za osobę inteligentną i nie wierzyli, że w szkole może mieć problemy.
Przykład Sally pokazuje, że na człowieka można patrzeć przez pryzmat jego słabości i deficytów lub przez pryzmat jego silnych stron. Sally Gardner jako dziecko nie mogła nauczyć się czytać, ale miała bardzo bogate słownictwo, pięknie się wysławiała i lubiła rysować. Niestety nie pozwolono jej uczyć się francuskiego, uznając, że to w przypadku kogoś z takimi dysfunkcjami strata czasu. Można więc było traktować Sally tak, jak w szkole była traktowana przez nauczycieli i inne dzieci – jako nierokującego głupka – albo tak, jak traktowali ją rodzice i ich znajomi, jako inteligentną i zdolną osobę. Sally w końcu nauczyła się czytać, zdała maturę i ukończyła Central Saint Martins w Londynie. Z wykształcenia jest scenografką teatralną, za swoje książki, których jest autorką i ilustratorką, zdobyła wiele prestiżowych nagród. Jednak szkolnej traumy nie jest w stanie zapomnieć i udzielając wywiadów nawet po tylu latach mówi o cierpieniach, jakich z powodu swoich trudności doświadczyła. Sally była skazana na cierpienia i obelgi nie dlatego, że się nie starała, ale dlatego, że pewnych rzeczy nie była w stanie się nauczyć. Czy dziś jesteśmy w stanie przyjąć tę oczywistość, że nie wszyscy mogą nauczyć się tego, co przewidują podstawy programowe?
Sally z jednej strony miała ogromne trudności, a z drugiej wielki talent. Dlaczego nauczyciele widzieli tylko jej deficyty?
Nauczyciele Sally Gardner nie są wyjątkami. Problem w tym, że tradycyjny, pruski system edukacji każe im dostrzegać bardzo wąski zakres talentów. Wiele uzdolnień nie może się w szkole ujawnić, a więc nie może być również rozwijana. Szkoły kształcą dziś – podobnie jak w XIX wieku tak , jakby wszyscy mieli zostać profesorami uniwersyteckimi. A co z osobami, które będą kiedyś pisać piosenki, zakładać ogrody, pomagać ludziom starym i chorym, co z talentami tych, którzy zostaną fryzjerkami, mechanikami samochodowymi czy kreatorami mody? Czy ich talenty nie zasługują na to, by mogły być rozwijane w szkołach? Czy można kształcić wszystkich, w taki sam sposób i wymagać od wszystkich tego samego w takim samym czasie?
Ile uzdolnionych i rzetelnie pracujących dzieci wyszło wczoraj (zakończenie roku szkolnego) ze szkół z przeświadczeniem, że są głupie i gorsze od innych? Czy Roberta Lewandowskiego pyta ktoś o znajomość dat panowania polskich królów, czy ktoś czytając książki Sally Gardner interesuje się tym, że wciąż nie pisze poprawnie, czy świetnego chirurga ocenia się po tym, jakie ma pismo?
Dzięki badaniom neurobiologów i ich książkom wiemy dziś, że nie wszyscy są w stanie nauczyć się wszystkiego. Ale każdy ma swoje silne strony i dzięki nim może w życiu odnieść sukces. Dlatego w dobrej szkole na dzieci patrzy się przez pryzmat tego, w czym są dobre. Sukces odniosą w życiu tylko ci, którzy w siebie uwierzą. Dlatego powinniśmy przestać zachęcać młodych ludzi do zbierania samych szóstek i piątek, a skupić się na tym, by w szkole mogli odkryć i rozwijać swoje pasje i talenty. Wtedy i jako nauczyciele i jako rodzice będziemy mogli odejść od roli nadzorców, którzy wciąż muszą pokazywać marchewki lub kijki.
Rozumie to coraz więcej nauczycieli, a efekty innego podejścia widoczne są bardzo szybko. Głównie dotyczy to motywacji.
P.S.
I proszę nie piszcie komentarzy typu „Ach tak, to mamy nagradzać za to, że jakiś leń nic nie robi!” Lub: „A więc chodzi o to, żeby uczniowie się w szkole nie męczyli! Więc chwalmy wszystkich za wszystko!” Jest dokładnie odwrotnie. Postulowane patrzenie na uczniów przez pryzmat ich silnych stron, nie jest równoznaczne z chwaleniem. Tak naprawdę, to dzieci, aby się rozwijać nie potrzebują ani naszych pochwał, ani kar. Potrzebują czegoś zupełnie innego, ale to już materiał na inny wpis. W Budzących Się Szkołach chodzi nam o to, żeby nauka w szkole była efektywniejsza, a uczniowie uczyli się więcej niż dziś. Ich możliwości są naprawdę dużo większe! dziś ich często hamujemy, bo „Musisz!” zabija „Chcę.”

Informacje o Sally Gardner czerpałam z rozmowy z Agnieszką Jucewicz, która ukazała się w „Wysokich Obcasach” z dnia 15.11.2014
2
Nauczyciele / Nowe pokolenie nauczycieli.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Marzec 16, 2017, 20:03:51 »
*******
Z przerażeniem obserwuję jak przebiega proces kształcenia młodych nauczycieli w dzisiejszych pseudo uczelniach. Studenci/studentki przychodzą na zajęcia podczas praktyk nieprzygotowani. Oni nawet nie mają pojęcia ,co znaczy  dobrze przygotować się do praktyki. Brak im poczucia obowiązku, może nawet chęci do jakiejkolwiek pracy.
Nie raczą powiadomić, że uczelnia pragnie podjąć współpracę ze szkołą, nie raczą przynieść harmonogramu praktyk. Podczas hospitowanych zajęć często zajmują się zupełnie innymi sprawami, lekko traktując swoje obowiązki. Ja miałam takie studentki, które podczas hospitowania zajęć czytały sobie książki, nie sporządzając żadnych notatek.
Potem przychodzi z dzienniczkiem hospitacji, w którym nie ma żadnych zapisów lub są tak lakoniczne, że nic z nich nie wynika.
Wreszcie przychodzi czas na samodzielnie poprowadzenie zajęć. Kserują przewodnik nauczyciela i kropka w kropkę prowadzą zajęcia nie zmieniając niczego, ani nie dodając niczego od siebie. Jeśli skończą zajęcia wcześniej to dalej nie wiedzą co ze sobą i uczniami zrobić. Na pewno daje tu dużo doświadczenie, które zdobywa się w trakcie pracy. Ale nie dopyta się nauczyciela, który służy przecież radą i pomocą.
Przygotowanie scenariuszy zajęć to kolejny problem, który odbywa się na zasadzie <po najmniejszej linii oporu>.
Strach, jakie pokolenia wyrosną na takim przygotowaniu studentów do zawodu. Ale może pewnym sferom jest to na rękę. mniej świadomym narodem łatwiej rządzić.


Jestem nauczycielem, który z upływem lat coraz bardziej lubi swoją pracę, uwielbiam kontakt z uczniami. Interesuję się psychologią, medycyną naturalną. również lubię czytać książki i tańczyć. Większość życia stale się rozwijałam, wykorzystując do tego zasoby Internetu oprócz kursów, które musiałam kończyć z racji wykonywanego zawodu.

Zapraszam forumowiczów do komentowania, wyrażania swoich opinii, opisywania swoich doświadczeń. To może być wspaniała lektura.  :)

Iwona
3
Nauczyciele / Wypalenie zawodowe nauczycieli.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Marzec 16, 2017, 20:00:44 »
7 marca 2017 Anita Dybowska

 Zawód nauczyciela, wymaga pełnienia wielu ról. Jest ich dużo więcej niż ta jedna, do której przygotowują nas zajęcia z metodyki na studiach. Nauczyciel powinien być psychologiem, pedagogiem, opiekunem, wychowawcą, polonistą, matematykiem, informatykiem … można wymieniać bardzo długo. Zazwyczaj wielu nauczycieli próbuje w tych rolach być nieustająco dobrym. Niestety, studia pedagogiczne, poza wiedzą merytoryczną z zakresu dydaktyki i metodyki, nie uczą tego, co najważniejsze w tym zawodzie. Nie pokazują nauczycielom, jak się w tych rolach odnaleźć. Mamy inspirować naszych uczniów, pomagać im odnaleźć swoje mocne i słabe strony, wzmacniać ich samoocenę, poczucie własnej wartości… tylko ilu nauczycieli wie, jak wypełnić te zadania, skoro nie każdy potrafi to odnaleźć w samym sobie?

Nauczyciel to nie tylko stanowisko – to człowiek, który bierze udział w kształtowaniu setek osobowości. Ta grupa zawodowa, jak żadna inna, ma wpływ na funkcjonowanie i kształt przyszłego społeczeństwa. Przy tej całej presji niemal nikt nie wspomina o kwestii kluczowej: wspierania innych, opiekowania się nimi i budowania czyjejś samoświadomości, wymaga w pierwszej kolejności zaopiekowania się samym sobą.

Każdy dzień z życia nauczyciela to nieustająca praca fizyczna, umysłowa i emocjonalna. Konieczność noszenia na swoich barkach odpowiedzialności jest obciążająca a często wyczerpująca. Wie o tym każdy dyrektor, kierownik, manager… A to nie tylko odpowiedzialność za wyniki, projekty, zysk netto, ale przede wszystkim za ŻYCIE. Nie jedno czy dwa, ale KILKADZIESIĄT żyć. Za kontakty społeczne naszych podopiecznych, za ich poczucie własnej wartości, samoocenę, za ich wiedzę, umiejętności, a w pierwszych latach szkoły nawet za zasmarkany nos, załatwianie potrzeb fizjologicznych, za to, czy w kolejnych latach dzieci będą lubiły się uczyć, czy będą chciały się rozwijać, angażować w życie szkoły.

Rodzicom często ciężko jest ogarnąć swoje własne dzieci – jedno, dwoje, czy trójkę. Wiem, bo sama jestem mamą. Nauczyciel musi ogarnąć przez kilka godzin dziennie (bywa, że przez 8 czy 9) kilkadziesiąt cudzych, pochodzących z różnych środowisk, o odmiennych doświadczeniach, historii, z przekazywanymi w domu czasami skrajnie różnymi wartościami. Kiedy wchodzimy do klasy patrzy na nas dwadzieścia, trzydzieści osób, na których przyszłość mamy niebagatelny wpływ. To, co powiemy, zrobimy w ciągu „naszych” 45 minut buduje ich samoświadomość, poczucie bezpieczeństwa, sprawczości, pokazuje cele, wyzwala emocje, odkrywa zainteresowania… Jednocześnie może działać zupełnie odwrotnie – może sprawić przykrość, wzmagać agresję, obniżać samoocenę, zniechęcać do rozwoju.

Lubię to, co robię, ale nie zmienia to faktu, że jest to jeden z najtrudniejszych zawodów świata, a przy tym dostający niewiele wsparcia. Popularne jest hasło, że nauczycielem trzeba się po prostu urodzić i albo to ktoś robi dobrze, albo powinien robić coś innego. I pewnie jest w tym trochę prawdy. Ale mimo wielkiego zamiłowania do tej profesji i dobrego wykonywania swoich obowiązków, nauczyciel potrzebuje wsparcia i wzmacniania. Wielu nauczycieli zaczynało ten zawód z prawdziwym poczuciem misji, z żywą wiarą w to, że będą mieli możliwość pozytywnie wpływać na życie przyszłych dorosłych. Ale po drodze ich energia zgasła, ich poczucie sprawczości zmalało niemal do zera, ich chęć wspierania dziecka spadła tak nisko, że ciężko ją odnaleźć. To się nazywa wysokie prawdopodobieństwo wypalenia zawodowego, a wynika ono z faktu, że jako nauczyciele głównie dajemy – swoją energię, swój czas, swoje zaangażowanie, swoją kreatywność, a przede wszystkim swoje emocje. Zawieszamy swoje potrzeby, ukrywamy uczucia („bo skoro sam wybrałeś zawód, to po co narzekasz”) i dążymy do zabezpieczania głównie potrzeb naszych podopiecznych. W różnorodnej grupie często nie jesteśmy w stanie zrobić tego doskonale, co powoduje w nas dodatkową frustrację.

Na studiach, ani nigdy potem nikt nas nie nauczył, jak regenerować własne zasoby emocjonalne i intelektualne, by ich nie wyczerpać. Wielu nauczycieli się szkoli, ale wciąż koncentrujemy się na swojej skuteczności dydaktycznej (czasami wychowawczej), ale nie skupiamy się na najważniejszym aspekcie – na wzmacnianiu samych siebie. A z pustego nawet Salomon nie naleje. Nie może być mowy o tym, żeby nauczyciel wspierał skutecznie ucznia i budował jego samoocenę czy wiarę w siebie, jeśli sam ich nie ma. Nie można właściwie realizować procesu edukacji, samemu się stale nie rozwijając.

Dlatego – Drodzy Nauczyciele, zatrzymajcie się na chwilę lub dwie, przyjrzyjcie się swoim frustracjom, swojej niepewności, swojej (nie)chęci do pracy, swojej SKUTECZNOŚCI. Jeśli coś nie gra, to zacznijcie się przyglądać własnym potrzebom, zadbajcie o swój rozwój – nie tylko w zakresie dydaktyki czy metodyki, ale wyjdźcie od rozwoju osobistego, od zaspokajania własnych potrzeb, od swojego ja. Jeśli nie zadbacie o siebie, nie będziecie potrafili być dobrymi edukatorami. A przecież każdy z nas chciałby przede wszystkim być skuteczny w procesie wspierania swoich uczniów. Żaden z nas nie chce również przenosić frustracji, złości, poczucia niemocy na swoje życie prywatne. Aby tego uniknąć, musimy zadbać o siebie!

Jak ostatnio usłyszałam od pewnego ratownika medycznego: „skuteczny ratownik, to zdrowy ratownik” – myślę, że doskonale można to odnieść do naszego zawodu.

*******
Z przerażeniem obserwuję jak przebiega proces kształcenia młodych nauczycieli w dzisiejszych pseudo uczelniach. Studenci/studentki przychodzą na zajęcia podczas praktyk nieprzygotowani. Oni nawet nie mają pojęcia ,co znaczy  dobrze przygotować się do praktyki. Brak im poczucia obowiązku, może nawet chęci do jakiejkolwiek pracy.
Nie raczą powiadomić, że uczelnia pragnie podjąć współpracę ze szkołą, nie raczą przynieść harmonogramu praktyk. Podczas hospitowanych zajęć często zajmują się zupełnie innymi sprawami, lekko traktując swoje obowiązki. Ja miałam takie studentki, które podczas hospitowania zajęć czytały sobie książki, nie sporządzając żadnych notatek.
Potem przychodzi z dzienniczkiem hospitacji, w którym nie ma żadnych zapisów lub są tak lakoniczne, że nic z nich nie wynika.
Wreszcie przychodzi czas na samodzielnie poprowadzenie zajęć. Kserują przewodnik nauczyciela i kropka w kropkę prowadzą zajęcia nie zmieniając niczego, ani nie dodając niczego od siebie. Jeśli skończą zajęcia wcześniej to dalej nie wiedzą co ze sobą i uczniami zrobić. Na pewno daje tu dużo doświadczenie, które zdobywa się w trakcie pracy. Ale nie dopyta się nauczyciela, który służy przecież radą i pomocą.
Przygotowanie scenariuszy zajęć to kolejny problem, który odbywa się na zasadzie <po najmniejszej linii oporu>.
Strach, jakie pokolenia wyrosną na takim przygotowaniu studentów do zawodu. Ale może pewnym sferom jest to na rękę. mniej świadomym narodem łatwiej rządzić.

autorka: Anita Dybowska – mama trójki dzieci. Lektor, metodyk. Pracuje w szkole językowej. Jest EduEkspertem w Fundacji EduTank. Interesuje się psychologią. Bardzo lubi czytać książki i tańczyć.

W takim razie jestem fanką pani Anity Dybowskiej.Jestem nauczycielem, który z upływem lat coraz bardziej lubi swoją pracę, uwielbiam kontakt z uczniami. Interesuję się psychologią, medycyną naturalną. również lubię czytać książki i tańczyć. Większość życia stale się rozwijałam, wykorzystując do tego zasoby Internetu oprócz kursów, które musiałam kończyć z racji wykonywanego zawodu.
4
Psycholog / Samotność
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Marzec 15, 2017, 22:07:08 »

Czy człowiek samotny to taki, który żyje w pojedynkę? Chyba nie tylko. Jak powtarzał Robin Wiliams, najgorszym rodzajem samotności jest samotność wśród najbliższych. Pozornie wszystko jest w porządku, ale czy na pewno...???
Są ludzie samotni z wyboru. W ciągu dnia żyją wśród wielu znajomych, ale nie wyobrażają sobie swojego wolnego czasu spędzonego razem z innymi. Wtedy, gdy są sami, czują się dobrze. Są panami samych siebie. Zgodnie z tym, że każdy ma prawo żyć tak jak mu wygodniej.
Samotność może  przybierać różne formy i być udziałem także tych, którym nie brakuje towarzystwa.

Oto 6 typów samotności:

1. Samotność w nowej sytuacji
Może pojawiać się, gdy np. przeprowadzasz się do innego miasta, gdzie nikogo nie znasz, albo, kiedy rozpoczynasz nową pracę, zmieniasz szkołę i nagle obracasz się w kręgu zupełnie obcych twarzy. Wtedy dotyka cię uczucie, które często mylone jest ze strachem, obawami, brakiem wiary w siebie. Te owszem - mogą się pojawiać, ale mogą być skutkiem odczuwania samotności.

2. Samotność z odmienności
Bywa czasem tak, że znajdując się w miejscu, które jest nam znane, czujemy się odizolowani od innych. Może to wynikać z odmiennych priorytetów, czy zainteresowań. Dla nas coś może być ważne, a dla ludzi wokół nas nie. Oni mogą uwielbiać pewną formę spędzania czasu, a my możemy lubić coś zupełnie innego. Bardzo trudno jest nawiązać kontakt z ludźmi, którzy mają zupełnie inne priorytety i potrzeby. Tak rodzi się samotność.

3. Samotność wśród bliskich
Nawet jeśli żyjemy w dużej rodzinie, mamy rodzeństwo, rodziców, przyjaciół, bywa, że czujemy się samotnie. Bliskie osoby nie są gwarancją poczucia bezpieczeństwa i uczestnictwa we wspólnym życiu. Tak naprawdę poczucie samotności może zmienić osoba, z którą pozostajemy w głębokiej relacji, czyli partner, mąż, żona, jednakże nawet i takie relacje nie zawsze są prawidłowe, rodzi się poczucie zagubienia, samotności, które czasami nas zbyt przytłacza.

4. Samotność wśród wielu znajomych
To, że otaczamy się bliskimi ludźmi - kolegami, znajomymi - nie oznacza, że nie możemy czuć się samotnie. Zdarza się, że mimo zażyłej relacji z drugim człowiekiem, nie jesteśmy w stanie nazwać go prawdziwym przyjacielem, ponieważ on na to nie pozwala. Ludzie mogą być przyjaźni, nie będąc naszymi przyjaciółmi. Być może są zbyt zajęci swoimi własnymi sprawami, by aktywnie uczestniczyć w twoim życiu, albo mają wielu „starych-dobrych” przyjaciół i nie zastanawiają się  nad tym, by nawiązać taką więź z kimś nowym.

5. Samotność z braku zaufania
Bywają sytuacje, gdy brak nam pewności, czy ktoś bliski jest z nami naprawdę szczery, troszczy się o nas i zależy mu na naszym dobru. Podstawą prawdziwej przyjaźni, czy miłości jest to, że możemy bezgranicznie ufać drugiej osobie, nie biorąc nawet pod uwagę tego, że mogłaby zrobić coś, co nas skrzywdzi.  Możemy czuć się samotnie, jeśli brakuje nam tego poczucia - nawet jeśli miło spędzamy razem czas i dobrze się czujemy w swoim towarzystwie.

6. Samotność „po godzinach”
Czym innym jest samotność odczuwana, gdy naprawdę nie mamy nikogo bliskiego, a czym innym samotność, gdy brakuje nam obecności drugiej osoby, gdy wracamy do pustego domu. Możemy prowadzić bardzo aktywne życie zawodowe, żyć w ogromnej rodzinie, otaczać się przyjaciółmi i mimo wszystko czuć się samotnie, jeśli codziennie wracamy do swojego mieszkania, w którym nikt na nas nie czeka. Czasami obecność choćby współlokatora czytającego książkę na kanapie robi ogromną różnicę. W ciągu dnia zajęci obowiązkami często nie zastanawiamy się nad tym, jak się czujemy w swoim życiu - takie myśli nachodzą nas zazwyczaj, gdy nic nas nie absorbuje, dlatego wieczorem w pustym mieszkaniu możemy czuć się samotnie - paradoksalnie po całym dniu spędzonym  w tłumie ludzi.

***

źródło: www.psychcentral.com

Życzmy sobie, byśmy jednak nie byli samotni, szczególnie wśród najbliższych osób.
Zachęcam Państwa do dzielenia się swoimi przemyśleniami dotyczącymi tego zagadnienia.
Iwona
5
Humor ze szkolnych zeszytów / Odp: Uśmiechnij się
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Luty 15, 2017, 21:33:25 »
Dobre.  :)
Prosimy o więcej.
6
Gry / W jakie gry gracie? :)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Avis:) dnia Luty 14, 2017, 10:15:55 »
Mam od jakiegoś czasu kanał a Youtube na którym między innymi gram w gry. Stąd też moje pytanie.
W jakie gry najchętniej gracie, i czy lubicie też patrzeć jak ktoś inny gra w te gry.
Ja na przykład, bardzo lubię grać w gry RPG, ale nie za bardzo bym chciał coś takiego oglądać. Natomiast w gry horrorowe jak na przykład nowy Resident Evil sam bym nie zagrał (bo się poprostu boję), dlatego wolę patrzeć jak gra w nie kto inny.

Dzięki za wasze odpowiedzi


Jak by was interesowało, oto link do mojego kanału:
https://www.youtube.com/channel/UCeQuIxFFNYLX5_hxDh6Df6g
7
Humor ze szkolnych zeszytów / Odp: Uśmiechnij się
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Avis:) dnia Luty 14, 2017, 10:09:27 »
W szkole na matematyce pani pyta Jasia:
-Jasiu co to jest kąt??
Jasiu na to:
-Kąt to najbrudniejsza część mojego pokoju


Pani zadała temat wypracowania: "Kim będziesz jak dorośniesz".
Jaś napisał w wypracowaniu:
"Najpierw będę lekarzem, bo tak chce tata. Potem zostanę prawnikiem, jak chce mama. A na końcu zostanę kominiarzem, bo mi się też coś od życia należy..."
8
Psycholog / Uwierz w siebie!
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Styczeń 13, 2017, 09:37:22 »
Każdy z nas ma czasem momenty zwątpienia. Zaczynamy wątpić czy poradzimy sobie w nowych sytuacjach, nie jesteśmy pewni czy uda nam się osiągnąć zamierzone cele. Zdarza się, że słyszymy od innych słowa krytyki, które boleśnie odciskają się na naszej pewności siebie. Lekarstwem na to może być zbudowanie zdrowej wiary w siebie. W jaki sposób możemy nad tym pracować? Jak uwierzyć w siebie?
(Anna Obrzut, grudzień 2016)

http://magazyntuiteraz.pl/uwierz-w-siebie/

Tak trudno wierzyć w siebie, kiedy w życiu stale coś idzie nie tak jak myślimy, jak zakładaliśmy. Przyczyny mogą być różne i nie zawsze zależne od nas. Żyjemy przecież wśród innych ludzi. I to oni są odbiciem naszego ja. Nie zawsze pozytywnego. Wtedy myślimy o sobie, że jesteśmy do niczego. Jak w takich przypadkach nie poddać się i mimo wszystko wierzyć w siebie o tym mówi ten artykuł. Każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. O tym nie wolno nam zapominać. A ewentualne niedociągnięcia możemy dopracować.

Życzę miłego dnia i dużo wiary w siebie.

Iwona P  :)
9
Psycholog / Borderline - zaburzenia osobowości.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Styczeń 13, 2017, 09:14:31 »
Magda zgłosiła się do psychoterapeuty, bo przestała sobie radzić ze swoim życiem. Właśnie rzuciła pracę, pokłóciła się ze znajomymi, a do rodziny się nie odzywa. Nie może sobie znaleźć partnera, mimo że wielokrotnie próbowała. Całe dnie spędza w domu. Uważa, że jest beznadziejna i dlatego z nikim nie utrzymuje kontaktu.
[Justyna Zybura – Leszczak, grudzień 2016]

http://magazyntuiteraz.pl/alfabet-zaburzen-osobowosci-borderline/

Zapraszam do lektury artykułu. Ciekawy temat. Na pewno wielu z nas odnajdzie cząstkę siebie w postaci bohaterki tej historii. Weźmy sobie jak najwięcej z tego przekazu, bo życie to jednak nie bajka.


Pozdrawiam serdecznie forumowiczów

Iwona P  ;)
10
Liceum, Technikum i inne szkoły średnie / TRUDNY OKRES DOJRZEWANIA
« Ostatnia wiadomość wysłana przez iwona dnia Styczeń 10, 2017, 22:58:06 »
http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/wychowanie/nastolatek-na-wojennej-sciezce-czyli-trudny-okres-dojrzewania_34593.html

Autor: Grażyna Grudzińska
Konsultant: Piotr Mosak, psycholog

Dziecko dorastając, staje się osobą niezależną. Często się buntuje, jest bardziej drażliwe, ma zmienne nastroje. To trudny czas dojrzewania.
Nastolatek potrafi warczeć podczas próby rozmowy z nim, ucieka z krzykiem, trzaskając drzwiami, zamyka się w pokoju, nie chcąc rozmawiać z rodzicami, okazuje niechęć, czasami pogardę. W niektórych przypadkach ucieka w środowisko rówieśników, o którym niewiele wiemy, a dowiedzieć się nie ma jak. Wykazuje swoją wyższość, nie słucha rad. Traktuje rodziców jak wapniaków, którzy nic nie wiedzą i nic nie widzą. To objawy buntu nastolatka. Ich nasilenie zależy od temperamentu dziecka i od naszego z nim kontaktu. W jego życiu następuje wiele zmian. Zmienia się wygląd - upodabnia się do dorosłego - zmienia się też jego psychika.
To czas intensywnego wzrostu i przemian w organizmie. Hormony "buzują", wpływając na zmienność nastrojów i większą drażliwość. Nastolatek czuje swoją odrębność i chce ją zaznaczyć. Odmienny ubiór, fryzura na irokeza, kolczyk w nosie, tatuaż, mroczny wystrój pokoju itp. mają podkreślić jego indywidualność, zakomunikować oddzielenie się od rodziców. Wyglądem i zachowaniem nastolatek mówi: "Hej, staję się dorosły, mam swoje zdanie, swoje potrzeby i problemy. W moim życiu dzieje się tak wiele, trudno mi sobie z tym wszystkim poradzić...".
Pamiętajmy o tym, by:
•   Nie podnosić głosu. Nasz krzyk to dla dziecka sygnał, że mu nie pomożemy.
•   Najpierw wysłuchajmy. Pozwólmy mu przedstawić swój punkt widzenia.
•   Nie przerywamy komentarzami. Zadajemy pytania. Jeśli widzimy, że dziecko ma problem z odpowiedzią, nie nalegajmy. Naciskając, tylko je zniechęcamy.
•   Nie musimy się zgadzać z tym, co nastolatek mówi, ani ulegać wszystkim jego prośbom i naciskom. Nie pozwólmy, by nami manipulował. Powinniśmy pamiętać o racjonalnych argumentach. Słowa: "Zabraniam ci i koniec", powodują wybuchy agresji.
•   Rozmawiamy spokojnie. "Rozumiem cię, ale...", "Podobają mi się twoje argumenty, jednak mnie nie przekonałeś, wrócimy do tej rozmowy".
•   Jeśli czegoś dziecku zabraniamy, powinniśmy uzasadnić dlaczego. Przyznajemy: "Martwię się o ciebie’’ i uzasadnić dlaczego. Niech dziecko poczuje, że się o nie troszczymy.
•   Dobrze było by czasem potraktować problem z humorem,  rozładować napięcie, zrobić coś, by dziecku pokazać, że ma fajnego rodzica.
•   Nie używajmy stwierdzeń: "Ja w twoim wieku, to...", ani: "Mnie było gorzej, ty masz wszystko".
•   Nie wygłaszajmy wykładów ani nie zwracajmy się jak do malucha. Traktujemy dziecko jak partnera. Tłumaczymy w sposób prosty, zrozumiały.
Bunt zaczyna się wcześnie, ale między 10. a 18. rokiem życia dziecka rodzice mają jeszcze czas na to, by wychować je na odpowiedzialnego dorosłego człowieka poprzez stawianie granic. Trzeba tak ustalać granice wolności, by mieć możliwość je poszerzać. Jeśli w tym roku nie pozwolimy na coś, możemy to zrobić za rok albo dwa. Bardzo wskazane będzie wytłumaczenie dlaczego tak postępujemy. Ważne! Nie wolno odbierać raz danych praw. Trzeba je odpowiednio dawkować!
Nastolatek potrzebuje wsparcia obojga rodziców, chociaż często to matka poświęca dziecku więcej czasu niż ojciec. Nastolatek powinien czuć, że ma dwoje rodziców, którzy interesują się jego sprawami.
NIE WOLNO:
1. Nie bagatelizuj i nie ośmieszaj gustu, sympatii i potrzeb nastolatka.
2. Unikaj bezwzględnych zakazów i nakazów. "Nie, bo nie i już". Wszystko, co robimy na siłę, rodzi bunt, także u dorosłego.
3. Nie trzymaj dziecka pod kloszem, żeby ochronić je przed złem tego świata. Nastolatek musi poznać reguły dorosłego świata. Masz mu o nich opowiedzieć i pomóc, żeby pierwsze doświadczenia w tym świecie nie stały się dla niego traumatycznym przeżyciem.
4. Nie odbieraj dziecku przyjemności. Przecież my też ich potrzebujemy, a cóż dopiero zestresowany nastolatek.
5. Przerzucanie naszych niespełnionych marzeń i planów na dziecko. Wsłuchaj się w jego potrzeby, pozwól mieć własne pasje.
Przyczyną wielu spięć są sytuacje, w których rodzice chcą kontrolować dziecko i nie ufają mu. Nie oznacza to, że należy mu na wszystko pozwalać, ale jasno określić warunki przedsięwzięcia. Okażmy dziecku zaufanie. Jeśli mu nie zaufamy, nie będzie czuć się odpowiedzialne. Wychowanie nie polega na trzymaniu latorośli pod kloszem i zmuszaniu do kopiowania naszych zachowań. Nastolatka należy traktować poważnie. Ale nie oznacza to, że mamy  wymagać od niego decyzji jak od dorosłego. Dopuszczenie głosu nastolatka w sprawach rodzinnych (gdzie pojechać na wakacje, jakie meble kupić itd.) to dobry sposób na pokazanie, że się z nim liczymy. W zaufaniu jest wielka siła zobowiązująca do odpowiedzialności. Postępując mądrze, mamy szansę na stworzenie silnych, autentycznych więzi, które zaowocują w przyszłości.
Jeśli nie radzisz sobie z nastolatkiem, możesz szukać pomocy:
•   U psychologa w poradni rodzinnej.
•   W Stowarzyszeniu OPTA, Warszawa, tel. 0-22 424 09 89,0-22 622 52 52.
•   U psychologów w telefonach zaufania. Jeśli akurat nie zajmują się tymi problemami, skierują do odpowiedniego ośrodka na miejscu.
•   W poradnikach dla rodziców nastolatków. Podajemy kilka propozycji: Michael J. Bradley - Tak, twój nastolatek jest szalony!, Adele Faber, Elanie Mazlish - Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały. Jak słuchać, żeby z nami rozmawiały, Elizabeth Fenwick, dr Tony Smith - Dojrzewanie. Praktyczny poradnik dla nastolatków i ich rodziców.
Największymi naszymi błędami w tym okresie są błędy komunikacyjne, ale nie wolno się poddawać, tylko nieustannie podejmować dialog. Trudno jest bowiem nawiązać kontakt, gdy już się do siebie wcale nie odzywamy. Dla nastolatka ważna jest rozmowa z dorosłym, bo sam wtedy czuje się bardziej dorosły. Nie ma jednego uniwersalnego modelu, który da się zastosować w rozmowie z każdym nastolatkiem, ani sprawdzonych trików, bo nasze dzieci są indywidualnościami.

 
To wszystko jednak nie jest takie proste i rzeczywistość bardzo często zasadniczo różni się od dobrych rad zawartych w poradach znajomych, rodziny, czy fachowych czasopism. Często też nie zdajemy sobie sprawy z tego, że przyczyną takiego a nie innego zachowania nastolatka- przecież naszego najukochańszego dziecka są błędy popełniane przez nas samych, których być może już nie dostrzegamy, tak się do nich przyzwyczailiśmy. Najgorsza sytuacja to taka w której nastolatek nie chce z nami w ogóle rozmawiać. To znaczy, że nie ma do nas zaufania, a nam ciężko będzie je odbudować. Sama pamiętam swój okres buntu, kiedy to zbyt dobrze wiedziałam, co mama robiła źle, wiedziałam, co powinna zrobić, żeby sytuacja się poprawiła, i zupełnie nie rozumiałam jej postępowania, kiedy nie słuchała moich rad. Czułam się lepsza od niej, mądrzejsza. I co? Teraz sama jestem w podobnej sytuacji i wierzcie mi, mimo mego doświadczenia życiowego i dość dobrej znajomości psychologii nie umiem wybrnąć z niektórych problemów, jakie powstają na linii: rodzic-nastolatek. Wiem, że nie jestem wolna od błędów, szukam różnych możliwości wyjścia z trudnych sytuacji. I wiem też, że trzeba umieć słuchać młodego człowieka, wiem też, że kiedy dobrze się temu przyjrzę widzę, że mój nastolatek też ma rację. I z całym szacunkiem dla niego muszę mu przyznać rację. On musi o tym wiedzieć. Wtedy zasłużę sobie na jego szacunek i większą otwartość w stosunku do mnie. 

 
W oparciu o artykuł pani Grażyny Grudzińskiej przemyśleń dokonała
Iwona Puczko

Jest to temat rzeka, dlatego zapraszam forumowiczów do dzielenia się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami.


Strony: [1] 2 3 ... 10